W łóżku pracuję nad swoim wyglądem. Od aktorki oczekuje się, żeby prezentowała się jak najlepiej. Ja się więc wysypiam.

ANNA CIEŚLAK, aktorka Teatru Polskiego w Warszawie

Uwielbiam po prostu leżeć i pachnieć, i nic nie robić w swoim łóżku. Z innej zaś strony jestem pracoholiczką. Do teatru wychodzę o 9 rano, wracam o 22, 23. Moją największą pracą w łóżku jest to, żeby nauczyć się odpoczywać. Owszem, leżąc w nim, powtarzam sobie teksty. Kiedy po paru miesiącach wraca jakiś spektakl, lubię ten moment, kiedy zaparzam kawę, wyciągam się na swoim łóżku, zamykam oczy i przechodzę w myślach całe przedstawienie.

Teatr jest moim drugim domem i tam miewam łóżko. Na warszawskiej scenie, chyba było to Palladium, gram w sztuce „Trzy razy łóżko”. Spotyka się w nim para: jako osoby bardzo młode, małżeństwo, rozwodnicy i na koniec jako starzy ludzie. Tu się docierają, kłócą i godzą. W nim uczą się otwartości i szczerości. Początkowo każde z nich myśli wyłącznie o sobie, pod koniec tworzą wspólnotę. Łóżko łączy. W teatrze patrzy na mnie 500 widzów. Chcę dotrzeć do każdego z nich. Do tego potrzebna jest mi moc i witalność. Rano więc skupiam się w łóżku. Pracuję nad sobą i swoim wyglądem. Od aktorki oczekuje się, żeby dobrze się prezentowała. Ja się więc wysypiam. Leżę tak w swoim łóżku i pracuję umysłem. Formą pracy nad sobą i medytacji jest dla mnie sen. Przy-nosi rozwiązania, których logika mi nie podpowie. Co mi daje praca moją głową w łóżku? Wiem, że nie muszę dostosować się do współczesnego tempa: rozmawiać z kimś, odbierając telefony, SMS-y i e-maile. Bronię się przed tym nadmiarem. Kiedy gram z Danielem Olbrychskim lub Andrzejem Sewerynem, czuję, że oni mają jedność bycia. Jak stoją, to stoją. Jak mówią, to mówią. Wiedzą, co mówią. I jak mówią. A my, młodzi? Dużo szumu, szybko, głośno. Nie wiadomo, gdzie i po co. Największą pracą dzisiaj jest dla mnie zatrzymać się.

Filip Bobek, fot. Iza Grzybowska

Jako jeden z niewielu Polaków leżałem z Anią Muchą w łóżku. Jestem szczęściarzem! Każdy facet może mi zazdrościć.

FILIP BOBEK, aktor, gra m.in. w serialach ,,Czas honoru” i ,,Komisarz Alex”

W moim łóżku zawsze jest pachnąco i czysto. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że leżę w nim, a w tyłek drapią mnie okruchy bułki. Poza tym staram się nie wnosić do łóżka problemów z pracy. To miejsce intymne, prywatne. Własnego, pierwszego łóżka szukałem pół roku. Jest idealne. Proste. Delikatna rama jesionowa, żadnych ozdób, minimal w stylu japońskim. Łóżko jest na tyle duże, że kiedy odwiedza mnie rodzina, zmieszczą się w nim trzy osoby. Odpoczywają w nim też moi znajomi po wspólnym pieczeniu pierników. Zawinięci w koce pijemy herbatę i gadamy do rana.

W łóżku i na podłodze obok czytam scenariusze i książki. Ostatnio „Hotel 52” i felietony kulinarne Anthony’ego Bourdaina. Ćwiczę dykcję, głos. Czasem pracuję w łóżku też na planie. Na przykład w serialu „Prosto w serce”, z Anią Muchą... Przed pierwszym pocałunkiem zaproponowałem jej spotkanie poza planem, żeby się poznać, oswoić z sobą, żeby potem w scenie łóżkowej być na luzie. I się poznaliśmy. Zaprzyjaźniliśmy. Oswoiliśmy. Jesteśmy na planie. Śmiejemy się z tego, co nas za chwilę czeka, ile wlezie. I... oboje sztywniejemy. No i duble. Jeden. Drugi. Trzeci. Wreszcie pocałunek łóżkowy podoba się wszystkim. To były bardzo udane duble.

Ania Mucha? Wizerunek publiczny ukazuje tylko 20 procent Ani. Miałem szczęście, jako jeden z niewielu Polaków, poleżeć z nią trochę w łóżku. I? Każdy facet może mi zazdrościć.

Na planie w łóżku bywam na golasa, jeśli wymaga tego scenariusz. Sceny łóżkowe, nagość na planie krępują mnie. Niby oddzielamy życie zawodowe od prywatnego. Tylko skąd potem biorą się te wszystkie amerykańskie romanse, zrodzone często w filmowym łóżku?

Kto leżał obok mnie w łóżku? Julia Kamińska. Małgosia Socha. Ania Mucha.

Nie dostaję ról przez łóżko. I nie jestem ciekaw, jak to jest.

Krystyna Kofta, fot. Iza Grzybowska

Najpierw myślę. I na leżąco zapisuję te myśli-zaczepy. Na karteczkach, w specjalnym notesie. Dopiero potem siadam do komputera.

KRYSTYNA KOFTA, pisarka, artysta plastyk, felietonistka

Zrób, proszę, samochód – mawiam do męża. Wtedy on wysoko układa poduszki, opieramy się o nie i czujemy się jak w limuzynie. Nie mamy samochodu, więc to nasze jedyne auto. W taki sposób oddajemy się lekturze. Nigdy nie bywało tak przed miłością, zawsze po. I tak od pierwszych dni naszego małżeństwa. „Od czytania w łóżku robi się drugi podbródek” – ostrzegają fachowcy. To prawda, mnie to spotkało. Ale co tam! Ten mój drugi podbródek to dowód na lata czytania i pisania w łóżku. Tu rano przygotowuję notatki do książek, felietonów, bloga. Na karteczkach. Potem siadam do komputera, by napisać tekst. W łóżku myślę. Gdy mam pomysł, zapisuję te myśli-zaczepy. Mam jeden szczególny notes, który leży na nocnym stoliku. Ma ze 30 lat. W nim spisuję pomysły na obrazy. Jednym zdaniem. Potem je rysuję, jak „Trzy ukrzyżowane ważki”. W tym notesie napisałam też cały trzon „Pępowiny”. Zdania budujące całą sztukę. Stara matka mówi do swojego, też już starego, syna: „Jedno z dwojga: albo istnieje Bóg, albo ten świat”. W tym notesiku zanotowałam też pierwsze zdanie powieści „Fausta”. A „Człowiek który nie umarł”, to wymyślony tytuł opowiadania. Nigdy nie sięgam po notesik w sennej malignie. Spisuję w nim wyłącznie jasne myśli. W łóżku gimnastykuję się. Kołyska, nożyce poziome, pionowe, rowerek do tyłu. Nie umiem jeździć na zwykłym, ale na tym łóżkowym pedałuję świetnie. Dzięki temu rowerkowi nie mam „opon” ani brzucha. 10 lat temu leżałam w łóżku po operacji. Po chemioterapii łzy płynęły mi z bólu. Mąż i syn na zmianę siedzieli przy mnie. Trzymali mnie za rękę. Zawsze mówię, że jesteśmy z Mirkiem najlepiej dobraną nie dobraną parą, małżeństwem, które przeżyło ponad 40 lat bez nudy! Bo miłość była zawsze. I łóżko odegrało swoją rolę. I w chorobie. I poza nią. To więcej niż mebel, ma w sobie wiele dla ciała i wiele dla ducha.

Karolina Gorczyca, fot. Iza Grzybowska

Piszę scenariusze dla siebie na następny dzień. To porządkuje. Wtedy wstaję rano i wiem, co po kolei mam robić. Rachunki, nagrania.

KAROLINA GORCZYCA, aktorka, znana m.in. z serialu ,,Czas honoru” i filmu ,,Komisarz Blond”

Siedzę lub leżę, na brzuchu mam laptop, wokół długopisy, pióro, kalendarz, zeszyt do notatek, jakieś kolorowe podkreślacze, komórka. Lubię pisać piórem, moje litery są pedantyczne, trochę jak ja. Przed porannym pisaniem lub czytaniem obowiązkowa kawa z cynamonem i kardamonem, wieczorem zielona herbata jaśminowa. Przygotowanie środowiska wokół zajmuje mi zazwyczaj więcej czasu niż sama praca. To mnie relaksuje, porządkuje myśli. Co piszę? Plany działania na następny dzień, to pomaga zrealizować wszystkie sprawy: zapłać rachunki, jedź na nagranie, odbierz paczkę dla ośrodka, zrób zakupy, jedź do banku, naucz się w końcu tego tekstu i inne przyziemne zadania. Zapisuję też przemyślenia, wyrwane z książek cytaty, mądre stwierdzenia różnych ludzi. Jeśli sobie zapiszę od czasu do czasu w swoim kalendarzyku: „Pamiętaj, że jesteś zdrowa, masz dwie ręce i dwie nogi, zdrowe dziecko, partnera, bądź za to wdzięczna”, to mam osobistą przypominajkę i po chwili złe myśli mijają. Czasem zamiast tego na kolejny dzień rysuję sobie żółte słońce, to taka skrócona wersja tego samego przesłania. Co czytam? Raz na jakiś czas scenariusz, częściej książkę, reportaże, dokumenty. Choć ostatnio częściej zdarza mi się czytać mojej dwuletniej córce historie o Królewnie Aurelce i o Kubusiu Puchatku.

Najważniejsze, żeby w nogi nie było zimno, więc obowiązkowo grube skarpety, wygodny dres. Kupiłam go ostatnio z myślą o pewnym projekcie. Miałabym zagrać „dziewczynę z dzielni, wkręconą w lokalny światek przestępczy”. Swoją drogą to byłoby dla mnie wyzwanie, bo wymagałoby wcielenia się w postać, jakiej jeszcze nie grałam, i wbrew warunkom zewnętrznym. Wreszcie, bo polscy producenci często nie mogą się od nich oderwać.

I owszem, zdarza mi się czasem wyeksponować w łóżku nogi. To przecież normalne!

Piotr Najsztub, fot. Iza Grzybowska

Karty, scrabble, warcaby w łóżku? Odmawiam udziału w jakichkolwiek grach. Poza grą wstępną. Jedyną właściwą.

PIOTR NAJSZTUB, dziennikarz, właściciel warszawskiej knajpki Przegryź

O 9 rano siadam w łóżku z mocną kawą. Do godz. 15 na laptopie redaguję swoje wywiady. Co piątek, od 15 lat. W poprzednim mieszkaniu oglądałem w łóżku filmy. Głupie, typu „Amerykanie ratują ludzkość”. Takie lubię. Przy nich mój mózg odpoczywa. One nie mają otwierać mi świata. Do tego służy mi obserwacja. I tak gniłem w łóżku przy tych filmach, godzinami oglądając i jedząc jednocześnie. Najczę-ściej kurczaka z rożna (kupionego na rogu) i mizerię. Najważniejsza jest wielkość łóżka. Najlepszy jest kwadrat, przynajmniej dwa metry na dwa. Mogę położyć się wzdłuż i w poprzek. A jak jesteśmy w nim we dwoje, jest dobre i na bliskość, i na separację. Taki mebel nie może być skręcany – podczas seksu robi się nieprzyjemnie głośno. A czasem zabawnie głośno. Jestem palaczem, więc po seksie najpierw sięgam po papierosa. Potem można czytać. Karty, scrabble, warcaby w łóżku? Odmawiam udziału w grach. Poza grą wstępną. Przy łóżku leży nożyk. Obieram nim jabłko. Kroję, zjadam plasterek po plasterku. To moja ostatnia czynność przed zaśnięciem.

Kiedy pracowałem na stałe w redakcjach, ciągnąłem tam łóżko mobilne. Na nim między 17 a 18 zapadałem w drzemkę, żeby oczyścić umysł. Teraz, kiedy się zestarzałem, nie potrzebuję już sjest. I budzę się wcześniej. Otwieram oczy i sięgam po butelkę z wodą. Biorę łyk i zapalam papierosa. Ten łyk po to, żeby nie palić na czczo.

Urszula Dudziak, fot. Iza Grzybowska

Lubię spać we własnym podwójnym łóżku, ale dużo podróżuję i te hotelowe też są moje. Noc uwalnia we mnie pomysły: zarysy utworów, historie do blogów.

URSZULA DUDZIAK, wokalistka jazzowa i kompozytorka

W łóżku piszę, dziś na przykład do czwartej rano swoje blogi. W pościeli też komponuję. Gdy przychodzi mi do głowy zarys utworu, wyskakuję z łóżka. W pokoju obok mam domowe studio, więc od razu nagrywam. Nigdy nie zasypiam przed pierwszą. Mam specjalny budzik w swoim iPhonie, dzięki któremu wstaję zawsze wypoczęta, bez względu na to, czy jest siódma rano (tylko kiedy muszę; czy też południe (najchętniej). Jak wygląda moja sypialnia? Książki. Gazety. Karteczki, pisaki, kremy na nocnym stoliku. Lampy: malutka, zapalona non stop, która wyznacza szlak do łazienki. Większa do pracy na komputerze. Kolejna do czytania. I ta z najjaśniejszym światłem do ubierania się i przeglądania w lustrach. I oczywiście łóżko. Moje jest wygodne. Podwójne. Z materacem wypełnionym ziarnami. Jest zdrowy i chłodny. Rozgrzewa się wolno i dobrze trzyma ciepło. Pościel wyprasowana. Gospodyni zmienia ją dwa razy w tygodniu. Jednak najcudowniejszy zapach pościeli to tej suszonej na powietrzu. W takiej śpię u swojej koleżanki, w weekendy, pod Warszawą, wśród lasów. Wonią tych prześcieradeł i powłoczek zaciągam się niczym kokainą.

Dużo podróżuję. Hotelowe łóżka również są moje. Do własnego, tego w domu, wpuszczam tylko najbliższych. Córki, Kasię i Mikę, kiedy się zasiedzimy do późna. I swoją siostrę. Ona chrapie i ja pochrapuję. Wkładamy obie w uszy zatyczki. Budzę się, coś jej opowiadam, denerwuję się, bo ona nie słyszy.

Mężczyznę wpuszczam do łóżka tylko wówczas, gdy kocham. Czuję, że niedługo spotkam kogoś dla siebie ważnego. Bardzo tego pragnę. Ze swoim mężczyzną podzielę się sercem. A skoro sercem, to i całą resztą: stołem, telewizorem i sercem swojego mieszkania. Łóżkiem właśnie.

Tekst: Agnieszka Fedorczyk

Zdjęcia: Iza Grzybowska

Stylizacja: Zuzanna Kuczyńska

Włosy: Łukasz Pycior

Makijaż: Iza Wójcik

Produkcja: Magda Gołdanowska

Podziękowania dla: Woronicza Qbik Loft, Mesmetric Concept Store, Recamiere, NAP, Bo Concept