W kinie Luna jest tłoczno i panuje atmosfera ekscytacji. Nikt nie przyszedł tu jednak, żeby zobaczyć premierę filmową. Raz na kilka miesięcy, na jeden weekendowy dzień wnętrze kultowego warszawskiego kina staje się bazarem mody vintage. Wieszaki uginają się od kolejnych epok w historii ubioru XX wieku. Każdy wystawca to nieco inny styl. Wrocławska Cindy to lata 90., Cukier Puder wyróżnia się retrookularami. Możesz wrócić do domu z butami z lat 60., kapeluszem z lat 40. albo marmurkowymi dżinsami z lat 90. W poszukiwaniu ubrań sklepy i kolekcjonerzy przeczesują strony internetowe, prywatne szafy, lumpeksy. – Te ostatnie coraz rzadziej, bo coraz mniej jest tam naprawdę starych ubrań, a coraz więcej szybkiej mody sprzed kilku lat – mówi Agnieszka Pawliczak ze sklepu Cukier Puder. Widzi jednak, że rynek się rozrasta. Niedawno wraz z wspólniczką wystawiały się na Marché de La Mode Vintage w Lyonie – największych targach vintage na świecie, gdzie w wielkiej hali tłoczyło się ponad 200 wystawców. Wygląda to trochę jak tydzień mody, trochę jak wesołe miasteczko w stylu retro. Są pokazy mody, koncerty, prezentacje starych samochodów. 

Rzemiosło i projekt
Vintage to nie tylko wybór estetyki starego świata. Dzisiaj to przede wszystkim deklaracja troski o przyszłość planety. To już nie tylko nostalgia, to awangarda odpowiedzialnej zmiany w modzie. – Działamy już osiem lat – opowiada Agnieszka. –  Przez ten czas rynek się zmienił. Coraz więcej kobiet kupuje stare ubrania, bo tylko ten zasób odzieżowy wydaje im się do przyjęcia etycznie. Kiedyś vintage to był snobizm: Louis Vuitton, Prada, niebotyczne ceny. Teraz wybór jest bardziej zróżnicowany, podobnie jak ceny – dodaje. Aleksandra Olejniczak z retromania.pl stawia na zaspokajanie potrzeb klientów: wyszukuje to, o co pytają. Zależy jej, by nie kupowali tych samych rzeczy w sieciówkach. Co ciekawe, w internetowych sklepach vintage klienci praktycznie nie zwracają zakupów, podczas gdy w sklepach typu Zalando wprowadzono ograniczenia dla tych, którzy zwracają zbyt często. Vintage zachęca do konsumenckiej uważności. Reprezentuje to, co w modzie z przeszłości powinniśmy ponieść w przyszłość: rzemiosło, jakość, ponadczasowy projekt. Ubrania vintage przetrwają nie sezon czy dwa, ale dekady. Odpowiednio zadbane mogą być przekazywane kolejnemu pokoleniu. Sama noszę spódnicę bananową ze sztruksu z czasów młodości swojej mamy i koronkową sukienkę z jej ślubu cywilnego. A po babci mam torebkę z lat 50., kapelusze, berety i koszule nocne do ziemi. To moje ukochane ciuchy, bo niosą historię i świadectwo, że – choć dziś wydaje się to niewyobrażalne – moda kiedyś nie opierała się na niskiej cenie, szybkich zmianach trendów i łatwej dostępności, lecz na tym, że kupujemy niewiele, za to z namysłem i dbamy o ubranie. Kupowanie vintage uczy szacunku do przedmiotów. Takie myślenie przekłada się potem na inne dziedziny życia. 

Butiki z misją
Takie targi jak Vintage Day w Warszawie odbywają się co kilka miesięcy w większych polskich miastach, najczęściej wraz ze zmianą sezonu. Ale vintage pojawia się też na różnych bazarach, także tych osiedlowych, festiwalach slow fashion i odpowiedzialnej mody, u polskich projektantów, na targach rzemiosła i w setkach pop-upów. Jednym z moich ulubionych jest Obcy w Mojej Szafie, krakowski latający butik vintage wymyślony przez Agnieszkę Zieleziecką. Rzeczy od niej można znaleźć w stylowych krakowskich miejscówkach, jak sklep z kosmetykami Jeju czy kawiarnia Hevre. Postawiła na autorskość – ubrania gromadzi od przyjaciółek i zgodnie ze swoim gustem. Od podobnego kameralnego konceptu zaczynała Justyna Konczewska, która prowadzi butik Crush na warszawskim Mokotowie. – Zaczęło się od wymianek z przyjaciółkami. Potem powstał profil na Instagramie. Z czasem charakterystyczne różowe tło stało się rozpoznawalne, a latem ubiegłego roku otworzyłam wakacyjny pop-up. Zainteresowanie było tak duże, że zdecydowałam się zostać na stałe – opowiada. Crushowi najbliżej do paryskich dépôt-vente (od słowa „depozyt”) – możesz tu nie tylko kupować, lecz także wstawiać rzeczy. I nie tylko vintage, ale też nowe. Kiedy byłam w Katowicach, zakochałam się w Sue Ryder – sklepie charytatywnym, który wygląda jak luksusowy butik. Kupując tam, robisz dobrze nie tylko swojej szafie, wspierasz też działania Fundacji Sue Ryder, pomagającej starszym osobom. Ostatnio największym zainteresowaniem cieszy się właśnie sekcja mody vintage: skórzane płaszcze z lat 70., jedwabne koszule i dodatki takie jak kolorowe klipsy. W Poznaniu zawsze muszę wejść do NooNah Łukasza Łosiewicza. Ten vintage to niemal concept store z jednymi z najpiękniejszych witryn, jakie widziałam. Stylizacja, scenografia, wszystko opracowane jak kadr z filmu. Nic dziwnego – Łukasz pracował kiedyś jako visual merchandiser. 

Kupuj dla planety
Jeśli nie jest ci po drodze do butiku stacjonarnego, całą dobę możesz szukać vintage w internecie. Od wielkich agregatów, jak eBay, Etsy, Allegro czy Asos, po to bardziej wyspecjalizowane, skupione na określonych produktach, jak Brag Vintage czy Beyond Retro. Beyond Retro to w świecie vintage prawdziwa legenda. Kiedyś pojedynczy butik we wschodnim Londynie, dziś brytyjsko-szwedzka sieć sklepów i platforma online. W zeszłym roku udało im się znaleźć dom dla 90 milionów części garderoby. Po angielsku brzmi to „re-home”, tak jak „recycle”. O ubraniach mówią, że ratują je przed śmietniskiem. Ich marzenie to dobić do 10 miliardów uratowanych ubrań rocznie, bo w samej tylko Wielkiej Brytanii kilkadziesiąt miliardów rocznie trafia do kosza. Jeśli masz słabość do ciuchów outdoorowych, świetnym rozwiązaniem jest kolekcja worn wear Patagonii. Na ich stronie znajdziesz ubrania, które oddali klienci, a także odzyskane rzeczy z magazynów marki. Niestety, wysyłka na razie obejmuje tylko Stany Zjednoczone. Ale na szczęście ubrania vintage marki można też znaleźć na innych portalach. Vintage to domena ludzi, którzy w modzie chcą widzieć zapis historii świata i narzędzie jego kształtowania. Specjaliści przyznają jednak, że oni też musieli dojrzeć do ekologicznej postawy. Bo o tym aspekcie jeszcze kilka lat temu się nie mówiło. Bardziej liczyły się: unikatowość, oryginalność, radość z upolowania czegoś szczególnego. Magdalena Wińska z butiku Safripsti przyznaje: – Dopiero dziś rozumiemy, że vintage to jedyny słuszny wybór dla nas i planety. Jeśli musisz kupować, kup stare. Wystarczy dla wszystkich. Modowa radość więc została, ale teraz nasza misja jest bardziej świadoma.

Sprawdzone adresy:

Kilo Shop, Paryż  
Trochę vintage, trochę lumpeks. Ubrania dzielą się na kilka kategorii oznaczonych kolorami, każdy to inna cena. Mekka sukienek boho. 

Rokit, Londyn
Nie sposób przegapić ten butik przy Brick Lane czy Camden. Vintage i vintage przerobione przez projektantów. Lepszych kurtek dżinsowych nie znajdziesz nigdzie.  

Sing Blackbird, Berlin
Sklep z vintage z górnej półki, wegańska kawiarnia, pokazy filmów, a czasem – zdecydowanie tańszy – flohmarkt.  

Cindy Vintage, Wrocław
Wszystko, co najlepsze z lat 80. i 90. Natalia Wychudzka, twórczyni Cindy, współorganizuje też Vintage Market w Surowcu oraz targi Vintage Lovers na Wyspie Tamka. Jej butik współpracuje 
z wrocławską wypożyczalnią, Biblioteką Ubrań – bo przecież nie wszystko trzeba od razu kupić.

Sue Ryder, Katowice 
Piękno i dobro. Przedmioty nowe i używane, praktycznei sentymentalne, perełki retro i znane marki. Uzyskany dochód z prowadzenia sklepu jest przekazywany na działania Fundacji Sue Ryder. 

Cukier Puder, Łódź i THJ koncept, Warszawa 
Zajrzycie do pracowni Agi i Kat na Kościuszki w Łodzi albo na Szpitalną w Warszawie. To miejsca-encyklopedie vintage. 

NooNah, Poznań 
Estetyczna frajda, doskonała atmosfera, prawdziwe cacuszka. Doskonały wybór męskich ubrań  – a to wszystko tuż przy poznańskim rynku. 

Między nami sklep, Warszawa
Przynależy do kultowej warszawskiej knajpy Między Nami. Działa na zasadzie komisu. Ubrania z metką najlepszych projektantów, akcesoria i piękne przedmioty do domu. Od topowych metek po skandynawskie.


Tekst Karolina Sulej