Ubrania to za mało - do tego przyzwyczajają nas tygodnie mody. Żeby kolekcja się sprzedała, trzeba w pierwszym rzędzie zamiast dziennikarzy usadzić arabskie księżniczki i influencerki (mogą być te najsławniejsze ostatnio, wygenerowane komputerowo). Żeby zaś o kolekcji było głośno, na wybiegu musi wydarzyć się coś nieoczekiwanego. I nie chodzi tu o piękne performatywne akcenty pokazów Ricka Owensa. Raczej o skandal. Modelka Rihanny podczas tegorocznej debiutanckiej prezentacji marki zaczyna rodzić, a marka Gypsy Sport's już w 2018 roku zaprasza do współpracy Desmonda, "drag kid" z Brooklynu. O modzie jest głośno. Z tym że najmniej w kontekście ubrań.

Jak długo będzie trwał jeszcze ten karnawał dziwactw i sztuczek? Nic nie wskazuje na to, żeby miał się zakończyć. Trwa mediolański tydzień mody, podczas którego bywa kontrowersyjnie, choć wciąż pięknie. Donatella Versace zaprosiła na wybieg top modelki z lat 90, Dolce & Gabbana Monicę Belucci. Tuż obok Philipp Plein zrobił jednak szum na pośladkach Magdaleny Frąckowiak i swojej nowej dziewczyny... Justyny Gradek. Najbardziej zaskakujący okazał się jednak zabieg marki GCDS.

Na wybiegu włoskiego brandu pojawiły się modelki o trzech piersiach wystających ze sportowych topów. Był to oczywiście element charakteryzacji a nie zjawisko anatomiczne, ale jego zastosowanie miało się według założycieli marki wpisać w dyskusję o trendzie body positive i rewolucji ciała w kontekście nowych technologii. Wzdłuż wybiegu wyglądającego jak pas startowy neonami wypisano komunikat "GCDS Corp is your only God". Czy tak właśnie będzie wyglądać ciało przyszłości? W epoce modyfikacji, powszechności operacji plastycznych, i zbrojenia ciała w elektroniczne wynalazki być może jest to ważny komentarz, ale pewne jest to, że marka użyła go jako narzędzia do wypromowania kolekcji. Nie zrobiłyby tego ograna, i za mało dziwna już dziś Winnie Harlow ze swoim bielactwem, ani  kozaki z Pokemonami, które także pojawiły się na wybiegu...