Magdalena Boczarska w książce "Modna Polka": "jestem elegancką dresiarą"

"Moim numerem jeden jest sukienka od Baczyńskiej. Ta, którą włożyłam na premierę Sztuki kochania – opowiada Boczarska. – Została uszyta ze srebrzystobiałej koronki, a na całej długości miała cekinowe kwiatowe aplikacje. Talię podkreślała fioletowa tasiemka, pod której kolor dobrałam buty – bakłażanowe sandałki". 

"Przyznam szczerze, że tym, co noszę dziś najczęściej, jest dres – mówi. Cóż, mój styl kształtują dziś realia świata młodej mamy. Nie ma tu wiele miejsca na wieczorowe kreacje. Jednak zdradzę ci, że w mojej szafie i tak od zawsze królowały dżinsy i trampki. Tych ostatnich mam naprawdę dużo i noszę je do wszystkiego – też do spódnic i sukienek. Gdybym miała jakoś zdefiniować swój obecny styl, powiedziałabym, że jestem 'elegancką dresiarą'" (śmiech). 

"Lubię styl mojego faceta. Zawsze ubiera się stosownie do okazji i zawsze tak, że mi się to podoba. Myślę, że również Marcin Prokop i Kuba Wojewódzki mają fajny wizerunek. Kuba tak trochę na dandysa, ale jemu to akurat pasuje. Marcin stawia na elegancję, ale z dużym wyczuciem i humorem". 

Małgorzata Szumowska w książce "Modna Polka": "nie muszę się podobać"

Helena Ludkiewicz

"Mieszkałam prawie rok w Paryżu, a wcześniej wielokrotnie tam jeździłam – opowiada, gestykulując. Mówi głośno, zwraca na siebie uwagę. – Ulica paryska jest całkowitym zaprzeczeniem ulicy polskiej. Ta nonszalancja, brak makijażu, nieład w stroju i w pewnym sensie też w stylu życia. Moim zdaniem, to jest sexy. We Francji naturalność jest pożądana, łącznie z naturalnymi defektami. Nikt nie prostuje zębów, nie dokleja rzęs i nie skubie brwi. A w naszym kraju taki wizerunek postrzegany jest jako niechlujny, prawda?"

"Sądzę, że atrakcyjność kobiety polega na pewnym niedopowiedzeniu, tajemnicy. Dlatego nie lubię podkreślania seksapilu ubraniami, bo uważam, że leży on zupełnie gdzie indziej. Staram się nie eksponować nadmiernie moich atutów. A mogłabym na przykład częściej pokazywać nogi. Tymczasem robię to dość rzadko".

"Choć wiem, że moja figura nie jest idealna, nie przejmuję się tym. Ba, czasem nawet celowo podkreślam jakieś moje wady! (śmiech) Już przecież Chanel mawiała, że wyeksponowanie jednej wady może dać superefekt, lepszy niż ukrywanie jej na siłę. To właśnie jest dla mnie seksapil – nie bać się tego, że jest się niedoskonałym".

"Musi mi być wygodnie. Zawsze. Nienawidzę obcisłych rzeczy – no chyba że czuję się w nich wyjątkowo komfortowo. (...) Bardzo cenię naturalne tkaniny. Nie lubię jednak ubrań przesadnie drogich. Nauczyłam się, podróżując po świecie, że taki zestaw z metkami od góry do dołu to szczyt obciachu". 

Magda Mołek w książce "Modna Polka": "najlepszym kosmetykiem jest szczęście"

Helena Ludkiewicz

"Nie przepadam za strojeniem się, unikam mocnego makijażu, rzadko noszę szpilki. Ale zawsze staram się wyglądać w miarę elegancko. Nawet gdy idę po bułki do sklepu. Nie chodzi o to, że wychodząc z domu, jestem „zrobiona”. Raczej o to, by kurtka pasowała do spodni, a spodnie do butów, by nie było byle jak. Można wyglądać szykownie, nie rezygnując z wygody. A dla mnie, mamy dwóch chłopców, wygoda to dziś przecież podstawa".

"Wiesz, jestem bardzo 'zmysłową' kobietą – mówi. – Mam na myśli to, że absolutnie wszystko, w tym modę, postrzegam zmysłami. Estetyka jest dla mnie bardzo ważna. Muszę czuć harmonię. Nigdy nie włożę czegoś, co jest nieprzyjemne, w czym się męczę, muszę wciągać brzuch, po prostu czuję się niekomfortowo. Czasem śmiejemy się z moją stylistką, Joanną Dadas, że choćby jakaś wełniana rzecz była najpiękniejsza, to jeśli „gryzie” – od razu odpada. Kocham za to mocne kolory i sprawdziłam, że wyglądam w nich korzystnie. Szczególnie w czerwieni. Do czerni przekonałam się dopiero niedawno". 

"Moja mama kocha modę, dlatego przez długie lata zaglądałam do jej szafy. Dziś to się zmieniło i raczej ona otwiera moją w poszukiwaniu fajnych ubrań – śmieje się Mołek. – Gdy byłam w liceum, często nosiłam uszyte przez nią ubrania. Razem z moją przyjaciółką, Agatą, przychodziłyśmy do mamy z pomysłami na oryginalne stroje, a ona starała się je zrealizować (śmiech). Boże, żebyś widziała, jak wystroiłyśmy się na studniówkę, na którą zaprosili nas starsi koledzy! – opowiada mi Magda. – Wszyscy byli ubrani 'grzecznie', a my – na czarno, w szyfonach i głębokich dekoltach. Za to na swojej studniówce wyglądałam już szykownie i stosownie do okazji".

Joanna Horodyńska w książce "Modna Polka": "samoakceptacja przychodzi z wiekiem"

Helena Ludkiewicz

"Nie umiałabym się obrazić za to, że komuś nie podoba się moja sukienka – stwierdza Joanna. – Tym bardziej że mam naprawdę wiele wpadek na koncie. Przez wiele lat źle się malowałam, miałam tak zwaną pandę pod oczami. Dziś noszę zupełnie inny make-up, ale wtedy nawet nie miał mi kto doradzić. Gwen Stefani powiedziała kiedyś, że stworzyła swój styl sama, ucząc się na własnych błędach. A na pytanie, czy nie wstydzi się dziś tego, jak wyglądała na początku kariery, odpowiedziała, że nie, bo stylu zwyczajnie nie miał kto jej nauczyć. Myślę, że coś w tym jest".

Właśnie sobie uświadamiam, że choć znamy się od lat, to nigdy nie zajrzałam do garderoby Horodyńskiej. A jestem bardzo ciekawa skarbów, jakie na pewno mogłabym w niej znaleźć! Takich, jak na przykład szpilki Givenchy – z pokazu, w którym nigdy nie wzięła udziału. "Zostałam już oficjalnie 'zabookowana' i miałam wystąpić na wybiegu w Paryżu właśnie w tych szpilkach – opowiada mi Joanna. – Szaro-czarnych, wełnianych, w szpic, na bardzo wysokim obcasie. Oczywiście kompletnie nie do chodzenia (śmiech). Ale gdy w przeddzień przyszłam na przymiarki, zmienili zdanie. Tak po prostu. Moje wyjście w pokazie zostało odwołane. Jak się pewnie domyślasz, byłam załamana. Miałam wtedy jakieś 18 lat i to był koniec świata (śmiech). Cóż, moja przygoda ze światowym modelingiem szybciej się skończyła, niż na dobre zaczęła (śmiech). Ale, prawdę mówiąc, nie nadawałam się na modelkę. Nigdy nie miałam predyspozycji do tego zawodu, to po pierwsze. A po drugie, popełniałam wielki błąd, przychodząc na castingi zawsze totalnie "zrobiona". Fryzura, makijaż, stylizacja, obcasy. Miałam w głowie wdrukowany określony wizerunek siebie i trudno było mi stanąć przed reżyserem pokazu „nago” – bez makijażu, w T-shircie, dżinsach i trampkach. Nie potrafiłam się przełamać. A dziś, co zabawne, w ogóle nie mam z tym problemu (śmiech)". 

"Mam wrażenie, że wszystkie dziewczyny, które kochają modę i chcą uchodzić za trendsetterki, zaczynają wyglądać tak samo. Uprawiają stylizacyjne 'kopiuj/wklej'. Wcześniej obserwowałam to tylko na Instagramie, ale na tygodniu mody w Paryżu przeżyłam prawdziwy atak klonów".

Maffashion w książce "Modna Polka": "nie traktuję mody śmiertelnie poważnie"

"Wiesz, jestem trochę zmęczona dzisiejszą modą – wyznaje. Odważnie, jak na najsłynniejszą polską blogerkę. – Mam wrażenie, że wszystkiego jest za dużo, a popyt na „ostatni krzyk mody” trwa już nawet krócej niż jeden sezon. Żeby być trendy, musisz wymieniać swoją garderobę niemal cały czas. To jakiś obłęd! Czasem trudno za tym wszystkim nadążyć." 

"Poza tym nie jestem rozrzutna. Oczywiście zainwestowałam w kilka rzeczy, na przykład w torebki Diora lub Chanel, które są klasykami. A te się przecież nigdy nie starzeją. Ale nie jest tak, że one stoją u mnie w jakiejś specjalnej gablotce – noszę je na co dzień, bo modę traktuję użytkowo, a nie jak sacrum. (...) Dziś cenię przede wszystkim jakość i trwałość. Ważne jest dla mnie też to, by rzeczy, które kupuję, powstawały etycznie. Staram się takie wybierać, choć nie zawsze mi się to udaje. Natomiast ubrania, których już nie noszę, oddaję w tak zwane dobre ręce. W ten sposób daję im drugie życie."

"Podstawa to niezależność i samodzielność, a także szacunek, jaki zdobyłam w mojej branży – odpowiada. – A osiągnięcia? Pewnie myślisz, że popularność – liczba obserwatorów na Instagramie, wielkie zasięgi i związane z nimi dochody. Tymczasem były takie dwa momenty w mojej karierze, które na zawsze pozostaną dla mnie szczególnie ważne. Pierwszy to na pewno znalezienie się na samym topie międzynarodowego rankingu najbardziej dochodowych blogerów świata. Skłamałabym, mówiąc, że nie była to przełomowa chwila. Ja wśród tych wszystkich gwiazd blogo-sfery oraz fakt, że ta lista obiegła cały świat – to było dla mnie ogromne wyróżnienie i, nie ukrywam, zaskoczenie. Oczywiście bardzo miłe (śmiech). A drugi raz…" 

Helena Norowicz w książce "Modna Polka": "nie muszę już udawać, że jestem młodsza"

Helena Ludkiewicz

"Myślę, że mam gdzieś w sobie pewne wyczucie, bo nigdy nie szłam ślepo za modą. Gdy zaczęły być modne dżinsy, każdy wygrzebywał ostatni grosz, by je zdobyć. Byliśmy wtedy z teatrem i w Londynie, i w Stanach Zjednoczonych, a tam łatwo można było je kupić. Co też wszyscy zrobili. Ja nie. Zawsze podążałam za tym, co mi się podobało, bez względu na to, czy było akurat modne, czy nie. Dużo rzeczy zamawiałam u krawca teatralnego – na przykład sukienkę ze stójką, jakich w tamtych czasach się raczej nie nosiło. Zawsze mocno kombinowałam, bo lubiłam się wyróżniać. Uwielbiałam bawić się tym wszystkim, co było trudne do zdobycia". 

"Jeśli ktoś pragnie być wiecznie piękny przy pomocy wspomagaczy – bardzo proszę. Ja, gdy jestem w domu i nie mam nic do roboty, przygotowuję sobie kompresy z herbaty, żeby mieć nieco mniejsze 'kurze łapki'. Albo nakładam maseczkę z jogurtu i żółtka. To daje jakieś efekty, tak myślę. Wiadomo, że żadna kobieta nie lubi patrzeć w lustro, gdy jej twarz jest stara i zniszczona. Cóż, moje zmarszczki są genetyczne – odziedziczone po rodzinie ojca. Moje siostry takich nie mają. Ale ja tak, no więc, co niby mogę z tym zrobić? Jest, jak jest, a ja to akceptuję". 

Jessica Mercedes w książce "Modna Polka": "inspiracje czerpię z internetu"

Helena Ludkiewicz

"Wszystkie inspiracje czerpię z Internetu – odpowiada. – To tam mogę obserwować na bieżąco światowe blogerki modowe i zmieniające się trendy. Dlatego nie wymienię jednej konkretnej osoby, bo takiej prywatnej ikony stylu nie mam i nigdy nie miałam. Ale prawda jest też taka, że to, co mnie inspiruje, często się zmienia, bo i ja wciąż się zmieniam. (...) Niewątpliwie bardzo lubię styl skandynawski, ale gdybym miała się utożsamiać z jakimś jednym miejscem i z konkretnym nurtem, to powiedziałabym, że jestem nowojorska". 

"Wyjazdy znacząco wpływają na mój styl, a także na to, jak urządzam wnętrza. Mam bardzo dużo biżuterii z podróży. Często są to regionalne rękodzieła. Ten naszyjnik z muszelek, który widzisz na mojej szyi, kupiłam w Grecji na jednym z wielu stoisk. A tu nagle na właśnie takie naszyjniki zaczął się istny boom. To może zabrzmi nieskromnie, ale zawsze jakoś tak dziwnie wyprzedzam ten boom (śmiech). Chyba po prostu mam modową intuicję".

"Stara" Jessica marzyła o torebce od Chanel. Dziś ma ich kilka. "Najważniejszą z nich jest moja pierwsza chanelka, której od 3 lat już praktycznie nie noszę. Ale na pewno się jej nie pozbędę. Bo kolekcjonuję markowe torebki. W ogóle wielką modę traktuję trochę jak inwestycję, a trochę jak sztukę".

Kasia Sokołowska w książce "Modna Polka": "szminka i szpilki to dla mnie najlepsza terapia"

Helena Ludkiewicz

"Myślę, że mój dzisiejszy styl ukształtował się jakoś tak naturalnie – stwierdza Sokołowska. – Wziął się z moich upodobań, ze spotkań z inspirującymi ludźmi i z podróży do miejsc, które pokochałam. A teraz dojrzewa ze mną. Ale wiesz – dodaje – kiedyś, gdy dopiero zaczynałam karierę, bardzo chciałam coś udowodnić. Po pierwsze, że pokazy mody można i trzeba reżyserować. Po drugie, że ten zawód nie jest zastrzeżony tylko dla filmu i teatru. Byłam bardzo młoda, zarządzałam grupą starszych ode mnie ludzi, głównie facetów. Nawet modelki miały czasem więcej lat niż ja."

"W pewnym momencie chciałam nawet być bardziej męska od facetów. Wymyśliłam sobie, że będę chodzić tylko w golfach i spodniach, by mój strój nie rozpraszał. Przeszłam nawet okres, kiedy stawiałam na total look – na przykład w odcieniu czerwonego wina. Byłam wysoka, dość zgrabna, więc dobrze wyglądałam. Ale w pewnym momencie moda pociągała mnie już tak bardzo, że nie wytrzymałam w swoim ascetycznym postanowieniu."

A kto cię inspirował, gdy byłaś nastolatką? – pytam. "Mama, oczywiście – uśmiecha się. – Do dziś wspominam jej wspaniałe suknie wieczorowe. Zamawiała je u krawcowej, bo to nie były czasy, kiedy szło się do sklepu i wybierało kreację. Pamiętam długą suknię z odsłoniętymi plecami. Pamiętam też błękitną, zapinaną na mnóstwo drobnych guziczków. Nigdy nie zapomnę również kaszmirowej w kolorze turkusu". 

"Modna Polka" Natalii Hołowni trafi do sprzedaży 24 kwietnia.