Gdańsk. Mecz Polska – Niemcy. Publiczność śpiewa, gra, macha szalikami. Cały stadion wstaje i siada. Euforia! Do 90. minuty -wydaje się, że Polacy wygrają 2:1. Aż w ostatniej minucie Niemcy strzelają bramkę. Gwizdek. Koniec meczu. Ewa Prokopiak czuje, jak narasta w niej bunt, złość, rozczarowanie. „Takich emocji nie da się przeżyć przed telewizorem”, mówi. I to z taką pasją, że aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno niespecjalnie interesowała się futbolem.

Jest najbliższą współpracowniczką rzecznika prasowego Lokalnego Komitetu Organizacyjnego Euro 2012 Polska. Na mecz do Gdańska pojechała, bo to była pierwsza impreza sportowa na stadionie PGE Arena,
zbudowanym specjalnie na Euro. Na trybunach siedziała też Katarzyna Brygidyn, która budowała stadion. „Czuję dumę, gdy tu jestem”, przyznaje. „Jest piękny i nowoczesny”.

Agata Wojcierowska nie widziała tego meczu, bo była w trasie. W podróży spędziła cały ostatni rok. Co poniedziałek wsiadała w służbowy samochód i jechała do Gdańska, następnego dnia do Wrocławia, Krakowa albo Serocka. Jest menedżerką ds. zabezpieczenia medycznego turnieju, negocjowała więc umowy ze szpitalami, z klinikami, ze stacjami pogotowia, z prywatnymi gabinetami wszędzie tam, gdzie będą zakwaterowane drużyny piłkarskie. „Od szpitala, po dentystę. Każdego nagle mogą rozboleć zęby”, wyjaśnia.

To jest praca marzeń, mówią zgodnie dziewczyny, bez których nie byłoby Euro. Przez rok nie wyłączały telefonów, nie miały wolnych dni ani stałych godzin pracy. Ale – choć brzmi to nieco patetycznie – mobilizowała je świadomość, że pracują przy największej sportowej imprezie, jaka kiedykolwiek była w Polsce. Jak zdobywa się taką pracę? „Znajomi mnie dopytują, jakie trzeba mieć znajomości, a ja po prostu odpowiedziałam na ogłoszenie”, śmieje się Agata. Dla Euro 2012 porzuciła pracę wykładowcy na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Co więcej, na rok przeniosła się do Warszawy.

Katarzyna tuż po studiach (Politechnika Gdańska, Wydział Inżynierii Lądowej i Środowiska, specjalizacja: konstrukcje żelbetowe) szukała praktyk. Trafiła na budowę stadionu PGE Arena. Po kilku miesiącach dowodziła sztabem ludzi. „Dbałam o to, by samochody z materiałami podjeżdżały w odpowiednie miejsca. Zajmowałam się zamówieniami i odbiorem stali i betonu, kontaktowałam się z laboratorium, gdzie badano jakość betonu”, opowiada.

Ewa przez lata związana była ze światem mody. Pracowała w Vistuli, Artisti Italiani, Ochniku, współpracowała z domem mody Forget-me-not i lifestyle’owym kwartalnikiem dla rodziców „Kikimora”. Gdy jednak dwa lata temu kolega powiedział jej, że poszukiwany jest koordynator ds. współpracy z mediami przy Euro 2012, bez zastanowienia wysłała CV. Odświeżyła piłkarską wiedzę, którą w dzieciństwie wpajali jej dziadek, i tata i na rozmowie kwalifikacyjnej zaskoczyła komisję. „Zapytano mnie, kto był mistrzem Polski w 2010 roku. Wiedziałam, że Lech Poznań, ale z nerwów wypadła mi z głowy ta nazwa. Pamiętałam tylko przydomek nadany przez kibiców. Wypaliłam: Kolejorz. I przyjęli mnie”, wspomina i entuzjazmem dodaje: „Zmieniłam pracę i branżę, w której się dobrze czułam. Ale było warto! Euro 2012 to historyczne wydarzenie, a poza tym w jakiej innej pracy mogłabym poznać Zbigniewa Bońka, Włodzimierza Lubańskiego, Jerzego Dudka czy Franciszka Smudę!”.

Nieprzewidywalność i precyzja, pojęcia pozornie przeciwstawne, w wypadku pracy przy Euro wcale się nie wykluczają. Po to by 8 czerwca wszystko ruszyło zgodnie z planem, każdy etap przygotowań musi skończyć się na czas. Nie ma więc miejsca na spóźnienia ani wpadki. A oczywiście sytuacje niezaplanowane zdarzają się na każdym kroku. Katarzyna pamięta moment, kiedy powstawały pierwsze elementy trybun na stadionie. To wielkie wydarzenie na budowie, inauguracja pracy. Zebrała się cała ekipa, dyrekcja. Dźwig rozstawiony, wszyscy czekają na chwilę, kiedy zostanie osadzona pierwsza belka. W końcu jest! Przyjeżdża! Musi zostać osadzona na wyznaczonych punktach. Dźwig ustawia belkę i nagle okazuje się, że ona nie pasuje. Brakuje kilku centymetrów. Nerwy straszne, bo każda chwila przestoju na budowie kosztuje. Katarzyna musi znaleźć błąd. Znajduje, belka trafia na miejsce. Katarzyna, by złapać oddech, wychodzi na godzinny spacer.

Agata, niedługo po tym, gdy zaczęła pracować dla Euro 2012, zaszła w ciążę. Dla wielu to sytuacja niewyobrażalna. Podróżować przez cały tydzień po Polsce, wracać do pustego mieszkania w Warszawie, w dodatku w ciąży? „Pewnie, że miałam chwile zwątpienia czy zmęczenia. Rok szybko mija, za chwilę będę z powrotem w Łodzi”. Agatę ciąża uskrzydla, najwyraźniej ma energii za dwoje. Jest pogodna, cały czas się śmieje.

Ewie w pracy w biurze prasowym przydają się umiejętności, które zdobyła, studiując psychologię. Numer jej telefonu podany jest na stronie internetowej, więc -odbiera telefony o każdej porze, w najdziwniejszych -sprawach. Kibice skarżą się, że nie wylosowali biletu. Komuś nie podobają się koszulki polskiej reprezentacji. Ktoś narzeka, że maskotki turnieju Sławek i Slavko -mają dziwne imiona. „Niedawno jedna pani poprosiła o -numer telefonu do Diega Maradony. Gdy tłumaczyłam, że nie mogę go podać, chciała chociaż do Zbigniewa Bońka”, Ewa ma łagodny, ale stanowczy głos. Pozwala rozmówcy poczuć, że jego problem jest ważny, nawet wtedy gdy dzwoni kibic, który w związku z problemem z biletami, grozi okupacją biura.

Jeszcze dwa lata temu nie wiedziały, co to jest spalony. Jedna z nich rysowała sobie na kartce, w którym miejscu musi znajdować się zawodnik wobec piłki. Bo choć praca przy Euro nie polega na kibicowaniu, to jednak rozmów o piłce nie da się uniknąć i głupio byłoby się zbłaźnić przed kolegami. Tym bardziej że i tak na każdym kroku -trzeba się konfrontować z mężczyznami.

Katarzyna, drobna, delikatna blondynka, musiała na budowie zmierzyć się z męskim szowinizmem. Kto to widział! Przychodzi młoda dziewczyna i usiłuje ustawiać męskie grono! Każdy z nich już zjadł zęby na tej budowie i wie wszystko najlepiej. Próbowali obchodzić zalecenia, pobłażliwym: „Pani Kasiu, oj tam, oj tam”. Próbowali wtrącać jakieś damsko-męskie aluzje. Ale źle trafili. Na dwuznaczne żarty Katarzyna odpowiadała innymi. Na próby niesubordynacji reagowała twardo. Dokładność i sumienność – to cechy, które wyniosła z domu. Tata zawsze jej powtarzał: „Cokolwiek robisz, rób to na sto procent”. Była więc tak samo sumienna w biurze, kiedy wypełniała formalności, i na budowie, kiedy w hełmie, kamizelce i butach trekkingowych rozmawiała z brygadą. „To jest praca z projektem. Nie ma miejsca na ustępstwa”, tłumaczy. „Na budowie trzeba umieć obronić swoje zdanie. Tylko to buduje autorytet”. Pytana, czy lubi piłkę nożną, odpowiada, że woli boks.

Ich życie po Euro nie będzie takie samo. Gdy zrobi się coś na wielką skalę, energia nie pozwala potem wrócić do zwykłej rzeczywistości. O swoich planach dziewczyny mówią ostrożnie. Są zmęczone, marzy im się urlop.

Ewa Prokopiak uważnie obserwuje świat. Irytuje ją wyzysk rolników z dalekiego świata. Chciałaby kiedyś założyć sieć kawiarni, gdzie sprzedawałaby kawę i cze-koladę fair trade, sprowadzaną bezpośrednio od producentów, bez pośrednictwa wielkich korporacji. Ale na razie – podkreśla – za wcześnie na konkrety.

Katarzyna pracuje teraz przy budowie Trasy Słowackiego w Gdańsku i bardzo ceni sobie spokój. Lubi oglądać -filmy Woody’ego Allena, słucha winylowych płyt. Kiedy odbiera z przedszkola czteroletniego syna, wyłącza służbowy telefon. W domu jest mamą. Weekendy i wieczory są tylko dla niego. Czyta -baśnie braci Grimm, śpiewa kołysanki. I kiedy tylko -może, wkłada szpilki. Bo tych szpilek na budowie brakuje jej najbardziej.

Dla Agaty po Euro zacznie się nowy rozdział. Będzie sprawdzać się jako mama. „Przypuszczam, że to jest -dopiero poważne wyzwanie”, śmieje się. Pewnie wróci do Łodzi, prawdopodobnie na uczelnię. Choć ostatnio, patrząc przez okno swojego warszawskiego mieszkania na rozświetlone miasto, pomyślała: „Jak dobrze być w domu”.

TEKST: Joanna Laprus-Mikulska

Źródło: magazyn ELLE