Marsze protestacyjne i marsze milczenia ze zdjęciami Izy na transparentach przeszły przez kilkadziesiąt miast w Polsce. Mniejsze akcje zorganizowano też między innymi w Oslo czy Berlinie. Protestowano między innymi pod siedzibami PiS, budynkami ministerialnymi, kościołami, ambasadami i biurami poselskimi. Najbardziej symboliczny był marsz w Pszczynie, mieście rodzinnym zmarłej pacjentki, ale najwięcej osób zgromadziło się w Warszawie, gdzie tłum w okolicach godziny 19:00 dotarł pod siedzibę Ministerstwa Zdrowia.

Obecnie prawo w Polsce, mimo ostatniego wyroku zaostrzającego ustawę antyaborcyjną, pozwala na przerwanie ciąży i zabieg aborcji w przypadku zagrożenia życia matki. Prawicowe środowiska nie wiążą więc tragedii z Pszczyny z orzeczeniem TK z 2020 roku. Przekonują opinię publiczną o tym, że przyczyną śmierci była trudna natura sepsy, która potrafi rozwinąć się bardzo szybko lub błąd medyczny, który skłonił lekarzy do zwlekania z zabiegiem. Jednak większość ekspertów, a także relacje świadków sytuacji nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że sparaliżowani strachem przed odpowiedzialnością karną lekarze Izy opóźnili decyzję o aborcji z uwagi na obawę przed konsekwencjami prawnymi. Tak o tragedii mówiła na antenie TVN24 dr Aleksandra Krasowska, psychiatrka i seksuolożka (za Gazeta.pl):

Kwestia prawa jak najbardziej ma wpływ na medycynę i sprawia, że lekarze mają problem z wykonywaniem swoich codziennych obowiązków. (...) Minister zdrowia mówi o "pewnych interpretacjach". Nie, nie "pewne interpretacje", tylko wyrok, to jak on brzmi - to jest przyczyną, dla którego lekarze mają problem z wykonywanie swoich obowiązków, które są w zgodzie ze sztuką medyczną. Prawo powinno umożliwiać wykonywanie lekarzom swoich obowiązków, bez strachu o to, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za decyzję podejmowane dla dobra pacjenta, za jego zgodą i w zgodzie z obowiązującymi wytycznymi.

W Polsce za nielegalną aborcję uznaje się przestępstwo karalnego przerwania ciąży, zgodnie z art. 152-154 Kodeksu karnego zagrożonym od 6 miesięcy do 8 lat ograniczenia wolności, w zależności od uwarunkowań. Na początku tego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. To pierwsza zmiana w tzw. kompromisie aborcyjnym z 1993 roku. Ostatnio do Sejmu trafił projekt obywatelski, który zakłada kolejne kroki w kierunku zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Zakłada on wprowadzenie definicję "dziecka poczętego". Za "umyślne pozbawienie życia" grozić miałoby nawet dożywocie.