W LICEUM miałam jedną parę martensów, które nosiłam wszędzie: do szkoły, teatru, klubu, a nawet na romantyczne randki po plaży w 30 stopniach Celsjusza. Zanim stały się moje, długo o nich marzyłam. Wreszcie wydarzył się cud – złamałam rękę i dostałam odszkodowanie, które natychmiast na nie wydałam. To był koniec mojej kariery muzycznej, bo z powodu kontuzji musiałam przerwać lekcje gry na pianinie, oraz pierwsze symptomy butomanii, na którą cierpię do dziś. Obecnie jestem właścicielką zamszowych szpilek w różnych kolorach, sandałków w stylu boho, sneakersów, baletek, a nawet plastikowych klapek w kształcie ptasiej płetwy (owszem) do chodzenia po piasku, które przywiozłam z Tajlandii. Mam sztyblety i botki, które noszę na okrągło, oraz zielone kozaki na 20-centymetrowym drewnianym koturnie, których nie włożyłam ani razu. Praktycznie nie ruszają mnie za to torebki. Mam ich kilka, wszystkie w miarę neutralne, by pasowały do większości stylizacji. Jednak wśród kobiet zdania co do tego: „Buty czy torebki?”, są podzielone. O czym to świadczy? Przeprowadzam śledztwo. 

TEAM #BUTY
Pantofelek zgubiony na balu zagwarantował Kopciuszkowi życie u boku księcia. Współczesne kobiety nie muszą na szczęście czekać przy kominie na dobrą wróżkę, wybierając groch z popiołu. Ale z Kopciuszkiem ­łączy nas to, że możemy za ich pomocą coś osiągnąć. W pięknych butach ­skuteczniej zdobywam świat… pod swoimi stopami. Od tego, jakie wybiorę, ­zależy reszta mojego dnia. Gdy moje poczucie sprawczości potrzebuje wsparcia, wybieram rockowe kowbojki. Gdy chcę poczuć się doroślej, wkładam obcasy. Converse’y odmładzają mnie o pięć lat. W szpilkach moja pewność siebie winduje na poziom ostatniego piętra Burdż Chalify w Dubaju. Czuję się atrakcyjniejsza, nawet jeśli mam na sobie ogrodniczki i tank top. – Już sama myśl o nowych butach jest podniecająca. Zamówiłam sobie właśnie czerwone sandałki na szpilce. Czuję dreszcz na samą perspektywę, że będę je mogła włożyć. Na obcasach inaczej się poruszam, moje biodra sensualnie się kołyszą – przyznaje Weronika, kostiumografka. „Mogę być naga tak długo, jak będę miała na nogach odpowiednie buty” – mawiała Anna Dello Russo. To zdanie tłumaczy wszystko. Buty w przeciwieństwie do ubrań zawsze świetnie leżą – niezależnie od obecnego stanu mojej figury. Czy irracjonalna skłonność do wydawania ostatnich pieniędzy na buty coś mówi o cechach charakteru? – Absolutnie tak, bo nasz wygląd to komunikat, jaki wysyłamy światu – tłumaczy Małgorzata Lipko, psychoterapeutka i współzałożycielka programu Love in Business. W swojej kolekcji ma niemal 200 par. – Klasyczne, zachowawcze modele zazwyczaj są wybierane przez kobiety funkcjonujące w określonych ramach, pozamykane i mało spontaniczne. Różnorodna i kolorowa kolekcja butów na wszelkie okazje świadczy nie o braku konsekwencji w stylu, ale o dużym apetycie na życie. Im dziwniejsze i bardziej ekscentryczne buty, tym większa nasza kreatywność oraz… potrzeba uwagi. Lubimy mieć widownię! Skłonność do butów sportowych może być oznaką znajomości trendów, ale ­jeśli towarzyszy im T-shirt z postacią z kreskówki, świadczy o mentalnym ­pozostawaniu w sferze dzieciństwa. Szpilki wybierają kobiety, które nie boją się ryzykować, zwłaszcza że już samo w nich chodzenie bywa ryzykowne, biorąc pod uwagę jakość polskich chodników – śmieje się ekspertka. Z kolei amerykańska coach i stylistka personalna Kathy Kelada przez 20 lat obserwowała zachowania swoich klientek w kwestii wyboru obuwia, a swoimi ­spostrzeżeniami dzieli się w książce „Be the Shoe”. I tak np. w butach do biegania najczęściej chodzą według niej osoby skoncentrowane na szybkim osiąganiu celów, japonki to ulubiony model wolnych duchów, a mokasyny najchętniej włożą kobiety odpowiedzialne i zrównoważone. 

TEAM #TOREBKI
– Torebek nigdy dość, parafrazując Kasię Nosowską i jej słynne filmiki z Instagrama o powiększaniu ust – zapewnia Nina, znajoma dziennikarka. – Nie ma takiej liczby, która by mnie zadowoliła, i ciągle nie mogę się zdecydować, którą torebkę wybrać. Ważne, by była oryginalna i wyrazista oraz by zmieściło mi się do niej pół domu – dodaje. Za co najbardziej kochamy torebki? Bywają sprytnym sposobem na ukrycie mankamentów stylizacji czy sylwetki. Wzorem księżnej Diany można przesłonić nimi zbyt głęboki dekolt przy wysiadaniu z samochodu albo wystający brzuch. To był patent księżnej Monako, która przysłoniła ciążę torebką Hermèsa. Model natychmiast został nazwany na jej cześć, a do dziś za słynną Kelly Bag kobiety na całym świecie są gotowe zapłacić równowartość małego mieszkania. Dla świetnej torebki zakładamy subkonta w banku albo zaciągamy pożyczki, tłumacząc sobie, że to inwestycja na lata. Te dobrej jakości starzeją się szlachetnie, a modele vintage po latach osiągają ceny wyższe niż nowe, prosto z butiku. – Gdy rodziłam córkę, postanowiłam, że kupię sobie w nagrodę torebkę Prady. Leżałam jeszcze obolała na porodówce, gdy mój przyjaciel wysyłał mi z Mediolanu zdjęcia różnych modeli do wyboru. Mam zamiar wzorem Włoszek podarować ją Majce na jej 18. urodziny – opowiada Marcelina, politolożka. Torebka to też tarcza, za którą możemy się schronić, i atrybut kobiecej siły. – Z nią skuteczniej prowadzę negocjacje, nawet gdy przeciw sobie mam 12 mężczyzn – przyznaje Karolina, dyrektor wykonawcza w firmie telekomunikacyjnej. Marcelina na ważne biznesowe przyjęcia zabiera właśnie swoją pradę. – Dzięki niej ­jestem mniej onieśmielona elitarnym towarzystwem – mówi.
Amerykańska ekspertka od mowy ciała, Patti Wood, podpowiada, co rodzaj torebki i sposób, w jaki ją trzymamy, mówią o nas samych. Gdy nosimy ją na ramieniu i przyciskamy ręką do ciała, jakbyśmy się obawiały, że ktoś nam ją zaraz wyrwie, mamy w sobie sporo niepewności i lęku. Jeśli lubimy, gdy ­luźno zwisa na łańcuszku, jesteśmy spontaniczne i beztroskie. Kiedy nosimy ją na pasku w poprzek ciała, uwielbiamy wolność i brak życiowych obciążeń. Torebkę zawieszoną na przedramieniu wybiera typ „królowej”, która ma jasne zdanie na każdy temat i nie lubi sprzeciwu. Kopertówka lub mała torebka z paskiem przekornie noszona w dłoni to oznaka wyrafinowania i asertywności. 

IŚĆ CZY MIEĆ
No dobrze, ale co to o nas mówi, że niektóre z nas kochają buty, a inne torebki? Znowu pytam panią psycholog. – Buty to CHODZENIE. Oznaczają potrzebę działania, zmiany, odwagę. Wybierając je, wysyłasz komunikat: „Chcę od kogoś lub czegoś odejść”, „Chcę do czegoś dojść”. Z drugiej strony, jeśli je gromadzisz, może to oznaczać, że masz tę potrzebę niezaspokojoną – tłumaczy Małgorzata Lipko. – Z kolei torebki to NOSZENIE. Pojawia się pytanie, ile dźwigasz na co dzień, czy to cię obciąża? Prawdopodobnie bierzesz na siebie dużo zadań – im większa torebka, tym więcej. Jesteś pomocna i robisz wiele dla innych ludzi, ale już niekoniecznie dla siebie – tłumaczy ekspertka. Jednak gdy powtarzam to zwolenniczce torebek, buntuje się. – Torebki są dla kobiet, które mają cały świat przy sobie, potrafią być wolne, mogą w każdej chwili iść wszędzie, bez żalu zostawiając za sobą wszystko! – przekonuje Tamara, początkująca reżyserka teatralna. Nie sposób się z nią nie zgodzić. Niezależnie od tego, czy bardziej kochasz buty, czy torebki, nie da się ukryć, że to coś więcej niż niezbędna część garderoby czy kolejny zakupowy kaprys. To także nasz osobisty manifest i konkretna reakcja na głębsze potrzeby. Dobry pretekst?

Tekst Marta Urbaniak