Dokładnie 20 lat temu ukazał się pierwszy numer polskiego ELLE. Dziś rodzina ELLE liczy 45 edycji, po które sięga 21 milionów kobiet na całym świecie. Z okazji naszych urodzin postanowiliśmy skontaktować się z redaktorkami zagranicznych wydań. Rozmawialiśmy z nimi o tym, kim są i jak żyją. Okazało się, że mimo różnic kulturowych wiele je łączy. Wszystkie są ciekawe świata, kochają modę, mają otwarty umysł i poczucie humoru. To po prostu fajne dziewczyny, z którymi chciałoby się zaprzyjaźnić.
Będąc członkiem networku, czyli wielkiej międzynarodowej rodziny ELLE, nie jest trudno do nich dotrzeć. Na mojego e-maila z propozycją rozmowy odpisują błyskawicznie. Najszybsza jest Emily Dougherty, szefowa działu urody amerykańskiego ELLE. Odpowiedź od niej dostaję o 11.

Szybka kalkulacja – w Nowym Jorku jest teraz piąta rano! O tym, że Emily jest rannym ptaszkiem, przekonuję się znów, gdy umawia się ze mną na Skypie o 6.30 czasu nowojorskiego. W trakcie rozmowy cały czas towarzyszy nam jej czarny kot Ed. Norweżka Petra woli porozmawiać telefonicznie w czasie przerwy na lunch. Z Patricią z ELLE International „widzę się” w sobotę. – W biurze nie możemy korzystać ze Skype’a, a po pracy zajmuję się swoim synkiem Santiago. Ma 14 miesięcy i ciągle płacze, więc muszę nosić go na rękach – tłumaczy. Koreanka Julia i Australijka Justine pytają, czy mogą odpowiedzieć mi e-mailowo. Raz, że różnica czasu, dwa – obie są naczelnymi i właśnie zamykają numer. Niechętnie, ale się zgadzam, bo u nas też zbliża się dzień wysyłki, czyli godzina „zero”.

PRACA MARZEŃ
Wszystkie zgodnie przyznają, że praca w ELLE to spełnienie ich marzeń. Naczelna australijskiej edycji Justine Cullen po raz pierwszy trafiła do ELLE na staż, gdy miała 14 lat. Od dziecka był to jej ukochany tytuł. Niestety, w 2002 roku został zamknięty. 10 lat później, gdy była redaktorką najlepiej sprzedającego się w Australii magazynu „Shop”, dowiedziała się, że jej wydawnictwo postanowiło wznowić ELLE na rynku australijskim. Rekrutacja trwała dwa lata. Justine miała 36 lat, gdy została redaktor naczelną.

Dla 41-letniej Emily Dougherty praca w ELLE była kolejnym szczeblem kariery. Zaczynała w magazynie „Mademoiselle” u jednej z najbardziej znanych amerykańskich dziennikarek urodowych Felicii Milewicz, z pochodzenia Polki. – Nie wiedziałam nawet, że istnieje taki zawód. Nie jestem maniaczką kosmetyków, bardziej mnie ciekawi,dlaczego kobiety sięgają akurat po ten krem – tłumaczy. Mało jednak brakowało, a zostałaby wykładowcą na uniwersytecie. Ukończyła literaturoznawstwo na Yale, bo bohater jej ulubionego serialu studiował na tej uczelni. – Interesowali mnie poeci dekadenccy, zwłaszcza Baudelaire i to, jak jego styl ubierania wpłynął na to, co tworzył. W czasie studiów w końcu poczuła, że jest kobietą, zainteresowała się gender i feminizmem. – Dorastałam w małym miasteczku na zachodzie USA, gdzie trzeba było jechać 10 godzin do najbliższego miasta, aby kupić sukienkę na bal maturalny. Świat znany z kolorowych magazynów był mi zupełnie obcy.

Szefowa działu mody norweskiego ELLE Petra Middelthon (42 lata) trafiła do magazynu przypadkiem. – Pojechałam do Paryża uczyć się francuskiego. Miałam wtedy 18 lat. Żeby zarobić, zatrudniłam się jako niania. Trafiłam do domu znanej stylistki Nicoletty Santoro i jej męża, fotografa Maxa Vadukula. Oboje robili wtedy sesje dla włoskiego i francuskiego „Vogue’a”. Pokazali mi, na czym polega ta branża. Spodobało mi się – opowiada. Kolejnym przystankiem był Nowy Jork, gdzie przez trzy lata uczyła się w Fashion Institute of Technology. Tworzyła też kostiumy teatralne i pracowała przy teledyskach niszowych zespołów. W końcu zdecydowała się na powrót do Europy. Przygodę z ELLE zaczęła jako freelancerka w Paryżu. – Pierwszą dużą sesję dla francuskiego wydania zrobiłam z aktorką Emmanuelle Béart. Siedem lat temu moja obecna redaktor naczelna Signy Fardal zadzwoniła i zapytała, czy nie chciałabym wrócić do Oslo i zostać szefową działu mody norweskiego ELLE.

Koordynatorka do spraw edytorskich w międzynarodowych edycjach Patricia Nagy-Travieso (36 lat) z ELLE jest związana od 15 lat. – Miałam 21 lat, mieszkałam w Nowym Jorku – wspomina. – Znajomy powiedział mi, że w wydawnictwie Hachette szukają osoby odpowiedzialnej za reklamę. Wcześniej Patricia chciała zostać psychiatrą dziecięcym, studiowała nawet wstęp do medycyny, ale miłość do fotografii okazała się silniejsza. – Od dziecka uwielbiam kolorowe magazyny. Zaczepiałam się w każdej studenckiej gazetce. Od 12 lat Patricia mieszka pod Paryżem. – Moja mama jest Niemką, ojciec Węgrem, który dorastał w Chile. Wychowałam się w USA, ale zawsze chciałam mieszkać w innym kraju. Kiedy miałam możliwość wyjazdu do Francji, od razu się zdecydowałam. Szukałam nowych bodźców, chciałam nauczyć się języka. Po półtora roku mówiłam płynnie po francusku.

Naczelna ELLE Korea Południowa Julia Kang zaczynała jako projektantka w lokalnej marce odzieżowej. Po kilku latach rzuciła pracę i wyjechała do Londynu studiować stylizację i fotografię. – Po powrocie trafiłam do „Harper’s Baazar”, gdzie zostałam szefową działu mody. 11 lat temu poprzednia redaktor naczelna ELLE zaproponowała mi pracę. W 2010 roku zajęłam jej stanowisko.