Mam w szafie tyle ubrań, że przez najbliższych 10 lat nie muszę kupować nowych. Jednak od czasu do czasu kuszą mnie wełniane marynarki i sukienki lepiej skrojone od tych, które posiadam. Zanim coś kupię, zastanawiam się trzy razy. Ostatnie, najcieplejsze w historii lato, katastrofalne prognozy naukowców i fakt, że przemysł odzieżowy jest drugim po petrochemicznym trucicielem planety, nie pozwalają kupować ubrań bez poczucia winy. Tak czuje dziś wielu ludzi. Nie chodzi tylko o ubrania, ale o wszystkie przedmioty. Na świecie rośnie w siłę nowy model gospodarczy: sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia. Polega ona na sprzedaży, odsprzedaży, wynajmowaniu albo użyczaniu dóbr i usług z korzyścią dla obu stron, a przede wszystkim dla środowiska. Jej zasady: „Nie wyrzucaj, tylko oddaj albo sprzedaj” i „Jeśli czegoś potrzebujesz – pożycz lub odkup od sąsiada”. W tym modelu funkcjonują eBay, OLX, Etsy, BlaBlaCar, Airbnb, Task Rabbit, a nawet Netflix. Podobnie działają lokalne inicjatywy – np. sąsiedzka społeczność Mokotowa, która założyła na Facebooku grupę Stary Mokotów Gang Paserka – za butelkę wina albo awokado można pozbyć się książki lub fotela albo nabyć marynarkę bez strat moralnych i ­finansowych. Wiem, nie każdy lubi partyzantkę. Przerzucanie dziesiątek stron na vinted.pl jest męczące. Ale powstają komisy i sklepy vintage, które obrót rzeczami z drugiej ręki czynią eleganckim i przyjemnym. Spójrz­cie na konta instagramowe sklepów: @crush_pl, @pyskatyzamsz, @chosenbyeu, @klunkenvintage, @saintwarsaw_vintagestore! Nowości wyeksponowane na różowym tle albo na modelce w pięknym wnętrzu, świetne zdjęcia kontekstowe: Julia Roberts w prążkowanym garniturze z lat 90., współczesny street style, zdjęcia znakomicie ubranych klientek w różnym wieku na instagramowym koncie Backstage Vintage Store. Kusząca zachęta plus inspiracja, jak nosić vintage zgodnie z trendami albo jak rozwiązać problem niedopasowania rozmiaru. – Świadomie zachowuję „czystą formę” na Instagramie. Wszystko, co się dobrze prezentuje na zdjęciu: ma wzór albo kolor dobrze kontrastujący z różowym tłem, sprzedaje się od ręki – zdradza Justyna Konczewska, założycielka i właścicielka Crusha. Prawie dwa lata temu uruchomiła profil na Instagramie, przez który sprzedaje ubrania przyjmowane w komis. Jej pierwszymi klientkami były koleżanki, ale grono ­zainteresowanych rosło w szybkim tempie. Żadnej reklamy, tylko Instagram plus poczta pantoflowa. Tego lata zorganizowała pop-up na Mokotowie (ul. Bałuckiego 21). Zainteresowanie przerosło jej oczekiwania, dlatego zdecydowała się na stacjonarny sklep pod tym samym adresem. Elegancka szara witryna, cegły pokryte białą farbą, zapach perfum John Galliano Diptyque. Za każdym razem, gdy tam wpadam, jest ruch: grupy koleżanek, grupy międzypokoleniowe – mama z córkami, przymierzanie i doradztwo. Ktoś opowiada, że w Relaksie (knajpce po sąsiedzku) trzy osoby miały na sobie jego ubrania. Ktoś wchodzi z torbą wypchaną z ciuchami, a Justynie błyszczą oczy. – Stworzyłam Crusha z myślą o sobie i innych dziewczynach, które lubią ubrania, ale nie chcą cały czas kupować nowych – mówi. Koncept rozwija się organicznie: ci, którzy przyszli sprzedać swoje rzeczy, zazwyczaj z czymś wychodzą, a kupujący pytają o możliwość wstawienia w komis. Selekcja jest ostra, ale kryteria jasne: dobra tkanina, ciekawe wzornictwo – w końcu słowo „crush” oznacza coś ekstra. Dzięki intuicji Justyny butik ma swój styl, a klientki operują przymiotnikiem „crushowe”. Ceny? Przystępne: 80–100 zł za rzecz, a w przypadku marek premium, np. Isabel Marant, około 350 zł. Największe wzięcie ma średnio-wyższa półka: Ganni, Bimba y Lola, Rodebjer, Iro, Maje, Custommade, Sandro. Ale na wieszakach również rzeczy z metką COS, H&M Trend, Zara. Vintage trafia się rzadko. Po niego jedziemy do Krakowa, gdzie Agnieszka Zieleziecka organizuje pop-up Obcy w Mojej Szafie, zwany również salonową wyprzedażą porzuconych ubrań. „Obcy ląduje w Dwa_okna_cafe #Manole #chanelshoes #z kolekcji Bajki #suinstanablefashion #Seba­stiana Street” – czytamy na facebookowym profilu „Obcy w mojej szafie”. Jak to rozkodować? – Wtajemniczeni znają kawiarnię przy ul. św. Sebastiana. Legendarna Bajka to mama mojej koleżanki, która przez 17 lat pracowała jako dekoratorka witryn w Modzie Polskiej. Jest stylową kobietą z wspaniałą kolekcją markowych ubrań – opowiada Agnieszka. Bajka i jej koleżanki dostarczają jej ubrań od Jil Sander, Hermès, Chanel. Poza tym Aga sprzedaje skarby, które wyszperała w second-handach albo przyjęła w komis. Obcy w Mojej Szafie średnio dwa razy w miesiącu ląduje w różnych miejscach związanych ze sztuką, z architekturą albo dobrym jedzeniem, takich jak Hevre, modny dom kultury na Kazimierzu, czy Jeju Beauty Store. – Ma być ­estetycznie, interesująco, przyjemnie – śmieje się Agnieszka. – Dobra jakość plus oryginalne wzornictwo są konieczne, by rzeczy z drugiej ręki stanowiły konkurencję dla nowych ubrań – potwierdza Justyna Konczewska. Macie wątpliwości? Stylistki czołowych modowych magazynów chwalą się na Instagramie wizytami w Crushu, a ciuchy z butiku pojawiły się w kampanii marki Balagan i zagrały w spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego „Wyjeżdżamy”. Asystentki scenografki Małgorzaty Szczęśniak – stałe klientki Crusha – nie miały wątpliwości, dokąd pójść po najlepsze kostiumy.

Jak sprzedawać używane ubrania? Rady od najlepszych sklepów vintage>>

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez CRUSH (@crush_pl) Sty 13, 2019 o 8:29 PST

W latach 80. pożyczanie ubrań było czymś naturalnym. Kiedy czegoś potrzebowałam, szłam do koleżanki. Potem nastał kapitalizm i kult garderoby, podsycany przez popkulturę. Wzorem Carrie Bradshaw wypełniałam szafę ubraniami, a następnie jak bohaterki innych seriali otwierałam ją, konstatując: „Nie mam co na siebie włożyć!”. I kupowałam dalej. – Przepełniona szafa bardzo mnie dezorientowała. Dlatego pewnego dnia oddałam większość rzeczy potrzebującym i przestawiłam się na pożyczanie – mówi Kasia Sosińska, PR manager w Longines Polska. Widuję ją na galach i pokazach mody. Zawsze przykuwa uwagę: czarna midi z koronki, beżowe spodnium, mała niebieska z zaznaczoną linią ramion w stylu lat 80. Jej praca wiąże się z licznymi podróżami, spotkaniami biznesowymi, branżowymi imprezami, wieczornymi galami. – O korzystaniu z wypożyczalni pomyślałam po bardzo intensywnym miesiącu, kiedy w każdy weekend miałam służbowy wyjazd: do Paryża, Monako, Rzymu, w tym eleganckie zawody konne, których partnerem jest marka Longines. Między nimi w tygodniu w Warszawie prawie codziennie miałam spotkania. Trudno było mi nawet pomyśleć, co na siebie włożyć – opowiada. W Polsce działa kilka wypożyczalni internetowych z ubraniami na specjalne okazje. Wbrew pozorom nie oferują weselnych sukni z tafty jak te sprzed 10 lat, lecz praktyczne kreacje polskich marek: Michael Hekmat, Agnieszka Orlińska, Papillon (rentnrule.com), La Manii i Bizuu (lovethedress.pl), albo zagranicznych: PNK Casual, Sancia, La Maison Talulah, Vone, True Decadence (e-garderobe.com). W asortymencie są wieczorowe sukienki i bardziej casualowe propozycje, dostępne w kilku rozmiarach. Koszt wypożyczenia to 200–350 zł w zależności od ceny wyjściowej sukienki. – Zmieniłam podejście do ubrań. Kupuję bazę, resztę znajduję w wirtualnej szafie. Eksperymentuję! Kilka razy wybrałam sukienkę, która nie była do końca w moim stylu, ale ostatecznie czułam się w niej wspaniale – śmieje się Kasia. Gdy ktoś komplementuje jej strój, chętnie zdradza pochodzenie. – Podejrzewam, że tak w przyszłości będzie wyglądała szafa nowoczesnych kobiet! – mówi. Według badań co piąty Brytyjczyk z pokolenia millennialsów nie ma problemu z wypożyczaniem i wymianą ubrań. Wypożyczalnie powstają w Wielkiej Brytanii (girlmeetsdress.com, chicbychoice.com), w USA (renttherunway.com), nawet w Chinach (ycloset.com), oferują torebki (bagborroworsteal.com) i biżuterię (rocksbox.com). – Ame­ry­kan­ki dawno zmieniły myślenie. Hasło współczesnych nowojorskich it-girls to: „Nie musisz mieć, by dobrze wyglądać” – uważa Karina Sobis, założycielka wypożyczalni e-garderobe.com, która przez osiem lat mieszkała w Nowym Jorku. Ten trend idealnie wpisuje się w filozofię millennialsów: „Wolimy doświadczać, niż posiadać”. Doświad­czanie to pójście na imprezę w nowej ­sukience Prady. Dlaczego mielibyśmy podziwiać ją tylko na wybiegu? Z drugiej strony kupowanie nie ma sensu, lepiej pieniądze wydać na podróże, zresztą zanim je zaoszczędzimy, sukienka wyjdzie z mody.

W myśl hasła „Dostęp jest nową własnością” funkcjonuje Biblioteka Ubrań, projekt bardziej radykalny, bo wypożyczamy ubrania codzienne. Na stronie bibliotekaubran.pl są do wyboru dwa pakiety: cztery rzeczy na tydzień za 97 zł albo cztery rzeczy na miesiąc za 249 zł. Spodnie, płaszcz, ­sukienka? Proszę bardzo! Wkładamy do koszyka, płacimy i czekamy na kuriera. Bibliotekę założyły koleżanki, Marta Niemczyńska i Aga Zawadzka. Gdy przed laty wspólnie wynajmowały mieszkanie w Niemczech, wzajemne pożyczanie sobie ubrań było dla nich czymś naturalnym. – Gdyby wszystkie kobiety miały nieograniczony dostęp do jednej wielkiej wspólnej garderoby, mogłyby kupować mniej i częściej mieć coś nowego – opowiada Marta. Koncept ­bibliotek z ubraniami znały doskonale z różnych miast europejskich. W Kolonii działa kleiderei.com, w Amsterdamie Lena – The Fashion Library, w Szwecji m.in. ­kladoteket.se. Berlińska Rent Revolution dopieszcza najwybredniejsze fashionistki, oferując wzięte skandynawskie marki: Acne, Ganni, Filippa K. Po niektóre sukienki ustawiają się kolejki! Biblioteka Ubrań ma stałych wypożyczających, głównie z Warszawy i Wrocławia, oraz klientów okazjonalnych, szukających czegoś na „wyjście”. – Zainteresowanie jest duże i wielu osobom podoba się idea, ale ­potrzebują trochę czasu, żeby się z nią oswoić – mówi Marta. Dodaje jednak, że nie zamierza całkowicie odwodzić ludzi od kupowania, tylko pomóc im w podejmowaniu bardziej przemyślanych, odpowiedzialnych decyzji. „Zanim kupisz, wypożycz i przetestuj. Jeśli okaże się, że to naprawdę to – kup!”, brzmi jej motto. Biblioteka powstała, aby móc odpowiedzialnie bawić się modą. – Na szczęście w Polsce powoli ludzie zdają sobie sprawę, że ich decyzje wpływają na świat. Niestety istnieje jeszcze spora grupa osób, które wartościują się na podstawie rzeczy  – zauważa Marta. Pokaż mi, co masz w garderobie, a powiem ci, kim jesteś? To nieaktualne! Nieodpowiedzialne i nadmierne kupowanie jest równie passé jak używanie słomek i plastikowych toreb. Parafrazując Coco: nasze szafy stają się płynne, a nam pozostaje styl.

 

Sprawdzone adresy:

Crush (na zdjęciu właścicielka)

ul. Bałuckiego 21, Warszawa
Komis, do którego możesz wstawić ubrania. Na wieszakach ubrania Rodebjer, Custommade, Isabel Marant, ale i H&M.

 

Chosen by

ul. Mokotowska 63/LU23, Warszawa

Komis z markowymi ubraniami i dodatkami: Gucci, Celine, LV, Chanel. Można kupować i wstawiać rzeczy przez stronę chosenby.eu

 

Rent’n’rule

ul. Bracka 25, Warszawa

Wypożyczalnia ubrań, która działa również pod adresem rentnrule.com. Znajdziesz tu wieczorowe sukienki głównie polskich marek, takich jak Michael Hekmat, Papillon, Le Brand i wiele innych.

 

Love the dress

ul. Bagatela 10/37, Warszawa

Wypożyczalnia ubrań, działa też online (lovethedress.pl). Sukienki m.in. Muses, La Manii, Bohoboco i innych marek.

 

Pavilon Vintage Butik

ul. Stradomska 9, Kraków

Sklep z bardzo dobrą selekcją ubrań vintage. Trafiają się markowe skarby!

 

Tekst Helena Myśliwiak