BEATA WRÓBEL
Ginekolożka, seksuolożka
ODKRYWAMY CIAŁO

To jest rewolucja! Przynajmniej z punktu widzenia medycyny. Sześć lat temu w klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego po raz pierwszy w historii zawarto dolegliwości bólowe kobiet związane z seksem. A to oznacza, że jeśli kobieta przychodzi z bólem brzucha do lekarza pierwszego kontaktu, to on ma prawo zapytać o jej życie seksualne. Nie tylko ginekolog. W Polsce to się jeszcze nie dzieje, bo zmiany następują wolno, ale sam fakt jest kluczowy. Zwłaszcza że kobiety już wiedzą: ciało jest przypisane do funkcji seksualnej, nie ma innej możliwości przeżywania seksu niż przez własne ciało. Dlatego lepiej o nie dbać, lubić je, szanować. Terroryzowanie go, poprawianie, męczenie dietą i operacjami do niczego dobrego nie prowadzą. Bo ciało to też siedlisko emocji, przeżyć, myśli, wspomnień, a nie bezduszny skafander. Zaczynają to rozumieć nie tylko dziewczyny, lecz także dojrzałe kobiety – i to jest zmiana, która najbardziej mnie cieszy. Zauważy-łam taki trend, że mądre, fajne córki 60 plus przyprowadzają do gabinetu swoje 80-letnie mamy. Bardzo mi się to podoba!
Czasem jednak myślę tak: 25 lat to mały kawałek czasu, właściwie nic się nie wydarzyło. Ale chwilę później przypominam sobie, że ginekologia jest nauką, która ma niecałe 100 lat, więc 25 ostatnich to jedna czwarta okresu, w którym zaczęto interesować się ciałem kobiety. Zobaczono w niej pacjentkę w kontekście seksualnym. A to jednak zupełnie inne światło na nas.


MARIA BEISERT
PSYCHOLOŻKA, SEKSUOLOŻKA, 
Prawniczka
PRZEJMUJEMY INICJATYWĘ

Polki zrozumiały, że główny organ seksualny nie leży między nogami, tylko między uszami. Ten organ to mózg. Znacznie szerzej patrzą na swoją seksualność, nie tylko biologicznie – wiedzą już, że seks to przyjemność, źródło radości. I potrafią o nim opowiadać. 25 lat temu kobiety zgłaszały się do seksuologa, gdy w ich związkach występowały zaburzenia: niska częstotliwość współżycia, brak orgazmu, ból. Część problemów wynikała z niewiedzy. Teraz poziom wiedzy wzrósł. Rośnie też poziom śmiałości – dla kobiet po 20 czy 30 przejmowanie inicjatywy to coś oczywistego. Pacjentki sprzed 25 lat czekały na inicjatywę: ktoś miał odkryć i zaspokoić ich potrze-by. To mnie cieszy: dziewczyny czu­ją, że nie tylko mężczyźni mają prawo do poznania swojej seksualności. Ta sytuacja ma też wady: z jednej strony kobiety przejmują inicjatywę i dysponują lepszym językiem do opowiadania o seksie. A z drugiej zauważam, że częściej wybierają wulgarny język. Mam wrażenie, że brutalność jest drugą stroną czegoś dobrego, a mianowicie wyrwania dziewczyn z patriarchalnego modelu wychowania. Kiedy opresyjne wychowanie na dobre odejdzie do lamusa, zaczniemy obserwować coraz większą otwartość w nawiązywaniu kontaktów. I coraz mniej wstydu. 

ALEKSANDRA JÓZEFOWSKA
PEDAGOŻKA, PSYCHOTERAPEUTKA, 
edukatorka seksualna
WŁĄCZAMY INTERNET

Nastolatkom, które dojrzewają dziś, jest bardzo trudno. Otacza je wszechobecna seksualizacja. Nigdy jeszcze nie było tak wielu zagrożeń, ale jednocześnie możliwości. Świetnie pokazuje to serial HBO „Euforia”. Weźmy pornografię: spowodowała, że nastolatki mają inny rodzaj kompleksów. Martwią się nie tylko dużymi nosami i odstającymi uszami, lecz także tym, jak wyglądają ich narządy płciowe. Dziewczyny uważają, że ich piersi są brzydkie, niepokoją się asymetrycznymi wargami sromowymi. Boją się, że nie będą umiały się całować, uprawiać seksu oralnego. I o ile asertywność i komunikacja to pieśń stara jak świat, o tyle nowe technologie – już nie. 25 lat temu nie można było przesyłać zdjęć telefonem, szantażować filmikiem, wrzucić go na stronę porno do zakładki „zemsta”. Jest i druga strona: mimo zagrożeń dziewczyny coraz częściej czują, że seksualność to ich potencjał, skarb, można ją eksplorować. Jedna z moich ulubionych dziewczyńskich inicjatyw to Girl Gang Dobre Ciało, założony przez Kamilę Raczyńską. To grupa dziewczyn, które w internecie swobodnie rozmawiają o seksie i ciele. O pornografii też. Bo z pornografią jest tak jak z internetem w ogóle: może zaburzyć kogoś, kto nie jest na nią przygotowany, np. dziecko. Ale może też wiązać się z przyjemnością i wyzwoleniem, jeśli ktoś sięga po nią świadomie. Nie da się zawstydzić kobiety jej seksualnością, jeśli ona sama się jej nie wstydzi. To jest ta zmiana.

KATARZYNA WASZYŃSKA
psycholożka, seksuolożka kliniczna
ODWAŻNIEJ MÓWIMY

Duże polskie badania dotyczące seksualności zrobiono w 1992, 2002 i 2016 roku. Kilka dekad temu różnice w zachowaniach kobiet i mężczyzn faktycznie były w nich widoczne: tłumaczono je teorią o poligamicznej naturze mężczyzn i monogamicznej kobiet. Teraz ta teoria nie jest uznawana – monogamię łączy się z decyzją, nie płcią. Kolejna rzecz: większa akceptacja dla masturbacji. W 2016 roku kobiety częściej niż w latach 90. deklarowały osiąganie przyjemności dzięki niej. Kobiety w ogóle częściej chcą uprawiać seks: ponad połowa deklaruje, że chce to robić co najmniej raz w tygodniu, w latach 90. jedna trzecia. Spadła liczba kobiet, które mówią, że miały jednego partnera seksualnego, powiększyła się liczba tych, które deklarują, że miały od 6 do 10 partnerów seksualnych. No i seks jest ważniejszy dla kobiet dojrzałych, po sześćdziesiątce. Jednocześnie mamy większą liczbę inicjacji seksualnych przed 15. rokiem życia, a także tych po ukończeniu 20. Ta druga grupa stawia na rozwój: wykształcenie i karierę, współżycie odkłada na później. Zwiększył się odsetek kobiet, które nie określa-ją się jako heteroseksualne. Jednak wciąż najpopularniejszą pozycją jest klasyczna. To, co obserwuję w gabinecie, częściowo pokrywa się z badaniami. Kobiety odważniej mówią o swojej seksualności. Wiedzą, czego chcą, ale to czasem problem – mężczyźni fantazjują o partnerce, która często chce uprawiać seks i o tym mówi, ale w relacji się tego boją. Cieszę się, że seksualność w większym stopniu kojarzy się kobietom z przyjemnością niż obowiązkiem. Martwi mnie zaś powiększająca się liczba kobiet, które skarżą się, że nie mogą znaleźć partnera, a bardzo chcą, więc wahają się między obniżeniem oczekiwań a samotnością. 

MARTA NIEDŹWIECKA
psycholożka, SEX COACH
COFAMY SIĘ

25 lat temu kobiety inaczej myślały o seksie chociażby dlatego, że nie było internetu. Żeby obejrzeć film pornograficzny w latach 90., trzeba było pójść do wypożyczalni, wybrać go, skonfrontować się z osobą, która tam pracuje, i zapłacić. Większość dziewczyn jednak się na to nie decydowała. Dziś to jedno kliknięcie – anonimowe i za darmo. Poza dostępem do porno pojawiło się mnóstwo prodziewczyńskich inicjatyw, powstała fala zainteresowania kobiecą seksualnością. Warsztaty, książki, sklepy, artykuły w prasie. Pozwalają one kobietom odkryć swoją seksualność. Ta fala bardzo rosła aż do wyborów w 2015 roku. Przez chwilę była nadzieja, że seks będzie tematem jak każdy inny – teraz wyraźnie widać, że to element walki politycznej. W odbiorze zwykłego człowieka naprawdę zohydzony: tematami związanymi z LGBT, edukacją seksualną, prawami reprodukcyjnymi zajmują się wariatki, feministki i zboczeńcy. To gorsze niż stagnacja, to regres. Mam wrażenie, że zmierzamy w stronę „Opowieści podręcznej”. Kiedyś zrobiliśmy krok do przodu, teraz robimy trzy kroki do tyłu. Niestety.

IZA DZIUGIEŁ
psycholożka, seksuolożka
KORZYSTAMY Z GADŻETÓW

Widzę trzy ważne aspekty przemian. Pierwszy: kobiety zaczęły chodzić do sex shopów. Pamiętam, jak moja mama zaczęła opowiadać, że poszła z koleżanką do sex shopu i pan jej pokazywał jakiś masażer. Wcale nie była szaleńczo wyzwolona i świadoma, miała 45 lat, ale mówiła o tym bez skrępowania. Dzięki niej zrozumiałam, że ten trend zaczął się na dobre. Drugi: początek randkowania przez internet. Najpierw nie chodziło tylko o seks, kobiety zaczęły wychodzić i mówić: „No, to teraz będę szukać partnera! Jeśli nie na całe życie, to może przynajmniej na jakiś czas”. To przełamanie ogromnego tabu, bo wcześniej większość kobiet wstydziła się ogłoszeń matrymonialnych. Jeśli nie spotkały kogoś w pracy albo przez znajomych, nie miały zbyt wielu innych możliwości.
Trzeci to oczywiście Tinder. Do tej pory mnie fascynuje, ile historii o nim było na kozetce kilka lat temu! Ludzie najpierw umawiali się tylko na seks, potem na randki, a potem okazywało się, że są z tego dzieci. Teraz Tinder się skończył, jest Slowly – aplikacja do pisania listów które idą do adresata tak długo, jak list wysłany pocztą. Jeśli mieszkasz w Krakowie, a twój wybranek w Szczecinie, chwilę to potrwa. Kobiety zrozumiały, że seks to przyjemność i że mogą go mieć tyle, ile tylko chcą. Ale im w ogóle nie o to chodzi! Chcą miłości, bliskości, relacji. Okazało się, że one nie patrzą na aplikacje jak na narzędzia do spełniania konkretnych potrzeb, tylko jak na cel, myślą: „A może na Tinderze znajdę męża?”. Więź jest dla kobiet ważniejsza niż seks. A zmiana społeczno-kulturowa dzieje się zdecydowanie za szybko: nasz mózg rozwija się wolniej. Czyli konkluzja jest dość zabawna: zmieniło się dużo, a jednocześnie nic. 

Tekst: Marta Szarejko