Wiecie, jak wyglądałby western, gdyby dziś wyreżyserowała go Gosia Baczyńska? Goście jej wczorajszego pokazu mieli namacalny dowód na to, że byłby to obraz wyróżniony licznymi nagrodami. Baczyńska warszawski Hotel Bristol na chwilę zamieniła w plan zdjęciowy, w którym rozegrała się akcja rodem z Dzikiego Zachodu. Nie był to jednak western jakich wiele. Baczyńska dobrze wie, jak połączyć w jedną opowieść elementy z nieprzystających do siebie światów. Dziki Zachód, Europa Wschodnia, kosmos i paryska bohema. Mariaż ten złożył się na trzymającą w napięciu superprodukcję.

Projektantka zrezygnowała z klasycznego wybiegu. Akcja rozgrywała się na kilku planach jednocześnie. Część gości usadzono przy stolikach w sali, która na myśl przywodziła wnętrza kawiarni za czasów francuskiej belle époque, dobrze znane chociażby z obrazów Jeana Béraud. Część siedziała w pomieszczeniu, gdzie czerwoną podłogę pokryto perskim dywanem, a na środku rozłożono łoże z baldachimem na wzór XIX-wiecznych komnat. Na ścieżkę dźwiękową składały się klasyki country ze współczesnymi brzmieniami. Z głośników na przemian rozlegały się dźwięki takich utworów jak: "Magic Arrow" zespołu Timber Timbre, "Shake'n Stomp" Dicka Dale'a, "Enter Sandman" (Metallica), "Kujawiak the Fiend" Warsaw Village Bandu, a także, a raczej przede wszystkim, piosenki Johnny'ego Casha, które stanowiły element składowy rozesłanego wcześniej zaproszenia. Modelki nie przechadzały się "po prostu" - one grały. Oplatały się wokół rzeźbionych poręczy, teatralnie opadały na fotel i kręciły się na nim bez opamiętania.

Bronią w ręku Baczyńskiej jest jej umiejętność żonglowaniem nieprzystającymi do siebie estetykami. Oczywiste skojarzenia, elementy znaczone i symbole przetwarza w głowie wiele razy. I tak, zamiast klasycznych frędzli, pojawiły się u Baczyńskiej pierzaste chokery, a koronki zmieniły się w ciągnące się, oplatające wręcz ciała modelek, gęste pajęczyny. Symbole takie jak: gwiazda, kaktusy czy kajdanki namalowane zostały na jedwabnych piżamowych koszulach i orientalnych kimonach. I świetnie wyglądały w towarzystwie bardzo polskich ostów. Kowbojki? Baczyńska zastąpiła je wysokimi różowymi kozakami albo połyskującymi botkami na charakterystycznym dla niej rzeźbiarskim obcasie. A zamiast odznak przypięła modelkom złote guziki z głębokim reliefem. Wieczorowe suknie zgodnie z kanonem mody dziewiętnastowiecznej zyskały misterne hafty z dżetów i koralików, a płaszcze odszyto ze srebrnych żakardów. Jak na temat przewodni pokazu przystało, nie zabrakło w kolekcji Baczyńskiej denimu. Dżins projektantka potraktowała z przymrużeniem oka i nogawki eleganckich dzwonów z wysokim stanem asymetrycznie postrzępiła, oczywiście bardzo uważnie. Dżinsowe były na jej "wybiegu" także kuse szorty i odsłaniające brzuch crop topy zestawione z bolerkiem, wyglądającym na zrobione z atrybutu dawnych elegantek, czyli z boa.

Jak z przyszłości wyglądały trójwymiarowe lureksowe dzianiny, opalizująca plisowana suknia i błyszczące, nieco transparentne garnitury z cekinami umieszczonymi na delikatnej siatce. Z kolei śmietankowa suknia z laserowo wycinanymi aplikacjami i czarnym biżuteryjnym zdobieniem to kwintesencja stylu retro. Może dlatego wyglądała w niej świetnie sama Kate Middelton podczas ostatniej wizyty w Polsce. Wynik starcia epok? 1:1. Western Gosi Baczyńskiej, bez zaskoczenia, skończył się happy endem.

Agata Wojtczak

Gosia Baczyńska "Eastern Europe Goes Wild, Wild West" wiosna-lato 2018 - GALERIA>>