A jak Alina

Moja córka dostała to imię na cześć rzeźbiarki Aliny Szapocznikow. Kiedyś chciałam robić o niej film. Niesamowicie inspirująca postać. Była genialna, rzeźbiła w dziwnych tworzywach kobiecą seksualność i śmierć, ale bardzo kochała życie. A ja życzę swojej córce Alinie właśnie tego: żeby kochała życie.

B jak brawura

Jestem odważna i cenię odwagę u innych. Moim zdaniem osoby, które stać na brawurę, stać w ogóle na dużo, bo nie boją się oceny ani tego, co o nich pomyślą inni. Zostałam wychowana tak, żeby umieć żyć bez strachu. Rodzice nauczyli mnie, żeby się nie bać mieć własne zdanie, być inną niż wszyscy. Życie jest krótkie, intensywne i wspaniale jest żyć brawurowo.

C jak ciało

Bliski mi temat, bo mój następny film będzie o ciele. Dla mnie ciało i duch to jedność, są z sobą zespolone. Kiedy mam sprawne ciało, mam większą siłę, mogę dłużej pracować na planie. Akceptacja swojego ciała przychodzi późno. Po pierwszym dziecku poczułam, że jestem jednym organizmem ze swoim ciałem. Nie jesteśmy skłóceni. Od trzech lat ćwiczę jogę, niektórzy się ze mnie śmieją, że po to, żeby sobie wieczorem zapalić papierosa. Dla mnie nie ma w tym nic złego: joga, zdrowe jedzenie, ale też alkohol, imprezy, papierosy.

D jak droga

Drogą filmową idę już od 15 lat. Jest jasno określona, szeroka i bywa wyboista. Nie interesuje mnie zrobienie arcydzieła, bo gdybym je zrobiła, moja droga urwałaby się gwałtownie, a najfajniej jest być ciągle w podróży. Choć idę nią konsekwentnie, niczego nie planuję. Nie mam nawet planu na najbliższy tydzień. Właśnie sobie przypomniałam, że jutro lecę na premierę swojego filmu do Londynu i nawet nie pamiętam, o której mam samolot.

E jak egoizm

Jestem egoistką i bliscy mi to często zarzucają. Mój egoizm przejawia się w tym, że kiedy robię film, to nic innego dla mnie nie istnieje. Egoizm jest męczący dla właściciela. A konkretnie egotyzm, a to idzie w parze. Jeśli człowiek nie umie się wyzwolić z siebie i własnego egoizmu w ogóle, to zaczyna się z sobą męczyć i stąd biorą się lęki, napięcia, neurozy. Ale z neurozami walczę, robiąc filmy.

F jak film własny

Zawsze lubię swój ostatni film, więc teraz jest to „W imię...”. Ale powinnam zacząć od tego, że swoich filmów w ogóle nie oglądam. „W imię...” widziałam tylko na Berlinale, bo mnie ciekawiło, jak to jest mieć film w konkursie międzynarodowego festiwalu. Jaka panuje wtedy aura, jaki jest odbiór. Aplauz trwał chyba z dziesięć minut. Bardzo się wzruszyłam, ale nie tak, żeby ktoś zobaczył, bo jednak nie jestem wylewna.

G jak gorszycielka

W ogóle nie czuję się gorszycielką. Uważam, że to jakaś głupia etykieta, którą mi przyklejono. Każde zachowanie, zwłaszcza w przypadku kobiety, które wychodzi poza ogólnie przyjętą normę, musi być zaszufladkowane: gorszycielka, skandalistka.

 H jak Has

Jeden z największych filmowców polskich. Poznałam go w szkole, był wtedy rektorem. Mnie wybrał na swoją ulubioną studentkę, tłumacząc to w sposób bezczelny, że mam ładne nogi i jestem z Krakowa. Wszyscy sięoburzyli. Has nauczył mnie zawodu. Powiedział, że jeżeli kiedyś osiągnę sukces, cała rzesza ludzi będzie mi życzyła, żebym się potknęła. To było nieprzyjemne, ale to prawda. Był moim mistrzem.

I jak Imię

O Jezu! Zamiast mówić o filmie, wszyscy mówią o „Małgośce”. Kiedy mój pierwszy film „Szczęśliwy człowiek” podróżował po zagranicznych festiwalach, wszyscy sobie łamali język na „Małgorzacie”. Zaczęłam podpisywać się „Małgosia”, a potem zamieniłam się w „Małgośkę”. Znajomi mówią do mnie „Małgośka”, „Gośka”, „Szuma”. Nigdy „Małgorzato”. Ale teraz wracam w wersji oficjalnej do „Małgorzaty”. Brzmi poważniej i mniej pytań nie na temat.

J jak jedzenie

Lubię, to mnie koncentruje, bo gotując, nie myślę o niczym innym. Zbieram przewodniki kulinarne i wszędzie próbuję lokalnej kuchni. Teraz mam fazę na Ottolenghiego. To izraelski mistrz kuchni. Kiedy spotkałam się w Stambule z Peterem Weirem, okazało się, że on też jest jego maniakiem! Cały weekend przełaziliśmy po lokalnych knajpkach. W domu, jeśli nie robię filmu, to gotuję codziennie.

K jak kłamstwo

Nie znoszę kłamstwa. Tego nauczył mnie ojciec. Od razu wyczuwam, kiedy ktoś kłamie. Sama nie umiem, zresztą gdyby nawet jakoś mi się udało nakłamać, to potem i tak będę musiała powiedzieć prawdę. Wcale nie z przyczyn moralnych, tylko dlatego że nie! Tak nie może być! Ja muszę powiedzieć, jak naprawdę jest!

L jak lans

Lans to obciach. Nowy obyczaj polski. We Francji, jak wpiszesz w wyszukiwarkę „Juliette Binoche z partnerem”, nie wyskoczy ani jedno zdjęcie. Takich zdjęć się po prostu nie robi. Tabloidy i paparazzi interesują się tylko uczestnikami telewizyjnych show. Ludzi kultury nie miesza się z celebrytami, a u nas to jest wszystko w jednym kotle. Nie chodzę prawie nigdzie, wolę siedzieć w domu z przyjaciółmi.

M jak miłość

Młodość to wieczna ciekawość życia. Wszystko cię kręci, wszystko ciekawi: ludzie i sytuacje. Taka pazerność na życie. Pojęcie wieku się zmienia: teraz czterdziestolatek to człowiek młody. Młodość to nie jest kwestia wyglądu. Przymierzałam się kiedyś do filmu o zabiegach odmładzających. Moim zdaniem Polki jeszcze się nie zorientowały, że medycyna estetyczna nie jest po to, żeby zmieniać sobie rysy twarzy. Tylko po to, żeby wyglądać dobrze na swój wiek, a nie młodziej.

N jak nagość

Nagości się nie wstydzę ani w filmach, ani w życiu. To naturalny stan człowieka. Robię realistyczne sceny erotyczne, ale nie potrzebuję, żeby bohaterzy byli nadzy. Mam wrażenie, że bardziej erotycznie jest, gdy są trochę ubrani. Patrz: C jak ciało.

N jak nonszalancja

Uwielbiam nonszalancję w stylu życia i w stylu ubierania się. To nieprzywiązywanie się do marek i przekonania, że tylko drogie jest dobre. Jeżdżę poobijanym samochodem i będę nim jeździć, dopóki nie stanie. Nie mam żadnych aspiracji do luksusu. Dużo go w życiu widziałam, jeżdżąc po świecie i w ogóle mi nie imponuje. Wolę luz.

O jak operator

Michał Englert był moim pierwszym mężem, jest operatorem moich filmów, współscenarzystą „W imię...” i kolejnych dwóch, nad którymi pracujemy. Mówi, że jesteśmy jak bracia Cohen i w SMS-ach nazywa mnie „Cohenkiem”. Mamy też w zespole Jacka Drosia, montażystę. Działamy trochę jak jeden organizm, zespół filmowy.

P jak Paryż

W Paryżu mieszkałam dziesięć miesięcy, gdy robiłam film „Sponsoring”. Wolę mieszkać w Warszawie. Jest bardziej berlińska. Paryż jest burżuazyjny i ciężko mieszczański, żeby tam żyć, trzeba być bogatym. Francuzi mają genialny styl życia. Francuzki noszą naturalny kolor włosów, nie są zrobione, palą papierosy i robią to, co chcą. Jak jest mi źle, to
mam momenty, że chciałabym uciec do Paryża.

R jak rywalizacja

Niektórzy twierdzą, że napędza mnie rywalizowanie. Zadziwia mnie to. Przyglądałam się ostatnio zaskoczona swojemu ośmioletniemu synowi Maćkowi, który zawsze wydawał się łagodnym chłopcem i zupełnie nieoczekiwanie pokazał nową twarz: rywalizacyjną i silną. Może ma to po mnie? Z kim rywalizuję? Jeśli z kimś, to z samą sobą.

S jak seks

Seksualność to bardzo niedoceniana sfera życia. Próbujemy ją bagatelizować. Seksualność, zmysłowość jest wszędzie. Dotyczy tego, jak jemy, jak się ubieramy, jak rozmawiamy z drugim człowiekiem. Myślę, że poczucie seksualności rozwija się późno. Dwudziestoparoletnia dziewczyna jeszcze nie wie, czym jest seksualność, to się budzi się w kobietach później.

T jak tematy kontrowersyjne

Film o księdzu chciałam zrobić od sześciu lat. Znam wielu księży. Zawsze się zastanawiałam, kim jest ksiądz, jak sobie radzi z doczesnością, fizycznością, seksem. Ale w Polsce nikt nie robi takich filmów, więc o moich się mówi, że dotykają kontrowersyjnych tematów. W Europie nie są tak odbierane.

U jak uroda

Nie ma nic gorszego niż bycie ładnym. To nie ma nic wspólnego z byciem pięknym. Ładny to przezroczysty. Nie postrzegam siebie jako kobietę ładną ani piękną, tylko ciekawą. Zabawne, moja uroda podoba się... innym reżyserom. Ale nie chcę być aktorką. Lepiej się czuję po drugiej stronie.

W jak wolność

Dla mnie to umiejętność i odwaga widzenia rzeczy takimi, jakimi są. Bez iluzji. Jeżeli człowiek walczy, żeby zdzierać te zasłony, iluzje, to wtedy jest naprawdę wolny. Te zasłony spadają całe życie. Nie jestem zazdrosna. Dlatego potrafię przyjaźnić się z byłymi partnerami. Faceci widzą we mnie kumpla. Ale jestem zaborcza. Kiedy jestem z kimś blisko, to wymagam, żeby cała jego przestrzeń wewnętrzna należała do mnie. Bardzo radykalne. Nie bywam zazdrosna o to, że mój facet zatańczy z inną dziewczyną, ale o to, że może zataić przede mną swoją wrażliwość.

Ż jak żona

Nigdy nie potrzebowałam ślubu, ale jeśli mężczyzna chce, żebyś została jego żoną, to jest deklaracja, że traktuje cię poważnie. Fajnie być żoną. Ja jestem żoną drugi raz. Ale tak naprawdę to nie jest istotne, to tylko nazwy. Ważniejsza jest przyjaźń w związku.

TEKST Anna Luboń