Jako dziecko chciałam być aktorką. Chyba wiem, czemu nic z tego nie wyszło. Poza tym, że nie wymawiam „r”, nie umiem też udawać emocji. Moja mimika bezlitośnie zdradza wszystko, co siedzi we mnie od środka. Lubię to, uważam, że dodaje mi charakteru. Ale niestety, bogactwo moich min pozostawia po sobie ślady w postaci coraz liczniejszych zmarszczek. Zwłaszcza na czole. Z roku na rok pionowa bruzda między brwiami coraz bardziej reagowała na moją ekspresję. Przy okazji wywiadów z dermatologami i lekarzami medycyny estetycznej nieraz słyszałam: „Moglibyśmy coś z tym zrobić”. W końcu, z okazji 30. urodzin, dałam się namówić na tzw. baby botox. Wbrew swoim obawom nie zmieniłam się w mumię z nieruchomą twarzą. Dzięki niewielkiej dawce mogłam spokojnie ruszać czołem i unosić brwi. Ale nie będę oszukiwać, że było przyjemnie. Dla kogoś takiego jak ja, kto mdleje podczas pobierania krwi, każdy kontakt z igłą i ze strzykawką jest traumatyczny. 


Nie jestem wyjątkiem. Anti-aging bez igły i skalpela coraz chętniej wybierają też celebrytki. Boją się nie tyle kłucia, ile głównie nienatu­ralnie zmienionych rysów twarzy i utraty mimiki, która dla aktorek jest narzędziem pracy. Cameron Diaz po latach stosowania botoksu ogłosiła, że definitywnie z nim kończy: „Wolę się zestarzeć i pozostać sobą. Nie chcę, by moja twarz wyglądała, jakby należała do kogoś innego”. Podobnie Gwyneth Paltrow zamieniła botoks na masaże twarzy. W moc ludzkich rąk wierzą też Meghan Markle, Kate Moss i Giselle Bündchen. Wszystkie trzy są klientkami Nicholi Joss. Jej autorski masaż działa ponoć jak bezkrwawy lifting – podciąga skórę, podkreśla kontury, modeluje szyję i podbródek. Joss wiele uwagi poświęca kościom policzkowym, masuje też policzki i żuchwę od środka. Brrr… Bardziej kojarzy mi się to z wizytą u dentysty niż relaksującym zabiegiem. Jednak coś musi być na rzeczy, bo parę dni później o podobnym masażu słyszę od makijażystki Sylwii Rakowskiej. Chodzi na niego do warszawskiego studia Marie Margo. – Dzięki masażowi żuchwy i policzków pięknie zarysowuje się owal twarzy. Wygładzają się zmarszczki przy oczach, znikają obrzęki, wyciąga się szyja. Za pierwszym razem boli, ale warto, bo efekty są spektakularne. Tylko trzeba uważać, bo botoks „puszcza” przy takim masażu – opowiada.