"Duża pupa w tydzień" i "partnerka z dużą pupą" - takie hasła Polacy wpisują w wyszukiwarkę.

Kiedyś, gdy na zakupach koleżanka przymierzała jeansy i pytała mnie: „Czy mam w nich wielki tyłek?”, pożądana odpowiedź brzmiała: „Nie”. Dziś wręcz przeciwnie – duża pupa jest sexy. W sieciówkach królują spodnie i spódnice z wysokim stanem, w których nawet niezbyt imponujący 
zadek nabiera kształtów. Amerykańska marka Fashion Nova, której specjalnością są superobcisłe dżinsy podkreślające krągłości, ma na Instagramie ponad 12 milionów obserwujących. Jej fankami są m.in. Khloé Kardashian, Kylie Jenner i raperka Cardi B. Umówmy się – każda z nich ma na czym usiąść, a dodatkowo pracuje nad tym ze sztabem trenerów. Na YouTube znajdziemy setki ćwiczeń typu „butt challenge”, skupionych właśnie na modelowaniu pośladków. W fitness clubach furorę robią zaś zajęcia Brazilian butt, twerk czy reggaeton, które w skrócie polegają na dynamicznym potrząsaniu pośladkami w rytm hip-hopu czy latino. To właśnie z tych dwóch kultur wywodzi się współczesny kult pupy. Zapoczątkowany w latach 2000. przez Portorykankę Jennifer Lopez i Kolumbijkę Shakirę, z czasem przyjęty przez afroamerykańskie 
diwy: Beyoncé, Rihannę, Nicki Minaj. I równie chętnie podchwycony przez białe, anglosaskie gwiazdy: Fergie, Meghan Trainor, Iggy Azalea, a nawet mniej hojnie obdarzone przez naturę Arianę Grande czy Miley Cyrus. Dowód? Teledyski i tytuły ich piosenek dedykowanych właśnie pupie: „Bootylicious”, „Booty”, „My Humps”. 

Duża pupa - kosmetyki, ubrania, polityka


Ciuchy i ćwiczenia to dopiero początek. Prężnie rozwija się rynek kosmetyków przeznaczonych do tej właśnie części ciała. Od niedawna w Polsce 
są dostępne produkty brazylijskiej marki Sol de Janeiro, m.in. krem do ciała Bum Bum (w amerykańskim slangu „bum” to tyłek), a w Los Angeles furorę robią maski kolagenowe Booty Duo – w duecie z pilingiem – od Anese, które kładzie się właśnie na pośladki. 


Pupa stała się nowym fetyszem, znacznie ważniejszym niż piersi eksponowane w latach 90. m.in. przez Pamelę Anderson czy Anne-Nicole Smith. Przypomnijmy sobie choćby ślub Kate Middleton i księcia Williama z 2011 roku. Jego głównymi bohaterami nie byli państwo młodzi, lecz pośladki siostry księżnej Pippy Middleton. Pisały o nich media na całym świecie. Tak jak o „czterech ­literach” Melanii Trump, które nieomal wywołały skandal dyplomatyczny. Wszystko przez słynącego z gaf męża Melanii. Gdy ta nie chciała podać mu 
ręki podczas oficjalnej wizyty w Rzymie, amerykański prezydent bezceremonialnie złapał ją za pośladki. Właścicielką najpopularniejszej pupy XXI wieku bez wątpienia pozostaje jednak Kim Kardashian. To absolutna trendsetterka – wprowadziła modę na belfie, czyli selfie tyłka, i Brazilian butt lift (ostrzykiwanie pośladków własnym tłuszczem). Wylansowała też nowy model seksapilu, stając się współczesną Wenus z Milo. Choć pod względem wymiarów bliżej jej do tzw. hotentockiej Wenus, czyli żyjącej w XIX wieku Saartjie Baartman, która ze względu na przerost bioder i pośladków stała się atrakcją objazdowych cyrków Londynu i Paryża. Tyle tylko, że w przeciwieństwie do Saartjie, która była ofiarą wyzysku i skończyła marnie, Kim świadomie buduje swój wizerunek (i majątek), wykorzystując do tego własne warunki fizyczne, zdaniem ­wielu 
dodatkowo wspomagane przez chirurgów plastycznych. 

Tinder: Jak zrozumieć to, co piszą o sobie mężczyźni i uniknąć wpadki >>

Gwiazdy z dużą pupą


Mogłoby się wydawać, że duża pupa to krok naprzód w kwestii promowania różnorodności, budowania samoakceptacji kobiet i przełamywania dotychczasowego kanonu piękna, utożsamianego z wychudzonymi, białymi modelkami w rozmiarze XS. Niestety – tak naprawdę w zamian dostajemy kolejny wzorzec, któremu mało która z nas potrafi sprostać. Bo duża pupa to nie wszystko. Spójrzmy na Beyoncé czy Nicki Minaj.

Oprócz obfitych pośladków mają idealnie wyrzeźbione ramiona, smukłe talie, długie nogi, płaskie brzuchy, które zawdzięczają nie naturze, tylko wielogodzinnym harówkom na siłowni, a często również sprawnym rękom chirurga. Ponadto lansowane przez gwiazdy, mocno przerysowane, nierealne wzorce sprawiają, że dla wielu kobiet nawet duże pupy okazują się niewystarczająco duże, a małe są wręcz wyśmiewane, stając się obiektem kpin i pożywką dla kompleksów. Wystarczy wspomnieć wpis na Twitterze didżeja Diplo, który chciał zainicjować zbiórkę 
pieniędzy na implanty pośladków dla Taylor Swift. 


Lans na dużą pupę nie jest więc przekazem w nurcie body positive, tylko wręcz body shaming. Antyfeministycznym, seksistowskim, ograniczającym kobietę tylko do jednej części ciała i podporządkowanym stereotypowym męskim upodobaniom. Bo wychwalająca swoje krągłości w piosence „Anaconda” Nicki Minaj najpierw obraża swoje szczupłe koleżanki, a potem nachalnie wdzięczy się przed pojawiającym się w teledysku raperem Drakiem. A Meghan Trainor w „All’Bout That Bass”, choć deklaruje, że nie będzie sylikonową Barbie, i krytykuje Photoshopa, puentuje, że faceci i tak kochają duże tyłki. 

Duża pupa - operacje plastyczne 


Obsesja za ideałem w postaci pupy XL nie tylko rodzi kompleksy, lecz także nierzadko zbiera krwawe żniwo, zwłaszcza w USA i Ameryce Łacińskiej. Tysiące kobiet co roku decydują się tam na nielegalne zabiegi. Robią je podający się za lekarzy oszuści, którzy wstrzykują im najróżniejsze substancje, od kleju, przez sylikon przemysłowy, po nawet… cement. – Wypełnienie pośladków cementem jest absolutnie zabronione. To zagrożenie dla życia i zdrowia – oburza się specjalista chirurgii ogólnej, dr Jakub Brągoszewski z Kliniki Miracki. Przyznaje jednak, że na fali popularności Kim Kardashian również u Polek widać boom na powiększanie pośladków, na szczęście w bezpiecznym wydaniu. – Na zabiegi decydują się pacjentki, które narzekają na wiotkość, brak sprężystości, opadanie albo po prostu zbyt płaską pupę – tłumaczy lekarz. Do wyboru mają trzy metody: implanty, lipotransfer i ostrzyknięcie kwasem hialuronowym. Pierwsza jest najbardziej inwazyjna. Ostatnia najkrótsza, ale i najmniej ­efektywna. – Można nią jedynie lekko zaokrąglić i wymodelować kształt pośladków, ponieważ żel z kwasem hialuronowym jest używany w ograniczonych ilościach. Minusem jest również to, że efekt utrzymuje się maksymalnie półtora roku – tłumaczy dr Brągoszewski.

Pacjentkom, które marzą o brazylijskich pośladkach, poleca lipotransfer (przeniesienie własnego tłuszczu np. z okolicy brzucha). – Przeszczepiony podczas zabiegu tłuszcz jest bogaty w komórki macierzyste. To powoduje, że tkanki są dodatkowo odżywione w miejscu docelowym. Zabieg trwa 
około godziny. Okres rekonwalescencji również nie jest długi, 14 dni. Dla porównania, po wszczepieniu implantów trwa on niemal miesiąc. Jest też znacznie uciążliwszy. – Po tym zabiegu przez kilka dni nie powinno się zbyt wiele chodzić ani siedzieć. Pośladki przez długi czas są tkliwe i opuchnięte. Przez dwa miesiące od operacji nie można się przeciążać ani ćwiczyć. Przez mniej więcej pół roku trzeba też nosić bieliznę modelującą – dodaje chirurg. Poza tym po operacji zostaje blizna w okolicy kości guzicznej. – Niektórzy chirurdzy wykonują jednak nacięcie między pośladkami, które jest praktycznie niewidoczne, ale zwiększa możliwość wdania się infekcji – dodaje. Do wyboru lekarz ma dwa rodzaje implantów: wypełnione żelem sylikonowym lub zwartym sylikonem. Doktor Brągoszewski poleca te ostatnie, bo zwarty sylikon daje efekt jędrniejszych pośladków. Ponadto nie ma ryzyka ich pęknięcia i wypłynięcia żelu z wnętrza wkładki. – Jeśli zależy nam na ­uniesieniu pośladków, najlepsze będą implanty okrągłe, które wyglądają jak odcięta kula. Ich kształt zapobiega rotacji wkładki. Implanty owalne stosuje się zaś do modelowania i wyrównania proporcji góra-dół pośladka – tłumaczy lekarz.

Implantów nie poleca kobietom, które mają zbyt mało własnej tkanki tłuszczowej. Z prostej przyczyny: mogą one odznaczać się pod skórą, podobnie dzieje się w przypadku dużego spadku wagi. Decydując się na operację wszczepienia implantów, trzeba też pamiętać, że po 5–10 latach będzie trzeba je wymienić. – Ponadto wraz z upływem czasu i wahaniami wagi pośladki mogą się zdeformować, zmienić swój kształtmówi dr Jakub Brągoszewski.

Czytaj też: 5 rzeczy, które musisz wiedzieć, zanim założysz Tindera >>

Duża czy mała pupa?


Mała, wielka, naturalna, wyćwiczona na siłowni czy ukształtowana za pomocą skalpela – wybór należy do ciebie. Nie ma jednej idealnej pupy, tak jak nie ma jedynego słusznego kanonu piękna. Najlepiej całe zamieszanie wokół „czterech liter” podsumowała Ewa Farna, która na pytanie dziennikarki, jak radzi sobie z komentarzami na temat jej bujnych kształtów, odpowiedziała: „Mam na tyle wielki tyłek, by wszystkich tam pomieścić”. Młoda wokalistka jest idealnym przykładem filozofii body positive. Nie przejmuje się komentarzami hejterów, bez oporów pokazuje się w bikini i obcisłych kreacjach. Na jeden z koncertów włożyła nawet koszulkę z napisem „Lubię swoją d...”. Nawet przy mniejszych wymiarach warto wziąć z niej przykład.