Dom Fridy Kahlo otwarty na zwiedzanie w Google Arts & Culture

Jaki piękny ten ogród, obsadzony meksykańską roślinnością, ozdobiony prekolumbijskimi rzeźbami. Patrzę na niego teraz, siedząc przed komputerem w moim mieszkaniu.Wy też możecie.  Właściciele tych rzeźb, malarze Frida Kahlo i Diego Rivera kolekcjonowali je latami. Były dla nich ważne, prawie najważniejsze, stały się ich pamięcią, pragnieniem, miłością.

Wyznawcy ideałów Rewolucji Meksykańskiej trwającej od 1910-1917 roku, podczas której walczono o „ziemię i wolność”, karmili się marksizmem i leninizmem, co wyczytać można z ich sztuki i co bywało kłopotliwe, szczególnie przy zleceniach pochodzących ze Stanów, od Forda czy Rockefellerów.

„Ci nieświadomi niczego kapitaliści, przeklęci gringos”, z pogardą rzucała Kahlo.

Nic dziwnego, bo przez silne uzależnienie władz Meksyku od amerykańskiej polityki (między innymi), chłopi i niższe warstwy społeczne były przez dziesiątki lat ciemiężone – a to przecież bezpośredni potomkowie ojców ziem meksykańskich, cywilizacji prekolumbijskich. To ważne, bo pozwala zrozumieć sztukę Fridy, jej tradycyjną garderobę, zainteresowania i przekonania. A nawet zadziorną niekonsekwencję, gdy zdradzała datę urodzin.

Frida, która przyszła na świat w 1907 roku, często bez mrugnięcia okiem utrzymywała, że był to jednak 1910. Gdy ktoś śmiał zwątpić, gotowa była tłuc szklanki, a nawet przyłożyć. Najczęściej większym od siebie, bo mierzyła niewiele ponad 150 centymetrów. 1910. Data rozpoczęcia rewolucji. Ale przecież Fridzie wolno. Tak naprawdę niezależnie od roku, narodziła się prawdziwa rewolucjonistka. Rewolucjonistka z Niebieskiego Domu. 

Getty Images

FRIDA KAHLO: BÓL OZŁOCONY

Walką i rewolucją było całe jej życie – jako 6-latka cierpiała na polio, co zniekształciło w efekcie jej prawą nogę. To nic, radziła sobie, obcas w jednym bucie był zawsze o kilka centymetrów wyższy, a widoczną szczupłość ukrywało kilka warstw podkolanówek. Była łobuzem, nie do poskromienia. Aż do pełnoletniości. Wtedy, wracając ze szkoły autobusem, zdarzył się wypadek, który świadkowie opisali tak, jak Julie Taymor zobrazowała w swoim głośnym filmie „Frida” z 2002 roku. Gdy wagon trolejbusu uderzył w autokar, którym jechała Frida, właściwie go zmiażdżył. Siła uderzenia zerwała z Fridy ubranie, a dziewczyna leżała naga, obsypana złotym pyłem, należącym pewnie do jednego z pasażerów. Świadkowie twierdzili, że tragiczny widok był niezwykle malarski. Diagnoza medyczna już mniej. Połamany kręgosłup, stopa, obojczyk, miednica. Przebite prętem podbrzusze. Ktoś chciał pomóc, ktoś pociągnął za pręt. Złota Frida przeżyła i to. Znów wylądowała w domu rodzinnym – przykuta do łóżka. Ale wstała. 

Kilka lat wcześniej podglądała przy pracy w konserwatorium słynnego malarza muralistę, kobieciarza, wybitnego artystę Diego Riverę. Teraz postanowiła go uwieść. Okazało się to dla niej dość proste. Nie krępował jej. Żeby uśmierzyć ból po wypadku, zaczęła malować. I pierwszy autoportret, inspirowany Botticellim, pokazała Riverze, pytając, czy jest sens, by dalej malowała. Coś z tego będzie? – zapytała. Maluj dalej – odpowiedział starszy o 21 lat mistrz-lekkoduch. Ślub odbył się niedługo potem – a jakże – w Niebieskim Domu, co słynnie skomentowała matka Kahlo: „gołąbeczka poślubiła ropuchę”. Te słowa tak rozbawiły artystkę, że przez resztę życia nazywała ukochanego „swoją ropuchą”. Fizyczne podobieństwo bywało czasami rzeczywiście uderzające.

DOM OTWARTY

Choć po ślubie podróżowali po świecie, a nawet wybudowali własne pracownie, w których mieszkali, w końcu Frida zdecydowała, że wraca z mężem do domu rodzinnego. Tu próbowała wstać po kolejnych operacjach (łącznie było ich ponad 30), tu malowała najważniejsze autoportrety. Tu urządzała podszyte polityką spotkania przeradzające się w przyjęcia ze śpiewem „Międzynarodówki” przechodzącej płynnie w folkową pieśń „La Llorona” (Płaczka – tłum.) i w końcu tu gościła zbiega politycznego Lwa Trockiego, swojego mistrza, którego na złość niewiernemu mężowi sama postanowiła uwieść. Wtedy też, po kilku zamachach na życie Rosjanina zleconych przez Stalina, Kahlo zdecydowała się zamurować frontowe okna domu, a do tego wznieść mur.

Trocki sypiał w pokoju Diega, tuż obok jadalni (lokalizacja nieprzypadkowa). Łóżko zdaje się wygodne, wciąż nakryte narzutą z ręcznie plecioną koronką. Na ścianie informacja, którą dzięki Google Arts & Culture możemy odczytać: „Sypialnia Rivery, w której mieszkał przez jakiś czas Trocki”. Więc to tu sypiała z Trockim Frida? Możliwe, bo ani słowa o żonie Rosjanina – Natalii Siedowej tu nie znajdziemy… Jeśli więc to prawda, Frida zadawała okrutny cios. Zdrada. I to w łóżku Diega. Dom był więc też jej zbroją i orężem. 

Getty Images

OPOWIEŚĆ O KOLORACH

Ten dom – przez kolor ścian nazywany powszechnie niebieskim – został wybudowany w początkach XX wieku, kilka lat przed narodzinami Fridy. Wtedy jego ściany były jeszcze bielone, a Guillermo Kahlo, ojciec Fridy, zachwycał się jego bryłą i oknami zapraszającymi do wewnątrz światło – wiedział, jak na niego patrzeć, fotografował architekturę. Rozpisany na planie litery L w charakterystycznym stylu kolonialnym, opisany jest wokół niewielkiego patio, na które widok mają wszystkie pokoje. 

To przedłużenie Fridy – świadek jej narodzin, chorób, rekonwalescencji, rozpaczy, radości, bólu i miłości. Dzięki Google Arts & Culture możemy odbyć po nim wirtualną wycieczkę i w kilka sekund znaleźć się w meksykańskim Coyoacán oddalonym około 10 tysięcy kilometrów od Polski. 

Wystarczy przekroczyć próg Casa Azul, by zrozumieć zawiłą relację między tym domem, Kahlo i jej pracami. Bo gdziekolwiek nie pomieszkiwała, zawsze tu wracała. Niebieski dom oczywiście z czasem rozbudowywano, żeby znaleźć przestrzeń do pracy dwójki artystów, pomieścić ich rozbuchane ego i wyhamować porywcze charaktery. Powiększono też ogród, w którym żyły zwierzęta – słynne sarenka Granizo, małpki, papugi, kury, orlica, psy. Ze wszystkimi malarka chętnie się fotografowała. I one w tym domu pozostały na zawsze, w swoim ogrodzie. 

Casa Azul, pierwotnie wybudowana na przedmieściach miasta Meksyk, dziś znajduje się w zamożnej okolicy, na ulicy Londres 247. Czas zatrzymał się tam po śmierci Fridy w 1954 roku. Diego czcił swoją żonę, nie pozwolił dotknąć w domu niczego. Dlatego zaglądając do jej pracowni, widzimy brudne pędzle i niedokończone obrazy, sztalugę – podarunek od Nelsona Rockefellera. Przechodząc przez wąski korytarz, w stronę jej sypialni, mijamy łóżko – to słynne łóżko dzienne z baldachimem, do którego spodu przymocowano ogromne lustro, żeby Frida mogła przyglądać się sobie podczas sesji malarskich w czasie, gdy nie mogła się już z niego podnieść.

W końcu trafiamy do sypialni. Tam historia się powtarza – stoi wygodne, duże łoże nocne z baldachimem i lustrem, gramofon, portrety Diega i prekolumbijska urna, w której złożono prochy malarki. Bo przecież Frida zawsze do tego domu wracała. Urna jest w kształcie… żaby. Z uniesioną brwią. 500-letnia. Ulubiona z kolekcji Diega. Być może przypominała mu ślub z młodziutką Fridą i głośny zawód jej matki: „gołąbeczka poślubiła ropuchę”. Gdy się o tym myśli, słychać śmiech Fridy. Właśnie w tym pokoju. 

Pracownia i sypialnia to tylko dwa pokoje z wielu, ale nie można się z nich ruszyć. Obserwacja każdego drobiazgu, możliwość zbliżenia kłuje w brzuchu. Przyjemnie. Wszystko, co Frida zostawiła jest tu.

DOM, KTÓRY ŻYJE

Casa Azul to dom, który żyje. Głośno. Tak głośno jak żyła Frida obwieszona dźwięczącymi błyskotkami i zakamuflowana za kolorami. Bywali w nim najwięksi, bo z największymi przyjaźnili się Frida i Diego – wspomniany już Trocki, Henry Moore, Isamu Noguchi czy André Breton. Ten ostatni, nazywany papieżem surrealizmu długo przekonywał Kahlo, że jest doskonałą reprezentantką nurtu. Znużona odpowiedziała mu: „wszyscy powtarzają mi, że jestem surrealistką. Ale ja nie maluję snów czy koszmarów. Maluję swoją rzeczywistość”. Ostra jak brzytwa inteligencja Kahlo pozwalała jej na długie dysputy z myślicielami epoki. Lubiła to. Szczególnie w swoim domu. 

I szczególnie w kuchni i jadalni – to kolejne miejsca, którym warto się przyjrzeć, pozostawione tak, jak zostawiła je Frida. Choć już w tym czasie używano kuchenek gazowych, Frida zdecydowała się zachować kuchnię składając hołd kulturze meksykańskiej – jej części gastronomicznej. Paliła więc drewnem w dużym piecu kaflowym, przygotowując meksykańskie tortille. Otoczona żółciami i błękitami. 

W domu jest też mnóstwo ważnych dzieł Fridy – m.in. „Viva la vida”, „El retrato de mi padre Guillermo Kahlo” czy „Frida y la cesárea”. Ale też ważnych dla niej rzeczy, jak garderoba, sztywne, niewygodne gorsety, często przez nią zamalowywane, szczególnie sierpem i młotem. I mnóstwo książek. 

NIEBIESKI DOM DUCHÓW

Casa Azul stał się Fridy więzieniem i rajem. Wolą życia i złotą klatką. Przestrzenią, w której czuła się bezpiecznie, bo była jej. Dostosowana do ułomności i sprawności. Muzeum przodków (matka Fridy była Metyską) i muzeum sztuki współczesnej, ubranym w kolor, historię, seksualność. Dom przedmiotami toczy opowieść: wózkiem, kulami, gorsetami, folkowymi dziełami, sztalugami, barwnymi misami, zapiskami, obrazami, kolorami, roślinnością, kaflami, figurami Judasza zrobionymi z papier-mâché, posągami z czasów prekolumbijskich, w których zastygły dzieje Azteków, Olmeków i Tolteków. Opowieść toczy też duchami: Fridy i Diega, ale też rodziny malarki, jej przyjaciół, kochanków, artystów, działaczy socjalistycznych, aktorów, fotografów, pisarzy, myślicieli, filozofów, muzyków… I ukochanych zwierząt.

Niebieski Dom Fridy, tak ważny dla niej i dla jej twórczości, to niejedyna rzecz związana z meksykańską artystką, którą możemy obejrzeć wchodząc na Google Arts & Culture. Platforma udostępniła właśnie niemal wszystkie obrazy Kahlo w potężnej rozdzielczości. To kolejna mapa do poznania Meksykanki jeszcze bliżej, centymetr po centymetrze. Zostając w domu, warto więc wybrać się na fantastyczną wyprawę po Meksyku, zaczynając od Niebieskiego Domu, a kończąc na wszystkich tych miejscach, po których przewodnikiem będzie każde pociągnięcie pędzla Fridy Kahlo.