Harel, blogerka i dziennikarka

Mijająca dekada w modzie, a zwłaszcza kilka jej ostatnich lat, to coraz większy nacisk na świadomość. Same trendy się zacierają, podobnie jak sezony. Już raczej umownie oglądamy kolekcje na jesień/zimę, tym bardziej, że chwilę po pokazie lub nawet w jego momencie możemy je kupić. Szybka moda z triumfu wpadła w poważne tarapaty. Konsument coraz częściej chce wiedzieć, jak powstała dana rzecz, skąd przyjechała, jakie były warunki towarzyszące jej produkcji. Zawiązują się ruchy na rzecz zrównoważonej mody, tworzą się ich lokalne oddziały (choćby Fashion Revolution Poland czy Clean Clothes Polska). Marki rezygnują z futer, sięgają po organiczną bawełnę, a jeśli poliester - najlepiej z recyklingu. Czy to faktyczna zmiana, czy tylko element tzw. „green washingu” przyjdzie nam zapewne ocenić pod koniec kolejnej dekady. Jedno jest pewne: kto uparcie nie dostrzega tych zmian, wkrótce może się pożegnać z branżą.

Na naszym podwórku ostatnie dziesięć lat to ogromny ruch. Oceniam to nawet na podstawie własnej wiedzy. Jeszcze w 2009 roku byłam w stanie wymienić wszystkie polskie marki. Teraz prawdopodobnie nie znam nawet połowy. Inna sprawa, czy marki warte są uwagi. U nas także świadomość rośnie, a transparentność staje się czymś oczywistym. Zresztą to w interesie marki chwalić się, jeśli używa się zrównoważonych czy recyklingowanych materiałów lub produkuje lokalnie w godnych warunkach. Cieszy, że świat dostrzega polskie metki. Tu nie do przecenienia jest internet i siła mediów społecznościowych. Sama wciąż działam przede wszystkim na tych narzędziach i widzę, jak zmieniło się ich postrzeganie. Można śmiało stwierdzić, że profesjonalna moda przeniosła się do internetu. Czy to dobrze? Jak zwykle są tego dobre i złe strony.

Kasia Gola, założycielka GeekGoesChic i specjalistka od nowych technologii w modzie

Wydarzenie, które ukształtowało branżę modową w ostatniej dekadzie to według mnie rozwój aplikacji social media, a przede wszystkim Instagrama. Instagram otworzył drzwi nowemu, ujednoliconemu wizerunkowi kobiety (#fitgirl a la Kardashianki) oraz  paradoksalnie  różnorodności w modzie. Nigdy wcześniej tak masowo nie domagaliśmy się modelek plus size, nie poruszaliśmy tematu LGBT+ i dyskryminacji rasowej w modzie. Nigdy wcześniej nie mogliśmy tak szybko czegoś “anulować”. Instagram dał też pierwszą platformę trendowi mindfulness i zrównoważonej mody, z drugiej strony nakręcając konsumpcjonizm. W dużej mierze dzięki niemu Burberry, a następnie inne marki, zaczęły wprowadzać strategię ”see now, buy now” (pol. “zobacz teraz, kup teraz”), która polega na natychmiastowej możliwości zakupienia ubrań z pokazu transmitowanego na żywo. Ponadto, dzięki Instagramowi zamiast tradycyjnych dwóch kolekcji rocznie - mamy wysyp limitowanych kolekcji kapsułowych. Media społecznościowe to paliwo przyspieszające spalanie kultury i trendów. Prawdziwa moda instant. Ale dzięki kotłowi social mediów, moda stała się czymś więcej, niż tylko nośnikiem trendów społecznych i kulturowych.

Branża modowa stała się zależna od technologicznej. Marki, żeby sprzedawać muszą operować danymi - umieć je analizować, wykorzystywać, przewidywać przyszłość i do pewnego stopnia nią manipulować. Póki co współpracują z gigantami technologicznymi, ale żeby zachować równowagę gospodarczą - muszą same się nimi stać. Wydarzenie, które wpłynie na kolejną dekadę to powstanie wearables (różnych technologii, które możemy nosić w postaci inteligentnych zegarków, butów czy kurtek). Wearables połączą modę nie tylko z technologią, ale i z innymi branżami, jak na przykład finanse, medycyna czy edukacja. W kolejnej dekadzie może to rozwijać się na rozmaite sposoby.

Aleksandra Jatczak, historyczka mody i sztuki

Ciężko mówić o jakiejś historycznie odkrywczej formie, kroju czy stylizacji w ciągu ostatnich dziesięciu lat, znając całą historię mody! Choć dekada to niezwykle długi czas, a ostatnia była niezwykle dynamiczna. To co uważam za najciekawsze to zmiany technologiczne i etyczne branży. Pierwsze to zarówno tak podstawowe kwestie, jak: praca nad nowoczesnymi tkaninami (te zaawansowane będą nas np. badać, a może i nawet leczyć czy chronić przed zgubnym wpływem zanieczyszczonego środowiska), druk cyfrowy i 3D, usprawnienie procesu produkcji, ale też komputeryzacja procesu produkcji, algorytmiczna ocena zapotrzebowania sklepu czy analiza metadanych przy przewidywaniu trendów. To sprzedaż online i generalnie internet, czyli media społecznościowe z influencerami i blogerami modowymi, którzy na dobre zmienili sposób komunikowania branży i zdeterminowali odmienne funkcjonowanie prasy papierowej… Najlepsze tytuły, mimo cyfrowej rewolucji, wciąż cieszą się popularnością, ale są silnie powiązane ze swoimi wersjami cyfrowymi, blogami autorów czy mediami społecznościowymi – zarówno tytułu, jak i zespołu go tworzącego oraz szeregiem wydarzeń promocyjnych, niejednokrotnie bardzo ciekawie promujących wiedzę o modzie. Często ten wysiłek przynosi taki sam rezultat, jak konto jednej tylko osoby o znacznie mniejszym doświadczeniu (wiedzy również), ale większej ilości fanów….

Social media ułatwiają jednak start małym, lokalnym twórcom (tym samym różnicują ofertę rynkową), a i dzięki nim duzi producenci dostrzegli bardziej zróżnicowaną klientelę i jej potrzeby – ciałopozytywność (a wraz z nią poszerzenie rozmiarówki, dostrzeżenie dotąd wykluczanych grup – zarówno niepełnosprawnych, Muzułmanek, kobiet w ciąży) po wprowadzanie tzw. zrównoważonego rozwoju do procesu produkcji – ten uważam za najistotniejszy i najciekawszy! Choć specjaliści wciąż ustalają czym jest i jakie ma cechy – ekologiczny, etyczny i ergonomiczny wymiar produkowania ubrań stał się chyba najgorętszym hasłem, przynajmniej w ciepłych miesiącach. Postulat zrównoważonej mody, będący swoistą autokrytyką branży w dobie katastrofy klimatycznej, czasem wydaje się obłudą (kiedy w tym samym magazynie na jednej stronie czytamy o tym jak nie kupować, a na kolejnej ile nowych rzeczy kupić) jest bezsprzecznie najważniejszym zjawiskiem, które trzeba nie tylko obserwować, ale też wdrażać na wszelkich możliwych poziomach mody (zarówno z punktu widzenia odbiorcy, jak i twórcy).

W Polsce moim zdaniem najważniejsze w ciągu ostatniej dekady było….docenienie własnej mody! Wreszcie pojawiła się u nas moda na modę lokalną – zaprojektowaną i uszytą w Polsce – najlepiej przez niewielkie marki z jakimś konkretnym, ograniczonym asortymentem. I co mnie najmocniej cieszy i ułatwia codzienną pracę – to też chęć, jeśli już nie moda na… wiedzę o historii naszej własnej mody. Widać to w pojawieniu się publikacji o naszych rodzimych twórcach (Grabowska, Antkowiak, Hase, Hoff), jak i tworzenie wystaw im dedykowanych! Podobną tendencję widać na Zachodzie: fascynacja historią mody trwa, a sprzyja temu moda na vintage. To w ostatniej dekadzie jest wysyp istotnych monumentalnych wystaw o twórcach, stylach i problemach, filmów poświęconych ich twórczości oraz książek i albumów.

Marcin Świderek, szef działu mody ELLE

Ciekawy jestem, jak za sto lat będzie mówiło się o dekadzie, która właśnie mija? Czy z perspektywy czasu przyszłe pokolenia będą w stanie zdefiniować jej estetykę? Czy będzie tak charakterystyczna, jak hipisowskie lata 60. czy kiczowate i kolorowe 80.? Póki co mam wrażenie, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia modne było wszystko a co sezon projektanci odgrzewali styl z innej dekad miniowego wieku… Na pewno mocnym akcentem była estetka z lat 70., która zdominowała nie tylko wybiegi, ale także trendy w designie i wystroju wnętrz. W modzie najbardziej zauważalny był come back lat 90. Dorastające w minionej dekadzie pokolenie dwudziestolatków z zapałem odkurzało styl ówczesnych gwiazd muzyki pop czy aktorek z „Przyjaciół” albo „Seksu w wielkim mieście”, przez co wszystko to, co do niedawna wydawało nam się obciachowe (pomyśl o stylu Christiny Aguilery albo Mariah Carey), nagle stało się pożądane i cool. W sumie nawet mnie to śmieszyło. Ale wypadałoby już przestać się tym przesadnie interesować i przejść dalej. Kto dokładnie definiował estetykę tej dekady? Według mnie Demna Gvasalia z Balenciagi, Phoebe Philo z Céline (ex dyrektor kreatywna) i Alessandro Michele z Gucci. Bez dwóch zdań to ta trójca dyktowała warunki tego, jak ubierać ma się cały świat. Ich projekty w okamgnieniu kopiowały sieciówki, przez co potem paradowały w tym dziewczyny i chłopaki na każdym kontynencie.

Pierwszy raz w historii tej branży tak wiele mówiło się o sprawach związanych z etyką, bo wcześnie koncentrowano się jednak głównie na ubraniach. Nareszcie ktoś głośno podjął temat obrony praw zwierząt, przez co domy mody zaczęły wycofywać futra ze swoich kolekcji oraz promować ekologię w branży – nigdy wcześniej nie było na rynku tylu brandów tworzących ubrania w duchu eko i w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Po raz pierwszy też od dawna podjęto dialog w kwestii „konsumpcji” ubrań, sugerując, aby kupować mniej, wydajniej i podejmować bardziej przemyślanie decyzje zakupowe. Słowem: aby ciuch znów stał się inwestycją. I podczas gdy wszystkie te tematy bardzo mnie cieszą, to jednak kilka mnie zasmuciło – między innymi zwolnienie Johna Galliano z roli dyrektora kreatywnego Diora. Mam wrażenie, że przez to moda stała się bardziej zachowawcza, nudna i mniej ekscytująca. Żeby nie powiedzieć nawet… ocenzurowana.

Olivia Kijo, stylistka i blogerka

Ostatnia dekada z pewnością zostanie zapamiętana jako czasy rozwoju mediów społecznościowych i popularyzacji kultury obrazkowej w sieci. To wszystko dzięki mobilnym aplikacjom, które sprawiły, że moda jest na wyciągnięcie ręki. W czasach przed Instagramem to prasa i projektanci wielkich domów mody dyktowali trendy. Popularność social mediów sprawiła, że teraz to „ulica” inspiruje projektantów, tworzy mikrotrendy i tendencje, które często ­­– zanim trafią na wybiegi - już tracą swój termin przydatności. Moda osiągnęła zawrotne tempo i tylko internet jest w stanie nadążyć za tym szaleństwem. Instagram zmienił reguły gry również w branży reklamowej. Rynek reklamy stał się bardziej egalitarny. To co kiedyś było zarezerwowane dla telewizji i prasy, stało się powszechne. Media społecznościowe sprawiły, że każdy ma szansę współpracować z markami, tworząc treści, które mogą być rozpoznawalne globalnie.

A co z modą nad Wisłą? Długo wyczekiwane otwarcia butików, takich jak Louis Vuitton czy Hermès na polskim rynku, mają wpływ na postrzeganie dóbr luksusowych w Polsce. To pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jest szansa, że w kolejnych latach pojawią się tutaj kolejne luksusowe marki, a znaczenie rynku mody w Polsce wzrośnie.

Agnieszka Polkowska, trendwatcherka 

Jeśli miałabym użyć jednego słowa do opisania mody ostatniej dekady, wybrałabym „reminiscencję”. Drugie dziesięciolecie trzeciego tysiąclecia naszej ery podporządkowane było nostalgicznym powrotom do przeszłości, a głównie do lat 40., 50., 60., 70., 80. i 90., z rokiem 2000 jako wisienką na torcie. Skończyło się w tym roku karnawałowym remiksem, w którym moda sama siebie powtarza. Czujemy podskórnie, że dotychczasowa formuła się wyczerpała, a sam system mody nie odpowiada ani naszym, ani środowiskowym potrzebom.

Moda w ostatnim dziesięcioleciu zapracowała sobie na miano jednej z najbardziej zanieczyszczających środowisko branż i myślę, że właśnie ten moment przełomowy zostanie z nami na dłużej i będziemy do niego wracać w przyszłości jako do punktu krytycznego, w którym, mam nadzieję, cała branża obrała inną trajektorię. Jeżeli spojrzeć na pozytywy, to na pewno dla okresu zwłaszcza ostatnich lat charakterystyczne jest właśnie przestawienie z myślenia produktowego na systemowe, opracowanie nowych modeli biznesowych w duchu gospodarki cyrkularnej, na przykład wprowadzanie wynajmu jako alternatywy dla posiadania oraz nie mniej istotny romans mody z technologią (np. ubrania istniejące tylko wirtualnie jak chociażby Carlings) i biologią (przykładowo hodowanie ubrań), które są światełkiem w tunelu oraz realną alternatywą dla dotychczasowego sposobu produkcji i konsumpcji.

Michał Zaczyński, dziennikarz i bloger

Mijającą dekadę charakteryzowały trzy tendencje. Pierwsza z nich to social media, które w modzie zmieniły wszystko - sposób jej pokazywania, reklamę, zakupy i same marki. Pojawiły się dropy, które nie miałyby sensu bytu bez osadzenia ich w onlinie, rozwinęła się strategia kupowania prosto z wybiegu, czyli see now, buy now, mamy influencerów. Social media wpłynęły też na sam sposób tworzenia kolekcji  projektanci, starając się przypodobać klientom i wymaganiom mediów społecznościowych, zaczęli tworzyć rzeczy bardziej krzykliwe i wizualnie nośne. Wystarczy spojrzeć na to, jak działają Alessandro Michele czy Jacquemus  pierwszy potrafi pokazać na wybiegu Gucci odrąbaną głowę, a drugi nieustannie bawi się skalą. Wszystko po to, by wyróżnić się w chaosie wirtualnego świata. Ostatnia dekada to też agender, który w kilka lat stał się wszechobecny i zupełnie naturalny. Są modele, którzy chodzą po wybiegu tak samo w męskich, jak i damskich kolekcjach, podobnie jak marki, które w ogóle nie robią podziału kolekcji na płeć lub pokazują je jednocześnie. Wspólna garderoba już nie dziwi nikogo, a uniseksowe ubrania przeniknęły do wszystkich warstw społecznych. To przezroczystości, miękkie linie, pastele czy leginsy, dla przykładu. Agender dodatkowo sprzyja popularność mody sportowej i athleisure, gdzie ubrania czy buty z grubsza wyglądają tak samo, oraz estetyki lat 70. (gdyby zamienić garderobami Harry'ego Stylesa i Florence Welch nikt nie zauważyłby różnicy). 

Trzecia tendencja to eko. Sieciówki głoszą, że wkrótce większość ich ubrań będzie uszyta z bawełny organicznej, marki rezygnują z futer i skór egzotycznych, ograniczają zużycie wody; rozkręca się też debata na temat katastrofy klimatycznej. Firmy nie mają już wyjścia i chociaż trudno ufać ich szlachetnym pobudkom, to wierzę, że konsumenci, mając do wyboru dwie różne koszulki, wybiorą właśnie tę powstałą w duchu mody zrównoważonej. Największego znaczenia ekologia w modzie nabierze jednak w kolejnej dekadzie, bo patrząc na skalę - zmiany wciąż są niewielkie i jest to dopiero ich początek.

Karolina Sulej, dziennikarka i pisarka

Nie uważam się za krytyczkę mody, raczej za kulturoznawczynię, czy osobę, która umiejscawia modę jako część cultural studies, część kultury, w jakiej żyjemy i to jedną z bardziej skomplikowanych, bo dziejącą się na skrzyżowaniu sztuki, ekonomii, życia codziennego, perfomensu, obrazu i zmysłowości. Moda ostatniej dekady na pewno odzwierciedlała kulturowe przesilenie: tak mocno nasyciła się konsumpcją, cytatami, treściami, że przestała produkować sensy, a zamiast tego zaczęła produkować nadmiar: rzeczy i wysokości cen, niewspółmiernych do ich realnej wartości i naszych potrzeb. Moda jako branża stała się perwersyjną kapitalistyczną maszynką, która zaczęła nas przemielać wedle reguł, które nie miały nic wspólnego z naszym dobrostanem i paradoksalnie wbrew modzie jako części naszej codzienności – tutaj moda ma nas chronić, wzmacniać, inspirować. Przez ostatnie lata stała się jednak głupawa, a na dodatek szkodliwa.

Na szczęście, równolegle do tego prądu, pojawił się też prąd reakcyjny, który walczy o modę jako dziedzinę humanistyczną, pro-ekologiczną, jako narzędzie poznania naszego życia, a nie jego uprzedmiotowienia. Artyści, naukowcy, projektanci i wreszcie – klienci, powoli zaczynają wymuszać na branży większą empatię, wyczulenie na autorskość i ograniczenie konsumpcjonizmu. Czy się to uda? Czas pokaże. Jestem przekonana, że poprzednia dekada zostanie zapamiętana jako graniczna – taka, w której jednocześnie działały schematy z poprzedniego systemu mody i w której rodziły się nowe wskazówki na przyszłość, dekada konserwatystów i pionierów, w której spadliśmy na samo dno, żeby nauczyć się, jak wysoko możemy się odbić.

Wojtek Piotr Onak (W P Onak), Interdisciplinary Creative Director

Wreszcie uderzyło! Przez ponad dwie dekady nic, ani jednej subkultury czy chęci zmiany naszej przestrzeni - tylko akceptacja otaczającego nas świata: „Tak jest i tak więc zostawmy - bo tak nam jest wygodniej”. I nagle jakby woda zaczęła się rozlewać (w przenośni, ale też i dosłownie). Zaczęliśmy zauważać błędy, jakie popełniamy i mówić im stop. Wreszcie pokazaliśmy pazur. Uwierzyliśmy, że mamy siłę oraz z mocną wiarą na zmianę otworzyliśmy szeroko pojętą „walkę” o środowisko. O to, by ta woda pozostała w lodowcach, a nie pokrywała coraz większe obszary lądowe. Sustainable fashion to już nie temat konferencji, to świat codzienny. Może wizualnie nie jest to tak ciekawe, jak subkultury z poprzedniego wieku, ale ekspresowo potrzebny jest nam ten chrzan dodany do pomidorowej.

Na rynku komercyjnym również zawrzało: przejęcia czy upadłości marek odzieżowych to coś, o czym można było czytać prawie każdego tygodnia. Wielu graczy jeszcze nie rozumie, czym jest obecny świat, czym jest online communication, tego iż badania marketingowe wykonane poprzedniego sezonu już nie są miarodajne, że trzeba się zmieniać i adaptować. Zaakceptowanie tych zmian to obecna droga do sukcesu, a przykładami tego są Nike ze swoimi społecznymi kampaniami czy marki luksusowe rzucające się na głębokie wody, niekoniecznie wiedząc, czy się to uda. Otóż tylko wiara we własne możliwości w obecnym czasie może wyzwolić sukces. W końcu sposób odbierania mody przez nas - konsumentów - zmienia się szybciej niż kalejdoskop związków w piosenkach Katy Perry.

Olka Osadzińska, ilustratorka mody

Moda to dziedzina kreująca to, jak patrzymy na rzeczywistość i na siebie samych, wyznaczającą standardy wyglądu ciała, stylu ubioru, ale również wyznaczającą trendy w reklamie, projektowaniu graficznym, wzornictwie i w przestrzeni publicznej przez jej wszechobecność i nieograniczone kanały promocji – pod tym względem ostatnia dekada była przełomowa.

Kim Kardashian i zmiana ideału proporcji kobiecego ciała – era chłopięcych kształtów i “heroin chic” funkcjonuje jeszcze u Hedi Slimane’a czy YSL Vaccarello, ale niekwestionowanymi zwycięzcami tej dekady są pupa i biust oddzielone talią. Od czasów Rubensa obfitość kształtów nie była bardziej „w modzie” i nawet tej prezentowanej w magazynach.

Rebranding prawie wszystkich największych marek: logo i identyfikacja graficzna, niegdyś element absolutnie nie do ruszenia – wykuty w skale i zamknięty w 100 stronach brand booków – stał się elementem najczęściej ulegającym zmianie. W większości wielkich domów mody zmiana projektanta oznaczała również rebranding. Logotypy pojawiają się we wszystkich kształtach i kolorach na ubraniach, akcesoriach, w animacjach, filmach i mediach społecznościowych i są żywym elementem. Ma to daleko idące konsekwencje dla wszystkich pozostałych branż, starających się być na czasie. Nie ma tu już stałych, wszystko może, a nawet powinno, ulec zmianie.

Kolejna rzecz, która pod koniec 2019 jest już standardem, a dziesięć lat temu była nie do pomyślenia – pełna reprezentacja ras i kolorów skóry zarówno na wybiegach, jak i w kampaniach reklamowych. Do niedawna białe modelki reklamowały nawet kolorowe kosmetyki na azjatyckich rynkach. W lutym zeszłego roku Anok Yai otworzyła pokaz Prady jako pierwsza czarna modelka od 1997 roku – wtedy była to Naomi Campbell.

W tej chwili „biała” kampania marki high fashion jest najzwyczajniej w świecie nie do pomyślenia, a marki beauty nieoferujące pełnej gamy kosmetyków kolorowych nie mają już szansy na powodzenie.

Ostatnia dekada była również dekadą kobiet. Już nie jako totemów, obiektów adoracji czy przedmiotów – „wieszaków” na ubrania – zarówno ruch #metoo, jak i walka o równouprawnienie w traktowaniu i płacach, zaczynają przynosić skutki w branży, która z założenia miała być dla kobiet przyjemnością, a nie torturą.