A przecież miałeś być nauczycielem...
No tak, uczyłem się na nauczyciela. Byłem w studium nauczycielskim, ale po dwóch latach i napisaniu połowy pracy licencjackiej wymiękłem. Zaczęły się mocne objawy mojej choroby afektywnej dwubiegunowej i odpuściłem. Wtedy też podjąłem decyzję, że choćbym nie wiem w jak strasznej był sytuacji, będę robił własną muzykę. I zacząłem ten plan realizować. Pracowałem jako grafik, by mieć na przeżycie, a jednocześnie tworzyłem. Bywało ciężko. Dałem się nawet namówić koledze DJ-owi, by grać z nim na weselach. Czułem pogardę wobec samego siebie, a jednocześnie miałem wreszcie z czego żyć. To trwało 3 lata. Nie poddałem się i stworzyłem nowy projekt muzyczny, Xxanaxx. Usłyszał to znajomy i powiedział, że jest dziewczyna, występująca w X Factor, której wokal by niesamowicie pasował do mojej muzyki. Ten X Factor trochę mnie zniechęcał, bo nie chciałem znowu robić rzeczy tak bardzo komercyjnych, ale uznałem, że spróbuję. Wokal zawsze dobrze robi utworom. Spotkałem się z Klarą, młodziutką dziewczynką, która nie miała pojęcia o tym, czego od muzyki chce, ale była pewna, że nie interesują jej radiowe przeboje. A gdy zaczynaliśmy pracę, radiostacje naprawdę grały średnią muzykę. Teraz jest o wiele fajniej, ale to zaledwie od kilku lat.

I nagraliście „Disappear”...
Tak. I ten kawałek w ciągu kilku tygodni miał kilkanaście tysięcy odsłon (dziś ponad 2 miliony – AP), co dla nas było szokiem. I wtedy się zaczęło, a w tym roku dostaliśmy Fryderyka za album roku w kategorii elektronika.

Kilka razy pojawił się temat twojej choroby. Chorując na CHAD (chorobę afektywną dwubiegunową, dawniej cyklofrenia), bywasz szczęśliwy i spełniony?
Chorując na tę chorobę nigdy nie jesteś zadowolony w pełni ze swojej pracy i życia. Choćbym robił coś naprawdę dobrze, zawsze będę to deprecjonował. Oczywiście w fazie manii, na tym drugim biegunie, bywasz królem świata. W moim przypadku zmiany potrafią następować dość szybko – cztery w roku ale też cztery w godzinę. Co oznacza, że pisząc utwór będę zachwycony, a chwilę później uważać, że to dno.

Mam nadzieję, że wtedy nie kasujesz tych prac...
Nie, nauczyłem się rozumieć te cykle. Kiedyś kasowałem lub wyrzucałem do śmieci. Teraz zostawiam i wracam do nich. To niezwykle cenne doświadczenie, kiedy wracasz do starych pomysłów w innym nastroju, z innym nastawieniem. Odkrywasz je na nowo. Z dystansu, bo nie pamiętasz kontekstu, a jakim powstał. Czasem dziwisz się, skąd był pomysł na taką, a nie inną aranżację. Pracujesz z utworem, który już nie jest twój, bo nie masz tamtych uczuć. A jednak jest twój. Tyle, że nadajesz temu nową jakość.

Kiedy zachorowałeś?
Na studiach zaczął mi się zespół lęku napadowego. Przez kilka miesięcy nie wychodziłem z domu. Kiedy opuszczałem dom natychmiast dostawałem „udaru”, „zawału” i czułem, że zaraz umrę. Często dzwoniłem po pogotowie. Nie rozumiałem co się dzieje. Bałem się tego. Nie wiedziałem jeszcze, że w tle czai się choroba dwubiegunowa. Nie wiedziałem też, że kiedy się ją ma, to zwykle zaczyna się rzeczy, ale już ich nie kończy. Nie dokończyłem licencjatu, ani szkoły.

Kiedy trafiłeś do lekarza?
Zacznijmy od nerwicy. Tak, tak, mam cały pakiet. Chodziłem do wszystkich możliwych lekarzy i badałem się na wszystko. Byłem przekonany, że choruję na jakąś ukrytą straszną chorobę, której nikt jeszcze nie odkrył a lekarze mnie oszukują i mają spisek. Wreszcie neurolog powiedział mi tak: „Michał, z Tobą wszystko jest w porządku, to psychosomatyczne. Idź do psychiatry”. W drodze do psychiatry miałem taki napad leku, że wylądowałem w szpitalu, gdzie podano mi relanium. A to jest coś bardzo mocnego. Kiedy trafiłem po relanium do psychiatry, ten zbadał puls i okazało się, że jest bardzo wysoki. Spojrzał mi w oczy i spokojnie powiedział, że na pewno będę żył. I to mnie jakoś uspokoiło. Dostałem leki. Po lekach jednak mój stan się pogorszył, co jest częste na początku przyjmowania leków, ale odpuściłem. Nie brałem ich i uznałem, że poradzę sobie sam.

Odważnie.
Głupio. Po trzech latach, to było właśnie w czasie studiów, wszystko wróciło. Dostałem na pół roku zwolnienie ze szkoły. I już potem nie wróciłem. Wtedy jednak już rozumiałem, że leki są konieczne i słuchałem lekarza.

Zmieniłeś jakoś styl życia?
Próbowałem wszystkiego: jogi, mindfulness. Przeczytałem „Potęgę podświadomości” Murphy`ego, która tak zachwyca wiele osób. To jednak było nie dla mnie. Komuś może to pomagać, mnie nie. Wiem, że ludziom pomaga wiara, ale ja jestem niewierzący. Po prostu zaufałem lekarzom. Leczyłem się, choć z czasem zauważyłem, że czasem popadam w euforyczne nastroje, na zmianę z depresyjnymi. Mam wtedy ful energii, pracuję po nocach i czuję się świetnie. A potem przychodzi dół. Miałem 25 lat kiedy postawiono ostateczną diagnozę: cyklofrenia. Na szczęście nigdy nie byłem hospitalizowany, a w stanach manii nie wydaję wszystkiego, co mam (a ludzie tak robią). Na pewno ciężko jest chorować na CHAD, ale jest jedna jasna strona. Te górki nastrojów są świetne. Czuje się wtedy niesamowicie, dużo wtedy tworzę, chłonę każdą chwilę, a wszystko wokół jest wspaniałe.

W dołkach też tworzysz?
Tak, i potem, paradoksalnie, te utwory bardzo mi się podobają. Są nostalgiczne, ckliwe, delikatne.  Wiem, że gdyby nie fazy depresyjne, te utwory nie powstałyby. Choroba jest częścią mnie. Trzeba ją po prostu uznać i zaakceptować. Pogodzić się z tym, że będzie z nami do końca życia. Mam 37 lat i od kilkunastu lat wiem, że moje życie nie będzie nigdy wyglądało jak u przeciętnego człowieka. I jestem z tym pogodzony.

Wiesz, dlaczego zachorowałeś?
Mam za sobą bardzo trudne dzieciństwo. Mój ojciec był alkoholikiem. Jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika). Podobno często takie doświadczenia prowadzą do nerwic i CHAD. Wcześnie poczułem ulotność życia. Miałem 8 lat, gdy mama przechodziła ciężką operację serca i wisiała nad nami wizja jej śmierci. Miałem 12 lat, gdy umarła moja ukochana babcia, która pokładała we mnie wiele nadziei. I wreszcie, jako 10 latek znalazłem swojego ojca, który się powiesił. Dziecko nie powinno przeżywać takich rzeczy.

Cały wywiad dostępny w aktualnym wydaniu Elle Man
Rozmawiała Agnieszka Prokopowicz
Zdjęcia Kamil Szkopik