Gosia Sobolewska, współtwórczyni warszawskiego Baru Gemba, głos audycji „Stare Piosenki Nocą” w radiu Kampus, opiekunka roślin

Tatuowanie ciała to dla mnie rytuał. Odcięcie się od rzeczy, które robię każdego dnia. Wejście do studia, wybieranie rysunku, przykładanie kalki do skóry, odbijanie wzoru – to czas tylko dla mnie. Pilnuję, by osoba, która maluje na moim ciele, miała dobrą energię. Tatuowanie uczy też, czym jest ulga. Jest trwałym śladem, zapisem wspomnień, historii. Myślę, że u schyłku życia będę patrzeć na moje ciało jak na pamiętnik, wracając myślami do chwil, które przeżywałam za młodu.

Tatuaże, które mam w widocznych miejscach, sporo ujawniają. Jeśli ktoś potrafi czytać symbole, będzie mógł o mnie dużo powiedzieć, nawet jeżeli mnie nie zna. Pytanie: „Co oznacza Twój tatuaż?”, jest jak pytanie: „Co oznacza, że masz dziś na sobie czerwoną bluzę?”. Nie lubię na nie odpowiadać obcym. Za to miło jest słyszeć, że moje tatuaże komuś się podobają albo że do mnie pasują. Gorzej, gdy ludzie dają sobie prawo do dotykania mnie bez pozwolenia, np. łapią za rękę, żeby przyjrzeć się rysunkowi. To jeden z tych momentów, gdy wysuwam kolce. Po latach potrafię też doskonale wyczuć, kiedy ktoś obserwuje mnie z zafascynowaniem, a kiedy przeszywa mnie wzrokiem pełnym dezaprobaty. Najmniej przyjemne doświadczenia mam z osobami starszymi: kobiety w wieku mojej babci potrafią powiedzieć, że za ilość tuszu na skórze trafię do piekła! Z kolei panowie koło 50 patrzą na mnie tak, że nawet w 30-stopniowy upał chcę się szczelnie okryć. Na szczęście u młodych ludzi moje tatuaże wywołują głównie fascynację, więc wierzę, że to kwestia zmiany pokoleniowej.

Na palcu serdecznym prawej ręki noszę wytatuowany półksiężyc. To mój manifest – stwierdziłam, że jeśli kiedykolwiek nie będę mogła wykonywać jakiejś pracy ze względu na widoczny tatuaż, to jej po prostu nie chcę. Za to mój pierwszy tatuaż – dziurka od klucza na karku – ma znaczenie symboliczne. Kiedy miałam 18 lat, trudno było mi się otworzyć na świat i ludzi. Pomyślałam, że tatuaż pomoże mi w wyzbyciu się lęków, obaw i w pewnym stopniu także kompleksów. To była forma terapii, tatuaż tylko dla mnie. Najwięcej mam rysunków typu oldschool (nazywanych tradycyjnymi czy też neotradycyjnymi). Są wykonywane grubą, prostą kreską, kolorem bez cieni. Róże wyglądające jak kapusty, kotwice, orły czy syrenki, a także serduszka ze wstążkami z napisem „mama” i „tata”.

Nawet bez bielizny czuję się ubrana. Mam tatuaże, nie potrzeba nic więcej.

Długo nie wyobrażałam sobie, że mogę mieć kolorowe tatuaże, choć podobają mi się u innych. Mam zasadę, że powyżej pasa robię tylko monochromatyczne, poza różowym serduszkiem na szyi, które noszę jako biżuterię, i dwoma symetrycznymi karpiami przy obojczykach, też lekko zaróżowionymi. Pierwotnie miały to być motyle albo ćmy, ale gdy obudziłam się rano w dzień sesji umówionej u artystki o pseudonimie Party Karp, postanowiłam, że będą to karpie. Zapytała mnie wtedy dlaczego. Powiedziałam: „Bo karpie diem!”. Czasami widzę projekt i myślę: „Muszę go mieć na ciele”, bo to po prostu moja estetyka albo idealnie uzupełnia jakąś lukę. Czasem wybieram tatuażystę i z nim tworzę bardziej osobisty projekt.

Podobno każdy kolejny tatuaż boli bardziej, bo nie jesteś już na takiej adrenalinie. U mnie jest z tym różnie. Warto za to wiedzieć, że skóra zmienia się nie tylko z wiekiem, ale i z porą roku. Lepiej robić tatuaż jesienią lub zimą nie tylko dlatego, że łatwiej jest go chronić przed słońcem, ale też z tego powodu, że skóra jest wtedy mniej wrażliwa niż latem. Mam wysoki próg bólu, a jednak jeden z moich tatuaży pozostał niedokończony: misterny drzeworyt na brzuchu. To trudne miejsce, gdy igła wbijana jest w skórę, nie można oddychać, by nie drgnęła. Do tego ciało bardzo tu puchnie. Ale niczego nie żałuję. Jak Edith Piaf!

Karolina Zarzycka, najbardziej rozpoznawalna pielęgniarka w Polsce, pracuje w Szpitalu Wojewódzkim w Kielcach

Nie mogę być incognito. Prawie codziennie zaczepiają mnie na ulicy ludzie, którymi opiekowałam się w szpitalu, gdy byli pacjentami. Zdarza się, że ktoś chce mnie dotknąć, by sprawdzić, czy moja skóra ma wyjątkową fakturę. Nie mam z tym problemu. Ze względu na zawód jestem przyzwyczajona do kontaktu z drugim człowiekiem, często zdarza mi się złapać pacjenta za rękę, by go uspokoić, np. w trakcie zabiegu. Mam nadzieję, że trochę oswajam ludzi z „innym wyglądem”, obalam stereotyp, że jeśli ktoś wygląda tak jak ja, musi być szalony, nie potrafi sklecić z sensem trzech zdań, no i pa pewno nie ma „normalnej” pracy.

Podjęcie decyzji o wytatuowaniu ciała wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Jestem przeciwna temu, by swoją przygodę zaczynać od dużych rysunków i bardzo wcześnie, np. rysunek na całej szyi w wieku 18 lat. To ryzykowne, można się nie pogodzić z nowym wizerunkiem. Tatuaż – OK, ale na większe wzory, których nie da się schować pod ubraniem, lepiej chwilę poczekać. Ja czekałam sporo, 13 lat, i myślę, że to była dobra decyzja. Ten czas sprawił, że byłam na to gotowa również emocjonalnie. Mój wygląd w pracy zszedł już na drugi plan, bo przemawiały za mną doświadczenie i kwalifikacje

Jako nastolatka słuchałam amerykańskiego punk rocka. Muzycy byli cali w tatuażach (np. w różnokolorowe kule bilardowe albo rozmaite inne amerykańskie oldskulowe symbole), bardzo mi się to podobało. Stąd chyba wzięła się moja miłość do kolorów. Później chciałam zrobić cały rękaw (rysunki na ramieniu i przedramieniu, aż po dłoń – przyp. Red.) z postaciami z mojej ulubionej książki „Wiedźmikołaj” Terry’ego Pratchetta. Długo myślałam nad tym pierwszym rękawem, bo nie byłam pewna, czy chcę, by był jednorodny, zwłaszcza, że modna była wtedy biomechanika, która wyglądała na skórze fenomenalnie! Jednak ja nie chciałam tatuażu, który byłyby tylko ładny i efektowny. Miał być osobisty, z motywami z moich ulubionych książek i muzyki, bez większego ładu i składu. Oldschool, cartoon i odrobina kubizmu. Taki właśnie mam styl. 

Nie pamiętam, jak wygląda moja skóra bez tatuaży. Mam wrażenie, że zawsze tam były. Są częścią mnie. Nie dobieram do nich ubrań, choć najlepiej wyglądają w zestawieniu z bielą albo czernią. To w teorii, bo w praktyce (poza uniformem) ubieram się różnokolorowo, jak na imprezę ludową! Moje ulubione tatuaże to te na nogach, mam je od dwóch lat, ale za każdym razem, gdy na nie patrzę, myślę „wow!”. Pewnie dlatego, że są tak duże (pomijam plecy, które widzę rzadko).

Powiedzieć komuś: „nie podoba mi się twój tatuaż” i „wyglądasz z nim brzydko” to nie to samo.

Skąd pomysł na wytatuowanie głowy? Chciałam mieć pracę konkretnego artysty, którego jestem fanką. Dave’a spotkałam, gdy był akurat gościem w warszawskim studiu Juniorink (to tam powstały wszystkie moje tatuaże). Ustaliliśmy, że jedyną ciekawą powierzchnią do tatuowania, jaka mi została, jest głowa. Miałam wtedy bardzo długie włosy i nie chciałam dać się namówić na ich obcięcie. Jednak jakieś 3-4 miesiące później postanowiłam sama sobie zdjąć loki afro. Tylko nie wiedziałam, że włosy trzeba najpierw rozczesać. Umyłam je i powstał wielki kołtun, który musiałam ściąć. Mama goliła mnie maszynką do zera i płakała, a ja się śmiałam. Nowy look był gotowy. Mogłam zrobić tatuaż. 

Głowa to takie miejsce, że jeśli chcesz oddać ją w ręce artysty, musi to być prawdziwy mistrz. Ktoś, kto wie, jak wzorem nie zaburzyć proporcji ciała (np. tatuaż na szyi też powinien mieć wzór, który optycznie jej nie skraca), jak pracują w danym obszarze mięśnie itd. Moja głowa powstawała prawie pół roku, w comiesięcznych sesjach trwających 5-6 godzin. Mimo że ten tatuaż bolał najbardziej, goił się najlepiej ze wszystkich.

Aleksandra Kasprzak-Dąbrowska, twórczyni wideo, jej kanał na YouTube „MishON” śledzi ponad 200 tysięcy osób

Bolało? Jakie znaczenie mają twoje tatuaże? Żałujesz któregoś z nich? Czy tatuaż powinien coś znaczyć? Jak wybrać wzór? Pozwolisz wytatuować się swojemu dziecku? Można tatuować się latem? Który artysta jest najlepszy? Czym kierować się w wyborze studia? – takich pytań jest znacznie więcej, ale to te powtarzają się najczęściej. Nie denerwują mnie, przeciwnie, tatuaże to nieodłączna część popkultury, więc im więcej osób będzie miało wiedzę na ich temat, tym lepiej. Z tego powodu filmy związane z tatuażami, które przygotowuję na swój kanał, mają przede wszystkim charakter edukacyjny. Szokowanie tatuażami nigdy mnie nie interesowało

Moja skóra opowiada osobistą historię. Jest zapisem wielu wspomnień i zbiorem talizmanów. Tatuaż, którego symbolika jest dla mnie „otwarta”, to na pewno moja obrączka ślubna. Niepozorny, nieco już rozlany kluczyk na serdecznym palcu lewej dłoni ma dla mnie większą wartość niż złoto. Tatuażem na żebrach uczciłam jedną z rocznic mojego związku, a na nadgarstku mam astronautę, który lewituje w przestrzeni kosmicznej w kształcie głowy diabła – to pamiątka po roli Lucynki w produkcji „Legendy polskie: Twardowsky”. Każdy mój tatuaż wiąże się z jakimś etapem w życiu, z konkretnymi wspomnieniami, to trochę jak pamiętnik napisany językiem-szyfrem znanym tylko mnie. O kilku mogę opowiedzieć, ale większość pozostanie tajemnicą. Czasem żartobliwie mówię, że mam jeden duży, bo moje tatuaże łączą się ze sobą, dając wrażenie spójnej kompozycji. To duża zasługa tego, że jestem wierna jednemu tatuażycie (z małymi wyjątkami).

Ludziom wciąż się wydaje, że mają prawo narzucać innym swoje zdanie w kwestii wyglądu, ciała. Na szczęście stereotypy: „Dziara równa się więzienie lub patologia”, „Wytatuowane kobiety są łatwe”, „Tatuaże są nieeleganckie” – nie ruszają mnie. Nie czuję potrzeby udowadniania nikomu, że się myli, ale chciałabym, by swoje wrażenia zachował dla siebie

Skóra to część mnie. Dbam o nią, kocham ją i ozdabiam. Na własnych zasadach.

Kiedy robiłam pierwszy tatuaż, miałam 20 lat. Długo myślałam nad wyborem miejsca, artysty i wzoru. Bałam się, że rysunek może mi się znudzić albo przestać podobać po jakimś czasie. Byłam tak podekscytowana, że kiedy cały proces się rozpoczął, nie czułam bólu, bo adrenalina zrobiła swoje. Później zdarzały się sesje kończące się superimprezą, sesje, które przypominały terapię (nie zapomnę tej u Bartosza Panasa, mojego tatuażysty i kumpla, która dała mi naprawdę tyle, co spotkanie z psychologiem). Były takie, podczas których poznawałam fajnych ludzi i ich historie i takie, kiedy na fotelach obok towarzyszyli mi przyjaciele. Sesja, którą będę pamiętać do końca życia, to ta, gdy robiłam plecy. Pierwszy tatuaż, którego wykonanie tak bardzo mnie bolało, że cały czas płakałam. 

W materiale o tatuażach, który nagrałam cztery lata temu („Pierwszy tatuaż”) mówię, że na początek odradzam tatuowanie szyi, dłoni i twarzy, czyli widocznych miejsc, które są naszą wizytówką. Moje podejście nie zmieniło się do dziś. Jeśli dopiero wkraczasz w dorosłe życie i do końca nie wiesz, czym będziesz się zajmować, a np. większość zawodów zaufania publicznego wyklucza możliwość posiadania tatuażu, to warto decyzję o jego zrobieniu przesunąć o kilka lat. Tatuaż nie ucieknie, a pewność o wyborze miejsca na ciele czy wzoru tylko wzrośnie. Warto też pamiętać, że ciało zmienia się z wiekiem, więc tatuaż zrobiony na 17-letniej twarzy może z upływem czasu okazać się błędem, a jego usuwanie to nie bułka z masłem, tylko poważny zabieg.

Czego używam do pielęgnacji swoich tatuaży? Kremu Mediderm. To również jedyny kosmetyk, który sprawdza się w pielęgnacji skóry mojej atopowej skóry i nie powoduje podrażnień. Nie warto przepłacać za drogie specyfiki przeznaczone specjalnie do gojenia tatuaży. Zwykle niczym się one nie różnią od tradycyjnych nawilżających czy odżywczych balsamów. Najważniejsza w gojeniu i tak jest higiena, natłuszczanie, zabezpieczenie podczas wyjść z domu i to, by jak najczęściej pozwalać skórze oddychać.