Gdy wychodzę z domu z niepomalowanymi ustami, czuję się naga. Pod słowami aktorki Sofii Vergary spokojnie mogłabym podpisać się i ja. Nawet nie liczę, ile mam szminek i błyszczyków w najróżniejszych odcieniach, od klasycznej czerwieni, przez cukierkowy róż w stylu Barbie, aż po bardziej kontrowersyjne fiolety czy śliwki. Jak łatwo się domyślić, większość z nich obrasta kurzem na półce. Tych ­ulubionych mam dosłownie kilka. Niestety, większość to niewypały, na które skusiłam się w porywie emocji albo na fali trendów, jak metaliczna niebieska pomadka w płynie. Użyłam jej tylko raz i miałam wrażenie, że wszyscy patrzą się na mnie jak na wariatkę. Przyjaciółki potwierdziły moje przypuszczenia. – Wyglądasz, jakbyś szła na halloween – bezlitośnie skomentowały. 

Tego dnia postanowiłam wcielić w życie radę słynnej makijażystki Bobbi Brown: jeśli szukasz idealnej szminki, wybierz tę, która wygląda dobrze na całkowicie nieumalowanej twarzy. Z natury jestem blada, więc wszystkie fiolety, purpury i ciemne kolory rzeczywiście upodabniają mnie do postaci 
z horroru czy fanki gotyckich imprez. Za to bardzo pasują mi żywe, energetyczne odcienie: oranż, fuksja i czerwień. Zwłaszcza ta ostatnia. Nie bez powodu: ma ona najdłuższą falę spośród ­kolorów postrzeganych przez człowieka. Bardziej działa na podświadomość, przykuwa wzrok, pobudza emocjonalnie. Być może dlatego do gustu przypadła mi ostatnio szminka Ultra 999 Dior, która jest kombinacją dwóch odcieni czerwieni stworzonych przez Christiana Diora w 1953 roku. Stosuję ją ostatnio na przemian z kultowym odcieniem czerwieni Russian Red MAC i bardziej stonowaną, różową Orgasm Nars, której kolor naśladuje rumieńce w trakcie miłosnego uniesienia. Światowy bestseller od lat.

Czerwona szminka, która nie powoduje efektu żółtych zębów

Nowym są pomadki Fenty Beauty. Popieram, bo o ile PMS w odcieniu brązu czy zielona Midnight Wasabi podobają mi się tylko z nazwy, to tę w płynie z linii Stunna Lip mogłabym nosić od rana do wieczora. Sergiusz Osmański, dyrektor artystyczny Sephory, zdradza mi, że jej pomysłodawczyni, Rihanna, wymogła, aby znalazły się w nich identyczne proporcje żółtych i różowych pigmentów. A to dlatego, że po nałożeniu na usta, pod wpływem ciepła naszego ciała, uaktywniają się te pigmenty, które dominują w naszej karnacji. – Dzięki temu nawet dziewczyna z ciepłą karnacją może sięgnąć po zimny odcień szminki – tłumaczy Sergiusz. Koniec z dylematami, który kolor wybrać, bo i tak dostosuje się on do cery. Ponadto znika ryzyko efektu żółtych zębów, które często dawały pomadki źle dobrane do karnacji. Takich mam całe mnóstwo. Ale jak się okazuje, nie muszę ich wyrzucać. – Wystarczy otoczyć kontur ust rozświetlaczem w pędzelku. Ta poświata sprawi, że kolor się zmienia – radzi Sergiusz Osmański. Mogę też wzmocnić odcień pomadki przez kontrast struktur, np. kładąc matową szminkę na twarz potraktowaną tylko podkładem. Dzięki zderzeniu lśnienia z matem ten ostatni wyjdzie na pierwszy plan. 

Szminka matowa vs błyszcząca szminka

I odwrotnie – jeśli sięgam po błyszczącą szminkę, wystarczy zmatowić skórę przy ustach, aby lepiej odbijała światło. Sama zdecydowanie częściej wybieram połyskujące szminki. Matowe są piękne, ale wysuszają usta i trudno je zmyć, zwłaszcza gdy wyjedzie się poza krawędzie ust. – Matowa pomadka do ust podkreśla wszelkie niedoskonałości techniczne i wymaga idealnego konturu – potwierdza Sergiusz. Ale i na to ma sposób: matowa szminka obrysowana metaliczną konturówką stworzy supermodny makijaż z efektem 3D jak z pokazów. I bez trudu można go wykonać nawet niezbyt wprawną ręką. Uff...

Jak dobrać kolor szminki?

Szukając tej jedynej, odkrywam ciemną stronę szminek. Kiedyś do ich produkcji stosowano śmiertelnie trujące substancje, np. rtęć. Do dziś wiele marek wykorzystuje czerwony barwnik z koszenili, czyli robaczków żywiących się opuncją figową. Na szczęście jest też coś dla wegetarian, np. naturalne pomadki Nude by Nature z mineralnymi pigmentami. Są napakowane dobroczynnymi woskami i olejkami, dzięki czemu nawet w wersji matowej nie wysuszają ust, a wręcz je pielęgnują. Globalny makijażysta marki, Clint Dowdell, poleca mi odcień Red Blossom, a na wykończenie odrobinę błyszczyku na środek warg. Obrysowuje mi też usta konturówką. Wow! Wciąż daleko mi do Kylie Jenner (i całe szczęście), ale wyraźnie podkreślony łuk Kupidyna i kontur sprawiają, że moje usta wychodzą na pierwszy plan. Moją uwagę zwraca też pomadka Girls Will Be Boys marki Lipstick Queen. To szminka, która wykracza poza stereotypy płci. Zgodnie z nazwą mogą jej używać i dziewczyny, i chłopaki. Nie daje koloru, ale zmienia wygląd ust, dając efekt jak po namiętnym pocałunku. 

Czytaj też: Makijaż ust [trendy wiosna-lato 2019] >>>

Jak zrobić własną szminkę?

A gdyby tak zrobić własną szminkę? Na blogach jest pełno przepisów na ręcznie produkowane kosmetyki, ale ja jestem na to zbyt leniwa. Z przyjemnością wybieram się za to do warszawskiego Lip Lab, gdzie będę mogła stworzyć spersonalizowaną pomadkę w wybranym przez siebie kolorze. Pomysł na miejsce został zaczerpnięty ze Stanów i z Australii. – Przychodzą do nas kobiety, które nie mogą znaleźć dla siebie idealnego koloru albo chcą odtworzyć odcień przez nie używany, ale już wycofany ze sprzedaży – mówi ekspertka Lip Lab, Anna Makoś-Madyniak. Zaczynamy od minispa dla ust. Najpierw czeka mnie piling kosmetykami Sara Happ. Są wegetariańskie, nietestowane na zwierzętach, nie zawierają parabenów. A do tego bosko pachną i smakują. Wybieram kokosowy i z apetytem oblizuję usta. Mniam... Następnie nakładam odżywczą maskę i przystępuję do tworzenia koloru. Na początek dostaję serię pytań: jak się maluję, ubieram, jakie lubię kolory. Ekspertka słucha i nabiera pipetą po kropli różnych pigmentów – łączy rubinową czerwień, magentę i koral z odrobiną brązu. Po wymieszaniu całość jest dość ciemna, ale Ania uspokaja mnie, że gdy dodamy bazę, zjaśnieje. Następny etap: smak i zapach. Wybieram paryską różę i crème brûlée. I dzięki temu mam już nazwę swojej pomadki: Rose Brûlée. Dodajemy olejki o właściwościach odżywczych, a na koniec bazę. Spośród czterech: kremowej, połyskującej, matowej i organicznej, wybieram tę pierwszą. Chcę mieć pomadkę na co dzień, rezygnuję więc z efektów specjalnych, jak metaliczne pyłki, szrony, brokaty. I tu zaczyna się małe laboratorium. Moja pomadka do ust trafia do mikrofali, a następnie do specjalnego miksera, który odpowietrza i miesza wszystkie pigmenty. Potem trzeba ją schłodzić i umieścić w formie, z której wychodzi już gotowa szminka

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Lip Lab (@liplabpolska) Lut 15, 2019 o 9:36 PST

 

Lip Lab - miejsce, w którym stworzysz swoją własną szminkę

Wizyta w Lip Lab kosztuje 150 zł, tyle co luksusowa pomadka. Ale oprócz własnego kosmetyku dostaję też pakiet rad i patentów. Okazuje się, że całe życie źle malowałam usta: zaczynałam od łuków Kupidyna i przez to optycznie je zmniejszałam. Ania pokazuje mi, że powinnam zaczynać od boków i kierować się ku górze. Próbuje też przełamać mój lęk przed konturówką, radząc mi, bym podkreślała nią tylko górną wargę. A przede wszystkim każe regularnie stosować pilingi 
i balsamy, bo na zadbanych, miękkich i gładkich ustach każda pomadka będzie się pięknie prezentować. Z Lip Lab wychodzę uśmiechnięta i oczywiście uszminkowana. Czy była mi potrzebna kolejna nowa pomadka? Pewnie nie. Ale z drugiej strony, jak mówi makijażystka Pat McGrath, nigdy nie znajdziesz idealnej szminki, jeśli nie będziesz eksperymentować.

7 najlepszych polskich makijażystek mówi o swoich ulubionych szminkach

1. GOSIA MACIAS - ulubiona pomadka do ust
Mój ideał to odcień intensywnie jasnej czerwieni z kolekcji Pat McGrath, nazwanej na cześć modelki i wokalistki Karen Elson, którą uwielbiam. Ma wszystkie zalety, które cenię jako makijażystka, m.in. jedwabiście matową formułę, która pięknie wygląda na ustach i nie wysusza ich. Nadaje się na co dzień i do pracy. Pasuje do każdego typu urody, rozświetla i odmładza. Do tego ma piękne i solidne opakowanie, które nie uszkodzi się ani w ­torebce, ani w kufrze z dużą liczbą innych szminek. Minusem może być cena, ale jakość jest bezcenna.

2. IZA KUĆMIEROWSKA - ulubiona pomadka do ust
Dostałam ją kiedyś od modelki wracającej z Nowego Jorku i od razu zakochałam się w jej odcieniu i konsystencji. American Doll marki Anastasia Beverly Hills to matowa pomadka, więc przed jej nałożeniem trzeba zadbać o usta – najpierw zrobić piling, potem mocno je nawilżyć. Gdy pomalujemy usta szminką i po 15 minutach nałożymy kolejną jej warstwę, makijaż będzie tak trwały, że utrzyma się nawet przez cały wieczór. Jest idealnie matowa, nie kruszy się, ma głęboki kolor. Poza tym jest łatwa w aplikacji (nakładam ją pędzelkiem do ust) i wyjątkowo łatwo się wyciera po nałożeniu poza kontur ust. Ale uwaga: poprawki ­trzeba wykonywać błyskawicznie, najlepiej patyczkiem kosmetycznym zanurzonym w płynie micelarnym.

3. MARIANNA YURKIEWICZ - ulubiona pomadka do ust
Testuję mnóstwo kosmetyków. Zawsze trzymałam się matowych kredek Nars czy płynnych Inglot. Dużo czasu zajmuje mi dobranie idealnego odcienia pomadki do mojej osobowości i charyzmy. Na szczęście z ratunkiem przybyła Rihanna. Ostatnio mój ulubiony produkt to czerwony Stunna Lip Paint jej marki Fenty Beauty. Najbardziej lubię go za matowe wykończenie, trwałość i oczywiście za kolor.

4. SYLWIA RAKOWSKA - ulubiona pomadka do ust
To najlepsza czerwień na świecie! Mam ją w każdej torebce. Dzięki niej w Nowym Jorku uniknęłam mandatu za przejście na czerwonym świetle. Zaczepiła mnie policjantka, która zamiast wlepić mi mandat, pochwaliła kolor mojej pomadki. Polecam ją klientkom, rodzinie i przyjaciółkom. Świetnie się trzyma, jest ­elegancka, a do tego ma niebieski pigment, który sprawia, że zęby wydają się bielsze niż są w rzeczywistości. By uzyskać bardziej transparentny efekt, wystarczy rozetrzeć ją na ustach patyczkiem do uszu.

5. ZOSIA KRASUSKA-KOPYT - ulubiona pomadka do ust
Najbardziej lubię połączenie ­balsamu i szminki. Prawie każda marka ma taki produkt. Ja używam Dolce & Gabbana w kolorze Domenica, bo ma kremową formułę, która imituje fakturę ust – nie są ani nadmiernie matowe, ani bardzo błyszczące. A do tego świetnie pielęgnuje.

6. PATRYCJA DOBRZENIECKA - ulubiona pomadka do ust
Dawno tak mi się nie spodobała żadna czerwona pomadka. Dior Ultra 999 ma piękny odcień, świetnie się zachowuje na ustach, nie zasycha, jest lekka, miękka. Nie jest matowa, tylko ma lekki połysk i piękny odcień czerwieni w stylu lat 90. Zresztą Dior zawsze słynął z pięknej czerwieni. Kiedyś czerwona szminka wymagała odwagi, uchodziła za wyzywającą. Dziś świetnie wygląda np. do białej koszuli i nadaje się na co dzień.

7. MAGDA ATKINS - ulubiona pomadka do ust
Wybieram Bobbi Brown, bo jest tak intensywnie napigmentowana, że jedna warstwa koloru wystarcza, żeby uzyskać mocne krycie. Ponadto nadaje piękne matowe wykończenie, a przy tym nie wysusza ust. A tego dziś kobiety oczekują od szminek. Najbardziej lubię czerwienie z tej gamy, ale wszystkie odcienie są piękne.