Przy 162 cm wzrostu i wyrazistych rysach twarzy daleko jej do klasycznej piękności. To jej niepowtarzalny styl sprawia, że trudno oderwać od niej wzrok. Raz zadaje szyku w koszuli we wzory, krótkim szerokim żakiecie i cygaretkach o długości 3/4. Innym razem w limonkowym, kaszmirowym swetrze i rozkloszowanej spódnicy sięgającej do połowy łydki. A co dopiero w dopasowanym lakierowanym płaszczu albo marszczonej małej czarnej. Nie zapomnijmy o dodatkach... sandały na grubym, kwadratowym słupku to jej znak rozpoznawczy (i hit wielu kolekcji Prady). Do tego perły, czasem beret i delikatne kolczyki w stylu vintage. Jej wizerunek to połączenie stylu retro i klasycznej włoskiej elegancji z nowoczesnym, a nawet futurystycznym sznytem. Miuccia to bezsprzecznie najlepsza ambasadorka swojej marki. W wieku 68 lat stoi na czele domu mody wartego 8,6 miliarda dolarów. Jej ubrania są sprzedawane w 470 butikach zlokalizowanych w 70 krajach świata. A magazyn „Forbes" w zeszłym roku umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych kobiet świata. Sama nigdy nie przypuszczała, że odniesie tak gigantyczny sukces w branży, o której mówi: „Robię ubrania. To idiotyczne, ale to moja praca".

Doktor Miuccia

Jej kolekcje słyną z tego, że są innowacyjne, przemyślane, zaskakujące. To dlatego mówi się o niej, że jest największą intelektualistką w świecie mody. Ten przydomek przylgnął do niej na dobre już lata temu, jednak ona sama go nie znosi. „Jest okropny. Nie sprowadzajmy mody do rangi intelektualnego wyzwania czy sztuki. Ja lubię mieć pomysły, a to duża różnica" — tłumaczy Prada. Także o swojej wiosennej kolekcji mówi, że nie skrywa głębszych przesłań i że te ubrania mają po prostu sprawiać kobietom przyjemność. Krytycy widzą w niej jednak o wiele więcej i twierdzą, że projektantka kokietuje. Bo czy kimonowy kostium zdobiony piórami marabuta zestawiony z gumowymi klapkami to typowy, niewyszukany look? Albo połączenie mikrożakietu w kratę, asymetrycznej spódnicy w japońskim stylu i futrzanych slipperów? Na pewno nie jest to zestaw, który by powstał w głowie pierwszej lepszej absolwentki szkoły odzieżowej. Płaszcze i spódnice w wykonaniu Prady mają dekonstrukcyjne formy, a bluzki — geometryczne wzory. A do tego te niespotykane połączenia, np. pinupowy kostium czy mała czarna z piórami włożone na koszulę. Wszystkie projekty powstają w siedzibie Prady przy Via Bergamo w Mediolanie. To miejsce w niczym nie przypomina pracowni szalonych, ekscentrycznych kreatorów, gdzie szkice i nożyczki walają się na stołach krawieckich. To ultraminimalistyczna, modernistyczna przestrzeń, w której dominuje czysty, industrialny design. Żadnych wygodnych kanap, miękkich dywanów ani przytulnych zakamarków. Zamiast tego wypolerowany cement i gładkie ściany w kolorze ochry. W gabinecie zaś rzędy książek na czarnym stole i ceramika na parapetach. Wszystko pod linijkę niczym ze studia skandynawskiego architekta. To miejsce dużo mówi też o samej projektantce, prywatnie wycofanej, nieśmiałej, ale chorobliwie ambitnej, upartej i nieustępliwej. A także o sposobie jej pracy. Włoszka nie rysuje, nie upina, nie kroi. Wszystkie pomysły przekazuje swoim projektantom, którzy starają się urzeczywistnić to, co powstało w jej wyobraźni. „Gdybym mogła, wszystko robiłabym sama, ale nie mam takich umiejętności". Bo Prada nigdy nie uczyła się projektowania. Tak naprawdę to nigdy nie chciała być projektantką.

Z teatru na wybieg

Wszystko zaczęło się w 1913 roku, kiedy dziadek Miuccii, Mario, otworzył sklep z galanterią skórzaną w domu handlowym Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie. Szybko zdobył taką renomę, że zaczął produkować kufry, walizki i torby na zamówienie włoskiej rodziny królewskiej. Miejsce, które niegdyś było jego pracownią, dziś jest flagowym sklepem Prady, w którym można też zobaczyć archiwalne projekty marki. „Byłam młodą dziewczyną z dobrego domu i frustrowało mnie to, że muszę ubierać się tak poważnie. Nie mogłam znieść tego, że mam jak wszyscy chodzić w nudnych sukienkach w paski" — wspomina Miuccia w wywiadzie dla „The New Yorkera". Dlatego jako nastolatka szybko zaczęła się buntować. „Tak naprawdę chciałam nosić czerwone buty i różowe sukienki, a do tego finezyjną bieliznę". Zamiast klasycznych fasonów w stylu la dolce vita, zaczęła nosić ekscentryczne projekty od Yves'a Saint Laurenta i Pierre'a Cardina oraz modnych brytyjskich designerów. Tak ubrana chodziła na demonstracje studenckie, które pod koniec lat 60. opanowały największe europejskie miasta. Miuccia miała poczucie misji, chciała robić coś ważnego, pożytecznego, dlatego jako kierunek studiów wybrała nauki polityczne. Obroniła doktorat i wstąpiła do partii komunistycznej. Nieoczekiwanie jednak jej kariera potoczyła się w zupełnie innym kierunku. „W tych czasach każdy chciał robić coś dziwnego. A siostra mojego przyjaciela była mimem. Postanowiłam spróbować i od razu się zakochałam". Zaczęła uczyć się sztuki pantomimy i zatrudniła w mediolańskim Piccolo Teatro. Tak spędziła kolejnych sześć lat, co jednak nie podobało się jej rodzicom. Za ich namową zaczęła pracować w rodzinnym butiku. Pod koniec lat 70. na targach w Mediolanie poznała swojego przyszłego męża Patrizio Bertellego, który był właścicielem fabryki skóry w Toskanii. Młody Włoch przekonał Miuccię, aby zaczęła produkować torby właśnie u niego. Następnie zaś namówił ją, aby rozszerzyła swój asortyment. „Nigdy w życiu nie spotkałam tak aroganckiego mężczyzny" — wspomina ze śmiechem Prada. „Ale to właśnie on zawsze mnie motywował i wrzucał na głęboką wodę. Na początku chciałam projektować tylko torby. Ale za jego namową zaczęłam produkować buty. Oczywiście najpierw odmówiłam. A on na to, że w takim razie zrobi je beze mnie. Nie podobały mi się, więc musiałam wymyślić je sama. I tak było z wszystkim". W 1988 roku Prada otworzyła damską linię z ubraniami. Przebojem kolekcji był nylonowy plecak, który Miuccia zaprojektowała kilka lat wcześniej. Pięć lat później projektantka stworzyła linię Miu Miu, której nazwa pochodzi od jej przezwiska. W tym samym roku powstał także dział męski.