Muszę się wam do czegoś przyznać, choć mam nadzieję, że nie zmienicie o mnie zdania. Dawno temu redagowałam horoskopy w nieistniejącej już gazecie. To była wymarzona praca. Teksty, które przysyłała wróżka, nie były szczególnie pomysłowe. Lubiłam je podkręcać, świetlaną przyszłość malując zwłaszcza Skorpionom (tak, to mój znak zodiaku). Nie jestem jedyna, bo do podobnego procederu przyznała się Isabel Allende w autobiograficznej książce „Paula”, wspominając pracę w gazecie: „Nasza pani astrolog mieszkała w Peru i poczta od niej często się spóźniała albo ginęła. Gdy zadzwoniłam do niej z reklamacją, że mamy horoskop z marca, ale brakuje nam z lutego, powiedziała mi, żebyśmy publikowali ten, który mamy. Od tamtej pory sama zaczęłam je pisać ze zbliżonym procentem trafienia”. Wniosek nasuwa się sam – nie ma co oczekiwać od horoskopu w gazecie precyzji, zwłaszcza że uśrednia to, co zapisane w gwiazdach, do jednej dwunastej populacji. Ale może nie trzeba tego traktować tak serio. To zabawa, mrugnięcie okiem w stronę losu, który może da się przewidzieć, a może… nie.

Efekt horoskopowy
Mimo że wiem, jak to wygląda od kuchni, czytanie horoskopów to moja skrywana przyjemność. Zaczynam od nich lekturę każdego magazynu. Na Facebooku śledzę profil Astrologia Pełni, który z psychologicznym zacięciem prognozuje, co czeka nas w zależności od fazy Księżyca i jego ustawienia względem innych planet. Gdy piszę ten tekst, Księżyc jest w Bliźniętach i czytam, że to świetny czas na pracę intelektualną. Stres związany ze zbliżającym się terminem oddania tego artykułu staje się mniejszy. Od czasu do czasu, gdy mam chwilowy kryzys, na jednej z wielu stron internetowych poświęconych kartom anielskim czy tarotowi losuję kartę. Interpretuję jej treść, dopasowując do obecnej sytuacji życiowej. Muszę przyznać się jeszcze do czegoś – bardzo mnie irytuje, gdy ktoś niepochlebnie mówi o moim znaku zodiaku. W pełni odnajduję się w jego charakterystyce. I może wcale nie chodzi o przenikliwość astrologów w momencie jej układania… W 1948 roku amerykański psycholog Bertram R. Forer poprosił studentów o wypełnienie testu osobowości, opowiadając im o jego skuteczności. Każdemu obiecał spersonalizowaną diagnozę, którą wręczył im po tygodniu. I poprosił o ocenę jej trafności w  skali od 0 do 5 (0 – bardzo słaba, 5 – znakomita). Średnia wyniosła 4,26. Studenci byli pod wrażeniem charakterystyki i większość z nich odnalazła w niej siebie. Sęk w tym, że Forer każdemu dał taką samą, a pochodziła ona z taniej książki z horoskopami. „Masz potrzebę, by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną wobec siebie. (…) Niekiedy masz poważne wątpliwości, czy twoja decyzja była słuszna, a czyny właściwe. (…) Bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostrożną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń są nierealistyczne” –  taką „osobowość” zdiagnozował u swoich studentów Forer, zapisując się na kartach historii psychologii jako twórca tzw. efektu horoskopowego. Odkrył, że w ludzkiej naturze leży utożsamianie się z ogólnikowym rodzajem informacji zwrotnej na temat ich osobowości. Wyjaśnia to wiarę w horoskopy, wróżby, a nawet quizy osobowości, którym poddajesz się na Facebooku, gdy w pracy nikt nie patrzy. I nawet jeśli okazuje się, że jesteś Mamą Muminka, jej charakterystyka wydaje ci się na tyle adekwatna, że publikujesz ją na swoim wallu.

Gwiezdny GPS
Forer Forerem, ale są na świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom, ludzie, którzy widzą więcej, podszepty przeznaczenia, znaki, które podrzuca nam los, a my często odczytujemy je po fakcie. To, że nie potrafimy racjonalnie ich wytłumaczyć, nie znaczy, że nie istnieją. Kto wie, może za kilkadziesiąt lat nauka wyjaśni nam mechanizm ich działania? Na razie musimy zdać się na to, co podpowiada nam intuicja. Może faktycznie nie ma co wierzyć w horoskopy publikowane w gazetach, ale te ułożone przez astrologa, uwzględniające dokładną datę i miejsce urodzenia, to co innego. Nie bez powodu z usług astrologów korzystali władcy – od rzymskiego cesarza Oktawiana Augusta po Ronalda Reagana i Władimira Putina. Żeby sprawdzić, jak starożytna sztuka czytania z gwiazd wygląda w dzisiejszych czasach, umawiam się z Dorotą Osińską, astrolożką, z której usług korzystają wybitne osobowości, artyści, gwiazdy show-biznesu i politycy. Ku mojemu lekkiemu rozczarowaniu nie liczy położenia gwiazd z cyrklem i lunetą w dłoni, bo na wszystko są już programy komputerowe. Jakie jest więc zadanie astrologa? – Interpretacja. Bez niej to, co wygeneruje komputer, to tylko mapa nieba. W gwiazdach widać informację o danej osobie, jej talentach, potencjałach i słabościach, a także kryzysach, które mogą ją spotkać. Z ogromnej liczbie szczegółów astrolog wyłuskuje te, które będą najbardziej przydatne w danym momencie życia – wyjaśnia Dorota Osińska. Ale gdy pytam, czy w gwiazdach widać np. śmierć, krzywi się. – Nie udzielam odpowiedzi na takie pytania, bo uważam, że taka wiedza nie jest nikomu potrzebna. Astrologia nie jest dla mnie narzędziem wróżebnym, tylko techniką rozwoju samoświadomości i samopoznania. Horoskop jest jak wielki karmiczny zegar, który pokazuje, na co, mówiąc biblijnie, nadeszła w życiu godzina. Co jednak mój klient z taką informacją zrobi, czy zdecyduje się na ruch, który podpowiadają gwiazdy, nie zależy już ode mnie. Nie roszczę też sobie prawa do decydowania za kogoś, bo jestem zwolenniczką wewnątrzsterowności zamiast zrzucania odpowiedzialności za swoje życie na czynniki zewnętrzne, w tym gwiazdy czy astrologa. Horoskop może być astrologicznym GPS-em, z tym że nie chodzi o to, by po drodze sprawdzać każdy kamyk, tylko nie pogubić się w gąszczu autostrad – tłumaczy. Przyznaje też, że klienci przychodzą do niej zwykle z dwoma tematami – pracy lub miłości. Najbardziej lubi tych, którzy umawiają się bez konkretnego celu, po inspirację. Chcą się dowiedzieć o sobie czegoś nowego, a horoskop jest narzędziem, które im to umożliwia.

Co kryją karty
Podobnie może być z tarotem. Nie bez powodu podczas wizyty u wróżki nie odsłania się wszystkich kart. – Tarot pokazuje tylko to, co w danym momencie jest najistotniejsze dla naszego rozwoju. Podpowiada, jakie obszary są zaniedbane, nad czym warto popracować, co rozwija, a co niszczy – tłumaczy mi wróżka Gildia, jedna z najbardziej renomowanych (i najdroższych) w Warszawie. 
– Moim zdaniem działa to na zasadzie podświadomości. Karta pokazuje nam, w którą stronę powinniśmy iść, jakich zmian dokonać, by zbliżyć się do szczęścia – dodaje. Co każe nam wyciągnąć tę, a nie inną kartę? Głos serca, intuicja, nadprzyrodzone moce, a może demony, jak chcieliby zwolennicy egzorcyzmów? Nie ma na to konkretnej odpowiedzi. Ale czy musimy ją znać? Zamiast analizować niuanse metafizyki, lepiej wyciągnąć z takich doświadczeń to, co konkretne i budujące. Tarot czy horoskop może być narzędziem rozwoju, służącym pogłębianiu samoświadomości i samopoznania. Informację, którą dostaniesz od wróżki albo astrologa, możesz przyjąć bezkrytycznie, a możesz się nad nią zastanowić. I np. częściowo z nią się zgodzić, spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Może uruchomi ona coś w tobie i w sytuacji impasu pozwoli ci pójść dalej. To dlatego z kart jako narzędzi rozwojowych korzystają psychoterapeuci. – Chętnie pracuję z kartami Dixit albo Points of You. Dzięki nim mogę łatwo odkryć, co projektuje mój pacjent. Opowiadając mi o tym, co widzi na karcie, którą wylosował, daje dojść do głosu swojej podświadomości. To, co zobaczy, jest w jakiś sposób kompatybilne ze stanem, w którym się znajduje. Karta może tym samym stać się wstępem do rozmowy i pozwolić przepracować trudne kwestie – tłumaczy Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka z Centrum Psychoterapii i Coachingu „Inner Garden”. Losuję dwie karty. Na jednej jest hasło „użalanie się”, na drugiej „pauza”. A ja cały poranek narzekałam, jak bardzo czuję się zmęczona! Może jednak czary? – Raczej efekt horoskopowy. Znalazłaś w swoim życiu sytuację, która pasuje do kart – studzi moje nadzieje na metafizykę Katarzyna Kucewicz. Ale jest też druga strona medalu: wylosowanie takich kart faktycznie pozwala mi się ogarnąć. Zamiast narzekać, znajduję czas na odpoczynek.

Poznasz przystojnego bruneta
Dawno temu w nieistniejącym już klubie Le Madame wróżka przepowiedziała mi, że miłość swojego życia spotkam nad wodą. Przez wiele lat, stojąc nad byle kałużą, rozglądałam się czujnie dookoła w poszukiwaniu tego jedynego. Dziś się zastanawiam, czy liczy się fakt, że mój narzeczony oświadczył mi się nad morzem. Nie jest wiedzą tajemną, że w przepowiedniach wróżbitów i astrologów ogromną rolę odgrywa mechanizm samospełniającej się przepowiedni. – To proste – wyjaśnia Katarzyna Kucewicz. – Wróżka może np. ci przepowiedzieć, że zakochasz się na wakacjach w Hiszpanii. Gdy w końcu tam pojedziesz, zabierając z sobą najlepsze buty i sukienkę, będziesz podświadomie roztaczała aurę zmysłowości, nadziei i seksapilu, będziesz czuła się atrakcyjna i szczęśliwa, a przede wszystkim będziesz miała w sobie wiarę, że możesz kogoś przyciągnąć. I przyciągniesz. To żadne czary-mary, tylko psychologia. Tak działa człowiek – tłumaczy ekspertka. 

Między słowami
Dlaczego szukamy w gwiazdach odpowiedzi, jak żyć? – Mamy dzięki temu złudne poczucie kontroli nad życiem, które z definicji jest nieprzewidywalne i obfitujące w zwroty akcji. Wiara w horoskopy czy wróżby wprowadza też w szarą codzienność element magiczny, pozwala oderwać się od ziemi – mówi Katarzyna Kucewicz. Rzeczywiście coś w tym jest. Osobiście fascynują mnie osoby, które widzą i czują więcej, a spotkanie z nimi to dla mnie niezbity dowód na to, że świat nie jest wyłącznie materialny. Nieraz byłam pod wrażeniem, jak wiele potrafią wyczytać wróżki, po kilku wymienionych zdaniach prezentując celną charakterystykę mojej osoby. Być może stosowały tzw. zimny odczyt – przez parę umiejętnie zadanych pytań wyciągając ze mnie detale, którymi świadomie nie chciałam się podzielić. A może były doskonałymi obserwatorkami i z mowy mojego ciała, mikrogestów, sposobu, w jaki się ubieram czy poruszam, potrafiły wywnioskować, kim jestem (to tzw. gorący odczyt). Moja empatyczna przyjaciółka z kolei zawsze dobrze wie, w jakim stanie emocjonalnym jestem, nawet gdy nie powiem ani słowa. Pytanie, czy została obdarzona nadprzyrodzonymi zdolnościami, czy jest to zupełnie naturalna, dana jej w genach umiejętność, jak talent do gotowania czy obliczania całek. To ostatnie również jest dla niektórych zdolnością nadprzyrodzoną, wszystko więc wydaje się kwestią perspektywy. Według wróżki Gildii każdy z nas ma wewnętrzny dar do wsłuchiwania się w siebie i innych. Tylko jedni go rozwijają, inni – nie. – Myślę, że drzemią w nas ogromne pokłady intuicji. Gdy jest nam dobrze, czujemy harmonię z sobą i ze światem, potrafimy usłyszeć swój wewnętrzny głos, wiemy, w jakim kierunku iść i odczytujemy znaki, które zsyła nam świat. Problem w tym, że wielu z nas się na to zamyka i wszelkie problemy stara się rozwiązywać wyłącznie głową – uważa wróżka Gildia. Dorota Osińska dodaje i obiecuje: – Dominujący światopogląd i obowiązujący paradygmat kultury powodują opór na niestandardowe wzorce myślowe. W niektórych kręgach nawet medycyna holistyczna jako za mało naukowa budzi niepokój. A przecież otwierając się na świat, na to, co inne i niekoniecznie wyjaśnione, możemy wyciągnąć z tego wiele korzyści. Możemy się rozwijać.