Książka „Kocha, lubi, zdradza” Esther Perel - poznaj definicję zdrady
Nawet jeśli temat zdrady nie jest ci szaleńczo bliski, tę książkę powinnaś przeczytać z kilku powodów. Po pierwsze: dowiesz się z niej fascynujących rzeczy. Po drugie: zmienisz swoją definicję zdrady (jakakolwiek ona jest). A po trzecie: poczujesz ogromną przyjemność lektury. Ale wszystkie te powody możesz pominąć, bo tak naprawdę ważny jest ten: lepiej zrozumiesz swojego partnera. I być może siebie w przyszłości. Jej autorka to Esther Perel – belgijska psychoterapeutka, która przez wiele lat zajmowała się traumą, aż w końcu skupiła się na terapii par. W tej książce nie tylko diagnozuje mnóstwo ciekawych problemów (choćby monogamię, która kiedyś oznaczała jeden związek na całe życie, a dziś jeden związek w danym momencie), ale też zadaje mnóstwo interesujących pytań. Czy są takie formy niewierności, które bolą mniej niż inne? Czy seksting to zdrada? A oglądanie porno, fetyszyzm, korzystanie z sekskamerek albo logowanie się na Tinderze czy Grindrze? Czym jest romans emocjonalny? I właściwie czym jest dziś zdrada? Każdy problem Perel ilustruje świetnym przykładem, ale ten zaciekawił mnie najbardziej: „Wielu mężczyzn traktuje oglądanie pornografii jako coś z tej samej kategorii co masturbacja – niektórzy nawet z dumą twierdzą, że chroni ich to przed zdradzaniem. Kobiety rzadziej widzą to w ten sposób. Violet jednak zawsze uważała się za całkiem liberalną w tej kwestii. Gdy weszła pewnego razu do gabinetu Jareda i zastała go wpatrującego się w dyszącą na ekranie blondynkę, tylko wywróciła oczami i zażartowała, że trzeba mu nowego hobby. Lecz gdy ta kobieta powiedziała: »Jak u ciebie, Jared? Dochodzisz?«, Violet zdała sobie sprawę, że to Skype. »Najgorsze jest to, że on mnie usiłuje przekonać, że to nie zdrada« – mówi. Nazywa to »personalizowaną pornografią«”. No właśnie – zdradza ją czy nie? Zachłyśnięta niejednoznacznością odpowiedzi na wiele takich pytań postanawiam sprawdzić, jak kobiety definiują dziś zdradę, a przede wszystkim – jak, kiedy i dlaczego same zdradzają. W końcu mężczyźni, którzy znacznie częściej są o to posądzani (i którym łatwiej jest to wybaczane) z kimś muszą zdradzać! 

Kaśka, 42 lata - dlaczego kobiety zdradzają?
To nigdy nie jest tylko seks – redukowanie romansu do erotyki jest moim zdaniem pomyłką. U mnie zaczęło się z chęci odświeżenia, a może nawet wskrzeszenia chemii w moim związku, który trwa już 12 lat. Po pięciu zorientowałam się, że nie czuję zapachu swojego partnera. Po ośmiu, że uprawiamy seks raz na miesiąc. A po 10, że raz na trzy miesiące, czasem rzadziej. I że oboje za tym aż tak nie tęsknimy – strasznie mnie to przygnębiło. Pomyślałam, że to, co może mi pomóc odzyskać seksapil, jakiś rodzaj uroku, to flirt. Z innymi facetami. Ale nie chciałam robić nic za plecami męża, więc zaproponowałam otwarty związek. Nie zgodził się. Stwierdził, że coś w związku musi być nie tak, skoro chcę go otworzyć, ale w zamian nic innego nie zaproponował. Odczekałam rok, myślałam, że może trochę się poprawi – skoro on już wie, jakie mam potrzeby, na pewno zacznie się bardziej starać, myślałam. 

Nie zaczął. Więc zrobiłam sobie pierwszy romans. Z przyjacielem. Wyszedł z tego wspaniały seks, chemia, namiętność, wszystko. Ale oprócz tego, w bonusie, straszliwe poczucie winy. Nie powtórzyłam tego przez pół roku. Zaproponowałam wspólną terapię. Też nie. Więc powtórzyłam. Z nieznajomym barmanem podczas weekendu z koleżankami w Rzymie. Znów wspaniale. Najpierw tańce, potem hotel miłości. I on: czarujący, dziki, bardzo pociągający. Od tego momentu podczas seksu z mężem czasami wspominam ten romans. I wyobrażam sobie nas na plaży, w pustym barze, w hotelu miłości albo w łazience w restauracji. 

W końcu zalogowałam się na Tinderze – z zakrytą twarzą, jednoznacznym opisem. I od tej pory one night standy mam regularnie. Dzięki temu czuję, że jestem w grze. I mogę namiętność przenieść do małżeńskiego łóżka. Budzę się w hotelu w ramionach nieznajomego, wytatuowanego, umięśnionego bruneta – niekoniecznie w Neapolu czy innej Lizbonie, a potem wracam szczęśliwa, naładowana energią. I od dawna bez wyrzutów sumienia. 

Z kolejnymi romansami zmieniło się moje podejście – najpierw myślałam o nich w kategorii zdrady. Teraz patrzę na nie jak na inwestycję w siebie, dowartościowanie, poprawienie sobie nastroju. Zrozumiałam, że o romansie zaczyna się myśleć wtedy, kiedy znów chce się być chcianym, a w rutynowym związku nie zawsze się to czuje. I odpuściłam sobie poczucie winy. Dziś myślę, że moje małżeństwo na tych romansach korzysta, że przeżywam przygody, nie krzywdząc męża. Bo od czasu mojego pierwszego skoku w bok seks z mężem bardzo się zmienił – jest szalony, namiętny, spontaniczny, żarliwy. Mimo to trudno mi zrezygnować z romansów. Oczywiście nie zostawiam żadnych śladów, nie ma szans, żeby mój mąż się o tym dowiedział. Nawet jeśli się domyśla, nigdy nie znajdzie materiałów dowodowych. Jedyne, czego się boję, to tego, że trafię na niego na Tinderze. I nawet jeśli będzie miał zakrytą twarz, na pewno go rozpoznam. 

Kinga, 35 lat - jak wygląda otwarty związek?
Jesteśmy z sobą od ośmiu lat, żyjemy w otwartym związku. Trzy lata temu umówiłyśmy się, że możemy spać z innymi dziewczynami pod warunkiem, że sobie o tym mówimy. Za każdym razem. To miało nas chronić przed rozbiciem związku, na którym naprawdę nam zależy. Tak robiłyśmy przez dwa lata. Ale rok temu poznałam Ankę. 

Pamiętam taką scenę z filmu „Bliżej”, w której bohaterka grana przez Natalie Portman krzyczy do chłopaka, który ją zdradził, że zawsze jest ten moment podjęcia decyzji. Że to jest wybór. No, ja ewidentnie nie zdążyłam podjąć decyzji, żeby się nie zakochać. Ona ma wszystkie cechy, których nie ma moja dziewczyna – wiem, że z taką osobą związek by mi nie wyszedł, ale romansowo przyciąga mnie bardzo. Spotykam się z nią regularnie, jesteśmy sąsiadkami, obie mamy wolne zawody, więc umawianie schadzek w ogóle nie jest trudne. 

Zacieranie śladów też nie – zawsze mnie dziwiło, kiedy czytałam o tym, że ludzie tak łatwo wpadają. Teraz ukrywanie romansu faktycznie może być odrobinę trudniejsze: jak ktoś cię złapie, to prawdopodobnie z całą historią twojej zdrady, znajdzie wszystko: zdjęcia, wiadomości, filmy. Będzie mógł odtworzyć całą twoją romansową przeszłość, co zresztą jest przekleństwem dla obu stron. Kiedyś żona znajdowała jakiś rachunek w kieszeni płaszcza albo ślad szminki na koszuli, i tyle. Teraz może prześledzić romans męża niemal jeden do jednego. Tym bardziej nie rozumiem, jak można nie dbać o to od początku. Ja nie wysyłam żadnych zdjęć, wszystkie wiadomości natychmiast kasuję. Nie spotykam się z nią w żadnych miejscach publicznych, a jednocześnie towarzysko jej nie unikam. To zresztą śmieszne – jak szybko u zwykłych ludzi bez aktorskich zapędów pojawia się taki talent. I łatwość udawania. Dziwna sprawa: wydaje ci się, że dokładnie wiesz, czego chcesz i kogo szukasz. Znajdujesz go, zakochujesz się. A potem oszałamia cię coś dokładnie odwrotnego. Tylko że jest za późno, więc to ukrywasz. No i to, co zaskakuje najbardziej: nawet otwarty związek nie chroni przed zdradą. Szok, co?


Marta, 37 lat - czy pisanie z mężczyznami jest zdradą?
Jeśli piszę o seksie z obcymi facetami na portalach randkowych i w ten sposób się nakręcam, to zdrada czy nie? Mój partner na pewno by powiedział, że tak. A ja nie jestem pewna, bo dla mnie to sposób na rozgrzanie naszego łóżka. Rozpoznaję ich natychmiast, zawsze zadają pytanie: „Kogo tu szukasz?”. Ono znaczy, że sami szukają kochanki. Szybko sprawdzają, jakie dziewczyna ma preferencje, czego oczekuje, co lubi. I opisują swoje fantazje. Dla mnie to idealne, bo ja chcę o nich tylko czytać i opisywać swoje – to mnie naprawdę kręci. Na przykład wczoraj poznałam Kamila, lat 32, kocha szpilki, pończochy, stopy. Wymienia konkretne pozycje, dokładnie je opisuje, przy okazji subtelnie mnie komplementując – od rana piszemy, co dziś sobie zrobimy, chociaż oczywiście do niczego nie dojdzie. Ale to sprawia, że cały dzień mam ustawiony, jestem podniecona. A wieczorem, naładowana erotyczną energią wracam do domu i rzucam się na swojego partnera. 

Czytaj też: Kobieca pornografia>>>>>

Magda, 31 lat - zdrada z partnerem przyjaciółki
W filmach wygląda to zwykle tak: kochankowie uprawiają seks, on wychodzi, często w popłochu, bo ma wyrzuty sumienia. A ona zostaje, melancholijnie patrzy na łóżko i zaczyna pić, użalając się nad swoją samotnością. Ja nigdy tak nie miałam, bo nie chcę mieć rodziny. Mam dokładnie to, co chcę – z kochankiem, którego chcę. Któregoś dnia po prostu zasugerował to w jakimś SMS-ie. Akurat nie miałam chłopaka, a on zawsze mi się podobał. Partner mojej przyjaciółki. Sypiam z nim od trzech lat. No właśnie – zdradzam kogoś czy nie? Oczywiście, że tak – przyjaciółkę. Na początku czułam się okropnie, ale nawet nie próbowałam tego przerwać. Nigdy nie miałam lepszego kochanka. Spotykamy się u mnie. Za każdym razem przez kilka dni wcześniej podgrzewamy atmosferę, wysyłając do siebie sekswiadomości. I zdjęcia. Jak już się widzimy, rzucamy się na siebie natychmiast. Gdybyśmy umawiali się w hotelach, pewnie nie zdążylibyśmy wyjść z samochodu. Nawet nie muszę martwić się o zacieranie śladów – przecież mnie nikt nie może przyłapać. 

Zdrada - czy ma się wyrzuty sumienia?

Najbardziej zaskakuje mnie to, że nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Wychowałam się w rodzinie, w której ojciec regularnie zdradzał matkę – właściwie przez cały czas trwania ich małżeństwa. Podobno zaczęło się to tuż po moich narodzinach. Wiem, jakie spustoszenie potrafi zrobić zdrada w związku, a jednocześnie nie wahałam się nawet przez chwilę. Patrzę na to jakby z zewnątrz, obserwując obcych ludzi, jakieś figurki właściwie. Tylko dlatego, że nie zdradzam swojego partnera. Bo go akurat nie mam. Przez kilka lat miałam, i to wspaniałego. Rozstaliśmy się, i nagle objawił się Maciek – lekko znudzony związkiem, mimo że zakochany na zabój w dziewczynie. Zawsze myślałam, że będę ostatnią osobą, która wkroczy w czyjś związek. Teraz, kiedy słucham jakiejś koleżanki zarzekającej się, że nigdy nie zdradzi albo nie zrujnuje czyjejś rodziny, uśmiecham się pod nosem i myślę: „Skąd wiesz? Jesteś w związku wystarczająco długo, żeby móc to ocenić?”. Bo z mojego doświadczenia wynika, że mówią tak tylko ludzie z małym doświadczeniem. I tacy, którzy nie cenią seksu. Jedno jest pewne – nasz romans, jakkolwiek długo by trwał, nigdy nie wyjdzie na jaw, bo oboje stracilibyśmy zbyt dużo: on dziewczynę, ja przyjaciółkę. I kochanka. 

Olka, 29 lat - nie mam orgazmu bez pornografii 
Ja nie jestem klasykiem, bo już na poziomie oglądania porno mam straszliwy problem. Bardzo późno zaczęłam uprawiać seks – w liceum bałam się wpaść – jestem z małego miasta, więc wpadka byłaby dla mnie końcem wszystkiego, musiałabym tam zostać, wyjść za jakiegoś Patryka albo innego Adriana, urodzić mu dzieci, a potem ewentualnie pracować na kasie w jakimś sklepie. Więc seksu unikałam jak ognia. 

Na studiach wciąż byłam spięta, bo kompletnie niedoświadczona. Miałam jakichś chłopaków, ale słabo to szło, więc zaczęłam oglądać porno. I w końcu się uzależniłam. Od trzech lat mam chłopaka. Nie przeżyłam z nim ani jednego orgazmu. Czasem udaję, czasem nie, ale nie potrafię mu powiedzieć, że bez filmu pornograficznego na mój orgazm nie ma szans – tak się zaprogramowałam. Masturbuję się, jak nie ma go w domu, a potem szybko kasuję historię w komputerze. Jeszcze nie wpadłam, ale i tak mam ogromne wyrzuty sumienia. Miesiąc temu poszłam do seksuolożki, bo nie wyobrażam sobie, że udaję orgazm już zawsze. Zwłaszcza że naprawdę go kocham. I chłopaka, i orgazm.