Julie Ledbetter to "zwykła dziewczyna", która prowadzi inspirującego fit bloga. Na Instagramie (@juliealedbetter) ma aż 91,5 tysięcy followersów! Jednak wysoka liczba obserwatorów to nie zasługa sylwetki w typiesuper skinny, jakie codziennie wyskakują w naszym feedzie. Przeciwnie, choć jej ciało jest wysportowane, fitnesska nie dąży do osiągnięcia ideału. Taką drogę ma już za sobą i, jak sama mówi, nie chciałaby powtórzyć przebytej katorgi. Bo tym właśnie było dla niej życie w stylu fit - restrykcyjną dietą, ciągłym stawaniem na wadze oraz robieniem dobrej miny do złej gry.

#BoPo - czego uczy globalna akcja na Instagramie?

Jak większość dziewczyn, Julie publikowała w Internecie zdjęcia "przed" i "po", wciągając brzuch do #healthyselfie w lustrze. Z miesiąca na miesiąc znikała w oczach, podkręcając efekt wysmuklonej figury solidną warstwą samoopalacza. Dużo trenowała, cięła kalorie, unikała spotkań z przyjaciółmi i rodziną - sytuacji, które niosły ryzyko wybicia jej ze sportowej rutyny. Wolała ćwiczyć, niż fundować sobie relaks, przez co w rezultacie bywała przemęczona. A to sprawiało, że zamiast kochać swoje ciało, zaczynała coraz bardziej go nienawidzić. Aż w końcu powiedziała sobie "dość".  

Blogerka wie, że większość dziewczyn chcących schudnąć ma na swoim koncie podobne doświadczenia. Niestety, konsekwencją takich nawyków może być bulimia i anoreksja oraz poważne niedobory witamin. Julie postanowiła wstawiać na Instagram zdjęcia własnych metamorfoz. Na pierwszy rzut oka możecie pomyśleć, że są źle podpisane. Selfies "przed" prezentują super wyrzeźbione ciało, z pokaźnym sixpackiem i "odtłuszczonymi" udami. Jednak to fotografie "po" przedstawiają zdrowe oblicze, z którego dziewczyna jest najbardziej dumna. Jak tłumaczy:

"Dla mnie bikini body to sylwetka, którą mam cały rok. Taka figura nie jest efektem restrykcyjnej diety i odmawiania sobie przyjemności. Została uzyskana regularnymi ćwiczeniami pięć razy w tygodniu oraz weekendami przeznaczonymi na relaks. To ciało, które odpoczywa, je, żyje w harmonii." 

Po czym wskazuje na swoją nienaturalnie wyćwiczoną sylwetkę "przed" metamorfozą, do której dąży niejedna fitnesska:

"To nie jest bikini body. To coś nieosiągalnego - efekt, który można utrzymać tylko przez kilka tygodni. Dlaczego? Bo ciało obok miało w sobie zbyt mało tkanki tłuszczowej, a nie tak został stworzony mój organizm. Jestem dumna z tego, jak teraz wyglądam."

Perfekcyjne zdjęcia vs rzeczywistość - PRZECZYTAJ >>

Julie chce, aby wszystkie fit dziewczyny częściej słuchały swojego ciała i nie dały się katować dla chwilowej mody. Kobieca sylwetka nie może być całkowicie pozbawiona tłuszczu. Krągłości są w zgodzie z naszą naturą, a ich brak spowodowany usilnym odchudzaniem mocno odbija się na naszym zdrowiu. Nie da się przeżyć życia na niskokalorycznej diecie, która całkowicie eliminuje cukier i tłuszcz. Po czasie cierpi na tym psychika, uroda oraz narządy wewnętrzne, co prowadzi do poważnego uszczerbku na zdrowiu.

Mamy jedno ciało na całe życie - czy nie lepiej pokochać je takim, jakie jest? Warto pamiętać, że wysoko białkowa dieta i odżywki spalające tłuszcz dają tylko tymczasowy efekt. Lepiej maksymalnie wyrzeźbić sylwetkę za sprawą zrównoważonych treningów, połączonych ze zdrowym menu, opartym na warzywach, owocach, mięsie czy naturalnych tłuszczach. W fit rutynie zawsze znajdzie się miejsce na ukochany cheat meal- tak powinna wyglądać zdrowa równowaga!

Fit blogerka zmienia podejście do metamorfoz "przed" i "po" - ZDJĘCIA >>