JEDNĄ Z RZECZY, które zaskoczyły mnie w Japonii, było to, że maski w płachtach można kupić w czynnych przez całą dobę sklepach 7 Eleven. Japonki mają na ich punkcie absolutnego bzika. Tak samo jak Koreanki, dla których maska jest jednym z 10 kroków ich słynnego rytuału pielęgnacji. Od ilości i rodzajów masek w tamtejszych drogeriach można dostać oczopląsu. Do wyboru są m.in. ozdobione nadrukami (np. z pyszczkiem mopsa), ze śluzem ślimaka, złotem, z jadem żmii, diamentowym pyłem, ekstraktami z róży, zielonej herbaty czy żółtka jajka. 

Moda na „płachty” przyszła i do nas. Takie maski proponuje większość polskich marek kosmetycznych. Nic dziwnego – są łatwe i szybkie w użyciu, a dodatkowo niedrogie. Chyba że skusimy się na wersję de luxe, np. maskę Givenchy Le Soin Noir, utkaną z oryginalnej koronki z Calais, którą nasącza się ekstraktem z czarnych alg (dostajemy go w ampułce razem z maską). Za ten luksus trzeba zapłacić ponad tysiąc złotych. Pocieszenie –w przeciwieństwie do jednorazowych płacht tę od Givenchy można stosować wielokrotnie.
Wróćmy jednak na ziemię. Tańszą, a dodatkowo ekologiczną alternatywą są maski domowe. Aktorka Priyanka Chopra robi je np. z jogurtu i kurkumy według starej hinduskiej receptury. Ale z taką maską trzeba leżeć, bo spływa i brudzi wszystko dookoła. Nie jest to też najlepsza opcja, jeśli masz wrażliwą skórę. – Bezpiecznie możemy sięgać po produkty sezonowe, które naturalnie dojrzewają w Polsce. Zawartość składników odżywczych w przygotowanej z nich masce jest wyższa, a ryzyko wystąpienia alergii mniejsze – tłumaczy kosmetolog Yonelle, Małgorzata Milewska. – Nawet jeśli masz superwrażliwą cerę, możesz nałożyć maseczkę np. z płatków owsianych wcześniej namoczonych w ciepłej wodzie, która złagodzi podrażnienia – dodaje. 

Podobny obraz


Jeśli nie masz czasu na własnoręczne przygotowywanie masek, wykorzystaj nowe technologie. Z urządzeniem do aplikacji masek UFO cała procedura zajmie ci 90 sekund. Do wyboru są m.in. maski nawilżające, rozświetlające pod oczy, matujące i do stosowania na noc. Te ostatnie to po prostu kremy lub żele z dużą ilością składników aktywnych, które działają, gdy śpisz. A nawet gdy nie dosypiasz – np. NCEF-Night Mask Filorga, która wpływa na wydzielanie hormonu snu, czyli melatoniny, i rekompensuje zmęczonej skórze zarwane noce. Maska czy gadżet z filmu science fiction? – pomyślałam, gdy zobaczyłam na YouTube tutorial o maskach magnetycznych. Proponują je m.in. marki Dr. Brandt i Payot. Nakłada się je jak klasyczne maski peel-off, ale zdejmuje nie jednym ruchem dłoni, tylko magnesem dodanym do zestawu. Przyciąga on zawarte w masce drobinki żelaza. Całość wygląda kosmicznie. Do tego dochodzi zabawne uczucie, gdy cząsteczki maski przyklejają się do magnesu. Ale nie o zabawę tu chodzi, tylko o głęboką detoksykację skóry. Taki sam cel osiągniesz, stosując maski piankowe (tzw. bubble). Po nałożeniu na twarz musują jak oranżada w proszku, a pękające bąbelki delikatnie oczyszczają pory. 

Znalezione obrazy dla zapytania NCEF-Night Mask Filorga

Jak z filmu grozy wygląda z kolei inny hit prosto z Azji – liftingujące maski, które mają postać plastra, np. Magic-stripes. Przykleja się je do skóry pod brodą i na linii żuchwy (mają ciasno przylegać) i naciąga na uszy. Choć mało wygodne, faktycznie poprawiają owal twarzy i sprawiają, że skóra jest wygładzona i bardziej napięta. Ale tylko doraźnie. – Każda maska, niezależnie od formuły, daje efekt czasowy – tłumaczy Małgorzata Milewska. – Woda szybko odparowuje z naskórka, zwłaszcza gdy przebywamy w klimatyzowanych pomieszczeniach i przesuszamy śluzówki centralnym ogrzewaniem – dodaje. Dlatego maski nawilżające czy łagodzące, np. w płacie z medycznej biocelulozy, radzi stosować co dwa-trzy dni. Aktorka Mandy Moore trzyma je w lodówce (schłodzone niwelują obrzęki i opuchnięcia) razem z płatkami kolagenowymi pod oczy (remedium na zasinienia), a Victoria Beckham po zdjęciu maski zawsze używa rollera, by dokładnie wmasować jej pozostałości w skórę. Ale uwaga: niezależnie od tego, czy aplikujemy maskę w płachcie, żelową, czy zastygającą na twarzy (peel-off), najpierw dokładnie oczyśćmy skórę. Warto też sięgnąć po piling, chyba że wybieramy maskę złuszczającą czy oczyszczającą, np. z glinką. Tak samo jak krem, maska powinna być dobrana do potrzeb cery. – W przypadku wrażliwych i naczynkowych sprawdzą się składniki takie jak witamina C, wyciąg z kory dębu i D-panthenol – łagodzą i uszczelniają naczynka. Dla skór tłustych będą idealne maski np. z perlitem wulkanicznym, które poradzą sobie z porami zatkanymi sebum – wyjaśnia Małgorzata Milewska. Przy cerach z problemami pomogą też maski z aktywnym węglem, w formie peel-off lub kremu i glinki, zwłaszcza zielona 
o silnym działaniu matującym i ściągającym. 

Glinka, oryginalnie pochodząca z Umbrii, to też baza flagowej oczyszczającej maski marki Fresh, która właśnie weszła na polski rynek. – Można używać jej również do oczyszczania twarzy, zamiast żelu, i punktowo na niedoskonałości, nawet przy wrażliwej skórze – mówi szkoleniowiec Fresh, Elizabeth Genel. Rzeczywiście, gdy wieczorem posmarowałam nią „niespodziankę”, która pojawiła mi się na czole, rano nie było po niej śladu. Magia? Nie, po prostu maska.

Marta Krupińska