Przyznam, że przeglądanie wiosennych pokazów tym razem nie należało do najbardziej ekscytujących czynności. Ale gdy po raz enty wpadł mi w oko look z wyeksponowanym stanikiem, pomyślałem, że jednak za szybko spisałem ten sezon na straty. W końcu odsłanianie bielizny wymaga pewności siebie i polotu. Bo owa bielizna nie wystaje prowokacyjnie spod koszuli w męskim stylu, nie prześwituje dyskretnie przez tiulową bluzkę ani nie jest sportowym crop topem (topem odsłaniającym brzuch). Stanik jest stanikiem i widać go jak na dłoni. Nic go nie zasłania. Przynajmniej od pasa w górę. Za to od pasa w dół towarzyszy szortom, spódnicom maksi, trapezowym mini i dżinsom. Wspaniale, ale czy to oznacza, że wkrótce tak ubrane będziecie chodzić na co dzień? Nie wiem jak żeńska część populacji, ale męska z pewnością będzie zachwycona.

Zabawa w pokazywanie bielizny już jakiś czas temu spodobała się kreatorom mody. Zaczęło się od powrotu do gorsetów, które zapinano na T-shirtach, koszulach, a nawet marynarkach. Mówiło się, że to nowy symbol feminizmu – fason, który kiedyś krępował kobiety i służył podkreśleniu ich talii, teraz ma zadanie czysto wizualne i propagandowe. Dlatego nie ukrywamy go pod sukienkami, tylko obnosimy się z nim. Z pewnością mało to wygodne, ale rozumiem ten zabieg. Potem nastała moda na bieliźniane halki w roli sukienek na co dzień. Ktoś powiedziałby, że to nic niezwykłego, przecież już ćwierć wieku temu ubierały się tak Kate Moss i Naomi Campbell. Prawda. Tylko wtedy nosiły się w ten sposób jedynie celebrytki. Do głowy by nie przyszło zwykłej śmiertelniczce pójść w halce do pracy. A tymczasem ostatniego lata slip dress opanowała metro, tramwaje, kawiarnie i kluby.W asyście koszyka z rafii i klapek z futerkiem była dosłownie wszędzie. A liczby nie kłamią.

W obecnym sezonie na wybiegach pojawiło się 360 sylwetek z wyeksponowaną bielizną. Dwa lata wcześniej – o ponad jedną trzecią mniej. Rynek bielizny w Europie co roku powiększa się o ponad 8 proc. i takie są prognozy na przyszły. To oczywiste, że kobiety przykładają do bielizny coraz większą uwagę. Noszenie jej stało się ważne także poza sypialnią. Dowód? Pod instagramowym hashtagiem #underwearasouterwear (idea noszenia bielizny w widoczny sposób) znajduje się ponad sto tysięcy postów. Może więc to social media skłoniły projektantów do coraz odważniejszego patrzenia na kobiety? Na naszych internetowych kontach co dzień odzieramy się z prywatności, dlaczego więc mielibyśmy się krępować na co dzień, na ulicy? Może to Instagram, Facebook, Tik Tok sprawiają, że w modzie jest już coraz mniej miejsca na niedopowiedzenia?

Jak w każdym trendzie, tak i tu można doszukać się plusów. Może chodzi po prostu o wygodę? W końcu wkładając tylko stanik, zyskujecie na czasie, nie jest wam gorąco w upalne dni i nie musicie się zastanawiać, jaką wybrać bluzkę i z jaką marynarką to połączyć. Co więcej, ten trend to nie jest tania prowokacja. Staniki są bowiem zestawiane ze spódnicami, które nie mają kompletnie nic wspólnego z seksem. Przeciwnie, są raczej eleganckie i wyrafinowane. U Gucci – długie i skórzane, u Burberry – beżowe w typie safari, u Lanvin – delikatne i pudrowe, u Dolce & Gabbana – w klimacie retro, a u Givenchy – proste i skórzane. I jest coś jeszcze. Dla wszystkich wyżej wymienionych domów mody pracują… mężczyźni. I co wy na to? Włożycie te staniki czy znowu je spalicie?

Tekst: Marcin Świderek