Resztki z talerza high fashion

Aż 1/3 produkowanej co roku żywności trafia na śmietnik, a liczby świadczące o marnotrawstwie są zatrważające: często osiągają wysokość nawet 1.3 miliarda ton. Nie wszystko da się uratować i przekazać dalej, tak jak w przypadku niesprzedanych posiłków w hotelach i restauracjach czy przekazywania posiłków na facebookowych grupach zero waste. Pozostają zawsze odpady z przygotowywania potraw, przeterminowane jedzenie, skórki owoców.

Branża mody, przy pomocy między innymi naukowców i mikrobiologów, znalazła jednak rozwiązanie, które pozwoli walczyć z marnotrawieniem i przywrócić popularność włókien naturalnych (dziś to tylko 35% produkowanych ubrań, przy czym w latach 60. ten współczynnik wynosił aż 97%). 

Mówi się, że jesteśmy tym co jemy. A co, jeśli tę tezę zmiksujemy z przekonaniem, że ubrania mówią dużo o nas samych? Droga z talerza do szafy jest dziś bardzo krótka, bo w modzie od kilku sezonów debiutuje nowa tendencja: food waste fashion. To ubrania, które na trasie powstawania, między szkicowaniem sylwetki a wypuszczeniem jej ze szwalni, mają jeszcze jeden przystanek - laboratorium. Tam specjaliści z resztek jedzenia wytwarzają materiały, które już w tym momencie trafiają do sklepów i zmieniają obliczę mody. Oraz ratują środowisko, ale to chyba oczywiste.

Jak jeść "zero waste"?>>

Ubranie numer 1: wystudzona herbata 

Jeśli przed wyjazdem na ostatni długi weekend zdarzyło Wam się przez przypadek zostawić na stoliku w domu kubek z resztką zielonej herbaty, musicie wiedzieć, że prawie udało Wam się wyhodować w nim bluzkę. Mówiąc poważnie: gdyby dodać do naparu cukier, drożdże i bakterie wytwarzające celulozę, tak jak zrobiła to Suzanne Lee, powstałby nowy rodzaj skóry - BioCouture. Materiał wytwarza się sam po ostawieniu takiej herbacianej mieszanki na kilkanaście dni. Później wystarczy tylko opłukać tworzywo, wysuszyć je i wyprawić. Twórczyni tego materiału podkreśla jednak, że póki co BioCouture wymaga dopracowania i jest półprzezroczysty, ale ma w planach próby farbowania go przyprawą curry i jagodami. 

Ubranie numer 2: pancerz krewetki

W zeszłym roku tylko w samej Francji na talerzach wylądowały 42 tony krewetek. To ogromna liczba, szczególnie jeśli pomyślimy o tym, ile pancerzy zostało potem wyrzuconych do śmieci. Przed takim losem ratują je naukowcy z Uniwersytetu Harvarda, którzy stworzyli projekt o wdzięcznej nazwie: Shrilk. Materiał opracowany przez badaczy powstaje z odpadów po produkcji potraw z krewetek. Jest przezroczysty i lekki, ale mocny jak aluminium, a jego cechy można dowolnie modyfikować - tak, by był sztywny lub elastyczny. Niektórzy prognozują też, że znajdzie swoje zastosowanie również w medycynie.

Ubranie numer 3: liście ananasa

Pinatex to materiał, który już kilka lat temu zdobył dobrą sławę i to najbardziej popularny przykład food waste fashion. Powstaje z resztek ananasów - dokładnie z liści, które za każdym razem odcina się od owocu. Ten zaskakujący materiał przedstawiła branży mody doktor Carmen Hijosa, która podczas podróży na Filipiny zachwyciła się tradycyjnymi ślubnymi koszulami Barong Tagalog. Po krótkiej rozmowie z lokalsami okazało się, że delikatne białe bluzki Filipińczycy tworzą z przetworzonych ananasowych odpadów. Badaczka zainspirowała się tym odkryciem i po powrocie do Hiszpanii rozpoczęła prace nad tworzeniem własnego materiału, bazującym na zdobytej w Azji wiedzy. Pinatex jest elastyczny i podobny do skóry naturalnej, a do tego nie potrzebuje żadnych domieszek. Już teraz w niektórych miejscach można kupić rzeczy powstałe z tego materiału - obuwie, sukienki, dodatki i torebki. Projektem zainteresowały się między innymi Puma i Apple.

Jak zarabiać na swoich starych ubraniach?>>

Ubranie numer 4: zsiadłe mleko

Qmilk to delikatny materiał, który w wyglądzie i dotyku przypomina jedwab. Jak jednak wskazuje nazwa - powstaje z mleka, dokładniej z tego kwaśnego. Wynalazła go niemiecka mikrobiolog Anke Domaske, która po długich poszukiwaniach antyalergicznych tkanin, odpowiednich dla skóry jej schorowanego ojca, zrezygnowana postanowiła stworzyć własny materiał. Po miesiącach spędzonych w laboratorium na żmudnych eksperymentach Domaske pokazała światu Qmilk. Jest delikatny oraz w pełni odnawialny i, oczywiście, nie uczula.

Ubranie numer 5: skórka po bananie

Luźne sukienki w drobny wzór, spodnie i kombinezony w stylu boho, bluzki idealne na tropikalną wyspę - wizualnie ubrania Milo + Nicki nie wychodzą przed szereg i idealnie odpowiadają obecnym trendom. Jej założycielkom bliska jest zrównoważona moda, dlatego ich ubrania można nosić na kilka sposobów (tak, by pobudzały kreatywność i zniechęcały di kupowania kolejnych rzeczy), a do tego wszystkie sprzedawane przez markę rzeczy powstały z przetworzonych włókien bananowych

Ubranie numer 6: resztki pomarańczy

Każdego roku we Włoszech trafia na śmietnik 700 000 ton skórki pomarańczowej, ale jest duża szansa, że Adriana Santanocito i Enrica Arena zmienią ten stan rzeczy. Badaczki, współpracując z Politechniką Mediolańską, wynalazły możliwość wytwarzania tkanin z włókien pomarańczy, którą nazwały Orange Fiber Fabrics. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że po przetworzeniu te pozostałości po cytrusach są cienkie i mocne jak jedwab, dzięki czemu świetnie nadają się do produkcji luksusowych ubrań. Ich pomysł wykorzystywany już był przez marki high fashion, w tym włoski dom mody Salvatore Ferragamo

Ubranie numer 7: obierki z jabłek

Przetworzone skórki po jabłkach sprawiają, że wegańska skóra z plastiku w końcu ma godny substytut, przy tworzeniu którego nie tylko są wykorzystane odpady, ale też jego popularność znacznie zmniejszy użycie plastiku w modzie. Jest jednak jeden haczyk: jabłka zamieniane w "skórę" powinny być dobrej jakości - tylko wtedy materiał będzie trwały, oddychający i odporny na promieniowanie UV. Z tego rozwiązania korzysta już marka luksusowego wegańskiego obuwia: Veerah. W jej ofercie znajdziecie buty na obcasie wyprodukowane ze skóry z jabłek. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez VEERAH (@veerahofficial) Wrz 20, 2019 o 11:56 PDT

Ubranie numer 8: odpady zmieszane

Daleko od skonkretyzowanych wynalazków jest Agraloop, chociaż jego działanie jest proste: to startup, który zamienia roślinne odpady spożywcze w naturalne włókna, z których następnie szyte są ubrania. Firma używa do tego jednak różnych surowców, między innymi oleju z nasion konopi, oleju lnianego, słomy ryżowej, liści ananasa, pozostałości trzciny cukrowej i nie skupia się tylko na jednym rodzaju odpadu. Jej zespół działa na dość wczesnym etapie produkcji żywności i traktuje resztki jako duże zasoby włókien, które można ponownie wykorzystać. Jak podkreślają założyciele, tylko sześć upraw może daje rocznie aż 250 milionów ton błonnika, który nie jest przetwarzany - a może być. Sięgają więc po tropikalne uprawy i "zbierają" odpady, które skutecznie wykorzystują ponownie, ratując je przed wypalaniem, gniciem i przerzucaniem na góry śmieci. Projekt w ubiegłym roku zdobył główne wyróżnienie na organizowanym przez H&M Global Change Award i otrzymał dotację w wysokości 350 000 dolarów na swoje działania. Food waste fashion w wykonaniu Agraloop spokojnie może posłużyć za szafę kapsułową, bo szeroki zakres materiałów pozwala im na tworzenie dość zróżnicowanych elementów garderoby.

Zaskoczeni, jak blisko jest z talerza do gotowego ubrania? Food waste fashion to nie tylko chwilowy trend, ale konieczna przyszłość mody, która pozwoli na zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza, odgracenie świata i przyniesienie ulgi środowiku, a przy tym sprawi, że nasze ubrania będą nadawać się do recyklingu i biodegradacji.