Gdy rozmawiam ze znajomymi, którzy nie mają pojęcia o tym, jak właściwie dbać o skórę nasuwa się jeden wniosek — brakuje usystematyzowanej wiedzy na ten temat pielęgnacji. Jeżeli na opakowaniu jest napisane, że kosmetyk działa przeciwstarzeniowo, trudno to zakwestionować. A o tym, że czas dla skóry może cofnąć tak na prawdę tylko 5 składników — SPF, kwas glikolowy, salicylowy i mlekowy, witamina A, czyli retinol, witamina C i E oraz nikotynamid (witamina B3), zdajemy się zapominać lub nie wiedzieć. No bo i skąd? Skąd mamy wiedzieć, co jest dobre dla naszej skóry?

Dlaczego skóra się starzeje?

Moja 89 letnia prababcia plamy pigmentacyjne na twarzy i dłoniach smaruje grubą warstwą kremu Nivea, którego dziadek regularnie kupuje największą puszkę. Dziadek wie, że od tego kremu przebarwienia nie znikną, ale chce zadowolić swoją mamę, która jest już w podeszłym wieku. Każdy z nas słyszał historie o babci znajomych, która całe życie używała tylko uniwersalnego kremu i nie miała zmarszczek. To mit. Skóra będzie się starzeć niezależnie od tego, czy używamy najlepszej pięlęgnacji. Większość informacji o starzeniu zapisane jest w genach, nie bez znaczenia jest styl życia — najgorzej na kondycje skóry wpływa słońce, cukier i palenie papierosów. Jeżeli chęć zachowania młodego wyglądu sprawi, że zerwiesz z nałogiem, jest to tak samo dobry powód jak ochrona zdrowia. 

Pielęgnacja nie działa

Mimo coraz większej edukacji w dziedzinie beauty wiele Polek od lat nie wprowadziło zmian w swojej pielęgnacyjnej rutynie. Wolą kupić droższe, więc w ich przekonaniu lepsze, kosmetyki do makijażu, niż przekonać się do koreańskich rytuałów albo kosmetyków ajurwedyjskich. Przez kilkadziesiąt w Polsce mieliśmy ograniczony dostęp do dóbr luksusowych, za jakie cały czas uważa się kosmetyki pielęgnacyjne. W dobie internetu wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, jednakże produktów jest tak dużo, że trudno znaleźć rzetelne opinie na ich temat, bo każdy jest przecież inny i czegoś innego oczekuje. To, że krem sprawdził się u koleżanki, nie oznacza, że u ciebie będzie działał cuda. Marketingowcy prześcigają się, wymyślając coraz to nowsze opisy kosmetyków i obiecując konsumentom jeszcze więcej. Kończymy z półką przepełnioną kosmetykami, które w najlepszym wypadku nie robią nic, najczęściej jednak szkodzą. Przesuszają, podrażniają, powodują alergie. Zniechęceni przestajemy szukać, bo nie wiadomo co jest dobre i na co warto wydać pieniądze.

Czytaj też: Jak dbać o skórę zimą?

Marketing pielęgnacyjny kiedyś i dziś

Gdy Helena Rubinstein nie mogła sprzedać nowego kremu, podnosiła jego cenę i natychmiast bił on rekordy popularności. Dziś musimy być już świadomi, że cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Choć kobiety są w stanie wydać więcej na krem, nie inwestują w produkty do oczyszczania i tonizowania skóry. Wiemy, że za uczuciem gładkości, które zostawiają niektóre kosmetyki mogą stać silikony, które na dłuższą metę nie zdają egzaminu. 

    Najmodniejsza marka ostatnich miesięcy to The Ordinary, której misją jest dostarczenie składników aktywnych w wysokiej jakości, w jak najbardziej przystępnych cenach. Serum z retinolem, The Ordinary Retinoid 2% Emulsion to ulubiony kosmetyk Kim Kardashian, która na zabiegach upiększających i odmładzających na pewno nie oszczędza. 

    Kolejna marka, która bije rekordy popularności w Stanach i powoli podbija rynek europejski to Drunk Elephant. Jej założycielka, Tiffany Matterson wyeliminowała ze swoich kosmetyków „6 podejrzanych składników” — olejki eteryczne, wysuszające alkohole, silikony, filtry chemiczne, zapachy, barwniki i SLS, które obecne są w wielu popularnych produktach i sprawiają, że skóra jest wrażliwa. Wszystkie półprodukty pozyskiwane są w etyczny sposób, z poszanowaniem środowiska naturalnego, dlatego fani marki są w stanie zapłacić więcej za produkt najwyższej jakości, który nie szkodzi naszej planecie. Pod postami na Instagramie, Tiffany odpowiada na wszystkie pytania dotyczące jej produktów, filozofii i problematycznych składnikach — jest to skarbnica wiedzy o świadomej pielęgnacji.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

This week’s #Suspicious6Saturday: silicones! A member of the Drunk Elephant #Suspicious6 - Dimethicone and cyclopentasiloxane are two common examples, but there are a whole lot of them out there (most end with -cone or -siloxane). Silicones are used to stabilize and add slip or thickness to a skincare product—two big reasons why brands have become addicted to using them. (Seriously, it’s not that easy to find a moisturizer or serum today without silicones.) Although there are no health risks from silicones, they can make it much harder for you to get to results you want. Silicones form a barrier on skin that traps moisture and other substances as well as slowing the penetration of other ingredients. For example, when ascorbic acid is formulated into a silicone base, very little is able to penetrate your skin—which means it can’t do what it’s supposed to. Did you know that some silicones evaporate? Have you ever applied a moisturize that *felt* thick and rich, only for it to seemingly disappear from your skin thirty minutes later? Silicone-based creams and lotions give you the illusion of moisture, which is why we consider this #Suspicious6 class of ingredients more “filler” than functional and beneficial for skin. Then, there are the accounts of many (sooo many) who cannot use silicones because they dehydrate their skin or trigger breakouts and congestion, which is one reason why Drunk Elephant’s stance on this (and the other #Suspicious6 ingredients) resonates so well—we show that it is possible to have exceptional and effective formulas without relying on silicones.#cleanclinical #acleanbreak #drunkelephant Photo: @beautygeekiam PSST: What about triethoxycaprylylsilane? Although it’s derived from silicone, the final form doesn’t contain silicones (sort of like how ascorbic acid from an doesn’t contain the essential oil of the fruit). Triethoxycaprylylsilane functions as a stabilizer and coating for zinc oxide used in our Umbra sunscreens, which prevents it from forming free radicals when exposed to UV light and from penetrating skin or the pore.

Post udostępniony przez Drunk Elephant (@drunkelephant) Kwi 14, 2018 o 10:07 PDT

Najlepsi blogerzy pielęgnacyjni w Polsce i na świecie

    Dziennikarze urody nie publikują już wyłącznie w gazetach i magazynach. Zakładają własne kanały na YouTubie i Instagramie. Blogi, niegdyś domena amatorów i pasjonatów, zostały przejęte przez profesjonalistów. Tak, oni też mają 20 lat, ale nie w metryce, ale w doświadczeniu.

Od wielu lat z zainteresowaniem śledzę rynek brytyjski, i to właśnie od Caroline Hirons, Nadine Baggot i Emmy Guns dowiedziałam się najwięcej. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

The @maylindstromskin video is up. Make a brew. It’s one of my longest yet. #365inskincare

Post udostępniony przez CAROLINE HIRONS (@carolinehirons) Mar 22, 2018 o 11:06 PDT

Caroline Hirons to kosmetyczka i konsultantka urody z wieloletnim doświadczeniem, obecna we wszystkich kanałach mediów społecznościowych. Na instagramie funkcjonuje hashtag #CarolineHironsMadeMeDoIt — znajduje się pod nim prawie 35 tysięcy postów, w tym kilka moich. Caroline o skórze wie wszystko, przetestowała tysiące kosmetyków, dzieli się swoimi perłami. Ma niesamowity talent do tłumaczenia najbardziej skomplikowanych problemów skórnych na najprostszych przykładach. Jej treści są proste, przejrzyste i skondensowane. 

Mój ulubiony dział bloga Caroline to Cheat Sheets — kompendium wiedzy o pielęgnacji w pigułce. Zasada jest prosta, albo dostosujesz się do surowych zasad Caroline, albo możesz zapomnieć o idealnej cerze. Przez kilka tygodni, dzięki wytycznym Caroline (połączenie diety bogatej w sałaty, bez węglowodanów prostych i pielęgnacji) udało mi się. Nie potrzebowałam ani grama podkładu. Uczucie było niesamowite, ale miłość do słodyczy przezwyciężyła. Nawet jeśli nie osiągniesz ideału, wskazówki Caroline w widoczny sposób pomogą twojej skórze.

Odkrycie ostatnich miesięcy, to działalność dr Agnieszki Sury. Na YouTubie jej kanał subskrybuje prawie 30 tysięcy osób. Wypełniła miejsce, które było wolne na polskim rynku — potrzebowaliśmy profesjonalnej blogerki, która o skórze powie więcej z naukowego punktu widzenia. Dr Agnieszka Sura jest lekarzem medycyny estetycznej, prowadzi własną klinikę w Warszawie i znajduje czas, aby merytoryczną wiedzę przekazywać w mediach społecznościowych, na YouTube i Instagramie. Czekamy na to, aż pani doktor urośnie konkurencja, bo takiej wiedzy jest wciąż w polskiej sieci za mało.