Cosmopolitan, Mimosa i Negroni – oto najmodniejsze drinki tego roku. Kolorowe, orzeźwiające i bez kropli alkoholu. Mimo to (a może właśnie dlatego) robią furorę w najmodniejszych barach, m.in. w londyńskim Redemption, który stał się nową mekką młodych, zdolnych, kreatywnych imprezowiczów i influencerów. Swoją renomę zawdzięcza on m.in. bogatemu menu tzw. mocktaili, czyli bezalkoholowych drinków, które pod względem smaku (i wyglądu, o czym można przekonać się na Instagramie) prawie nie odbiegają od swoich wysokoprocentowych pierwowzorów. Z tą różnicą, że można wypić ich nawet kilka, a potem bez obaw usiąść za kierownicą. Tajemnica tkwi w tym, że powstają na bazie bezalkoholowych destylatów brytyjskiej marki Seedlip. Ich pozbawionym procentów dżinem raczy się królowa Elżbieta i klienci 200 restauracji i tzw. sober barów (w których w ogóle nie ma alkoholu) na całym świecie.

Bo zgodnie z hasłem „sober is the new sexy” dziś trzeźwość jest po prostu modna. Po trendzie na odstawienie glutenu, cukru i laktozy przyszła pora na alkohol. Nawet w słynącym z zamiłowania do kieliszka show-biznesie rośnie ruch abstynentów. Należą do niego Tom Hardy, Lana Del Rey, Robert Downey Jr., Naomi Campbell, Florence Welch, Demi Lovato. Wszyscy przyznają, że w pewnym momencie życia najsilniejsza relacja łączyła ich właśnie z alkoholem. Ale na trzeźwą stronę mocy przechodzą też ci, którzy nie mieli problemów z piciem. Jennifer Lopez i Beyoncé uważają, że nie po to wyciskają siódme poty na siłowni, by potem cały swój wysiłek zniweczyć chwilą euforii po kilku drinkach. Natalie Portman i Blake Lively twierdzą, że alkohol fatalnie wpływa na ich cerę, a Kim Kardashian jest po prostu zbyt zajęta, by pozwolić sobie na kaca.

W ich ślady idzie prawie 70 proc. millennialsów w USA, a w Australii alkohol odstawia co piąta osoba między 21. a 34. rokiem życia. I wcale nie dlatego, że zbyt często urywał im się film. – Chodzi o nową filozofię życia. Alkohol przestał być niezbędny, by dobrze się bawić i nawiązywać znajomości. Rezygnacja z niego nie oznacza już, że ktoś będzie odstawał od towarzystwa – tłumaczy psycholog Katarzyna Korpolewska. Czyżby? W Polsce alkohol jest przecież dostępny nawet na stacji benzynowej. A jednak i u nas młode pokolenie coraz częściej zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków picia. I tak jak wypytywanie wegetarianki, dlaczego nie je mięsa, uchodzi w coraz szerszych kręgach za faux pas, tak samo nie wypada już zadawać uporczywych pytań z cyklu: „Czemu nie pijesz?”, za którymi zwykle kryje się podtekst: „Na pewno coś ukrywasz” (Jesteś w ciąży? Bierzesz psychotropy? Masz problem z alkoholem?). – A nawet gdy takie pytanie padnie, wystarczy odpowiedzieć: „Bo czuję się dobrze bez alkoholu, nie jest mi potrzebny” – radzi Katarzyna Korpolewska. Przecież powody mogą być różne, choćby to, że przyjechaliśmy na spotkanie samochodem. Do tego dochodzi kwestia kosztów: alkohol (zwłaszcza drinki na mieście) jest po prostu drogi. I tuczący – to bomba pustych kalorii. Nie wspominając o poważniejszych skutkach jego nadużywania. – Coraz więcej osób bardzo troszczy się o siebie, dobrze się odżywia, nie je mięsa ani cukru, wstaje rano na jogę czy pobiegać. Mają baczenie nie tylko na swoje zdrowie, lecz także na równowagę psychiczną, dobre samopoczucie i rozwój duchowy. Wierzą, że dbając o ciało, mają lepszy kontakt z samym sobą. Chcą być świadome tego, co się z nimi dzieje – tłumaczy psycholog. W ich życiu wypełnionym pracą, treningami, masażami, detoksami i samorozwojem po prostu nie ma miejsca na alkohol.

– Kilka razy zrobiłam sobie dłuższy detoks, gdy byłam na diecie albo wkręciłam się we wspinaczkę i wstawałam o szóstej, by iść na ściankę. Miałam wtedy więcej energii, czułam się spokojniejsza i bardziej skupiona – mówi Kaśka, 32-letnia tłumaczka. Śmieje się, że gdy stuknęła jej trzydziestka, przekonała się, że z wiekiem alkohol gorzej się metabolizuje. – Nawet po dwóch kieliszkach wina budziłam się z bólem głowy, wszystko mnie irytowało. Miałam dość weekendów straconych na dochodzenie do siebie po piątkowym wyjściu – mówi. Wróciła na ściankę. – Poranny trening to dla mnie najlepsza motywacja, by porządnie się wyspać i obudzić bez kaca – przyznaje. Odkąd nie pije, schudła, poprawiła jej się cera, zniknęła opuchlizna i worki pod oczami. Jednak na początku mocno ucierpiało na tym jej życie towarzysko-uczuciowe. – Nie wyobrażałam sobie, żeby iść na randkę totalnie na trzeźwo. Alkohol dodawał mi odwagi, pomagał przełamać lody. Ale naprawdę dziwnie się poczułam, gdy kilku facetów usunęło mnie z Tindera, gdy na zaproszenie na wino odpisałam, że chętnie się spotkam, ale na kawę – opowiada. Na szczęście byli też tacy, którym to nie przeszkadzało. I choć pierwsze minuty spotkania bywały nieco sztywne i niezręczne, to Kaśka wspomina je lepiej niż randki na rauszu. – Przypomniałam sobie te wszystkie wymuszone small talki przy winie, kiedy musiałam się znieczulić, bo mój towarzysz był nudny albo gadał tylko o sobie. Bez alkoholu nie musiałam niczego udawać. Gdy byłam znudzona, kończyłam spotkanie. I nie miałam potem obaw, że powiedziałam czy zrobiłam coś głupiego, czego nie pamiętam. Teraz Kaśka jest w związku. Jej partner też nie pije. – Uwielbiamy razem spędzać czas. Wkręciliśmy się w gotowanie. Zainwestowaliśmy w superrobota. Dwa razy w miesiącu idziemy do dobrej knajpy. Śmieszne, że nawet gdy zamawiamy przystawki, dania główne i desery dla dwóch osób rachunek i tak jest mniejszy, niż kiedy chodziłam w te same miejsca tylko na wino, ale nigdy nie kończyło się na jednej butelce – mówi.

Na trzeźwo możemy nawiązać dużo trwalsze relacje. Alkohol powoduje, że się wycofujemy, mówimy, że to dla nas znajomość bez zobowiązań. Używamy też wymówki: „Nie pamiętam, byłam podpita”. Euforia szybko się kończy i nawet gdy obiecujemy sobie, że jeszcze się spotkamy, pozostaje niepokój, czy rzeczywiście do tego spotkania dojdzie – mówi Katarzyna Korpolewska. I dodaje, że podczas spotkania (zwłaszcza pierwszego) obie strony są zwykle spięte. Ten stres jest naturalny i autentyczny. Lepiej, gdy pozwolimy sobie poznać siebie takimi, jakimi jesteśmy, niż będziemy sztucznie wyluzowani. Zwłaszcza że w Polsce przybywa miejsc na bezalkoholowe randki. – Sztuką jest zrobić dobry koktajl bezalkoholowy, wymaga to więcej doświadczenia, bo alkohol daje strukturę, wrażenie w ustach – mówi dyrektor i założyciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów, Patryk Le Nart. – W warszawskim El Koktel robią świetne Negroni, gdzie wermut jest zastąpiony infuzją herbacianą. Ciekawe menu bezalkoholowe mają też koktajlbary Kita Koguta i The Roots – mówi Patryk Le Nart. Czy barmani nie boją się, że brak bąbelków uniemożliwi szampańską zabawę? – Wręcz przeciwnie – przekonuje Le Nart. – Dzięki temu goście dłużej z nami zostają i chętniej wracają. Również na imprezach i festiwalach muzycznych coraz częściej można bawić się do świtu przy bezalkoholowym piwie, winie czy prosecco. Bez kompromitujących instastories i syndromów dnia następnego w postaci kaca, rozdrażnienia i bólu głowy.

Artykuł pochodzi z październikowego wydania magazynu ELLE (październik 2020)