Przy okazji pobytu w USA, wybrałyśmy się też do Atlanty... Wiemy, nie jest to destynacja, którą najczęściej wybiera się, gdy odwiedza się Stany Zjednoczone, ale we wrześniu udało nam się odwiedzić ATL (i wspominam to jako jedną z najmilszych podróży jakie udało mi się odbyć), niestety spędziłyśmy tam wtedy tylko dwie doby, więc postanowiłyśmy zobaczyć to miejsce raz jeszcze. Dodatkowo, to właśnie tam od kilkunastu lat mieszka siostra Olgi, a z kim najlepiej się zwiedza? No właśnie...

Tym razem wybrałyśmy się tam na pięć dni. Uwaga, lot z Nowego Jorku trwa około dwóch godzin. Nauczone swoją przygodą damy Wam dobrą radę - lotnisko w ATL to największe lotnisko na świecie (nie jest to nasza subiektywna ocena, ono naprawdę jest największe), dlatego jeśli myślisz, że dwie godziny do lotu to spoko czas i że na spokojnie wyrobisz się ze wszystkim, to prawda wygląda zupełnie inaczej, lepiej zarezerwuj sobie więcej czasu, bo inaczej tak jak my będziesz biec wszędzie, a ludzie będą chcieli postrzelić Cię swoim laserowym wzrokiem. Ceny biletów wahają się od 60 do 200$. Kwestia bagażu, linii oraz oczywiście daty. Nam zależało, aby w Atlancie wylądować w poniedziałek, ponieważ to właśnie wtedy odbywa się tam jedna z najlepszych imprez...

Atlanta: alternatywny przewodnik po mieście. Gdzie pójść na imprezę i dobre burgery?

Controllerise! Wydarzenie, które odbywa się w każdy poniedziałek o 22:30. To właśnie w Monday Night Garage mogłyśmy spróbować niesamowitego koktajlu doznań. Zdawać by się mogło, że przygotował go sam Profesor Atomus i zamiast Atmówek, zmieszał coś totalnie lepszego, bo do gier komputerowych z lat 90, dołączono znakomity ramen, oblane pysznym kraftowym piwem, a oczu nie można oderwać od klatek anime puszczanych z rzutnika. Oczywiście nie mogło zabraknąć wyjątkowego, tajemniczego związku "X", którym w tym przypadku jest... rewelacyjna muzyka i wyjątkowi ludzie. 

Impreza odbywa się w dużej i surowej przestrzeni loftowej. Klimat imprez Controllerise jest jedyny i wyjątkowy. Gdy wchodzisz, wita Cię zapach ramenu. W drodze do niego mijasz miejscowych zajawkowiczów sprzedających swoje wyroby takie jak biżuteria, ciuchy... czy kadzidła o zapachu "wet pussy" (serio!). Dochodząc do parkietu po prawej spotkasz barmana przy kranach z wcześniej wspomnianym kraftowym piwem, a po lewej znajduje się spot z wielkim stołem, przy którym możesz napić się piwa i odprężyć się łapiąc w ręce kredki i kolorując wcześniej pozostawione tam kolorowanki. Do tego, zaraz na przeciw stołu znajdują się kanapy do chilloutu, z których możemy oglądać puszczoną z rzutnika anime. Za kanapami jest parkiet, gdzie od samego początku imprezy grupa miejscowych tancerzy tupie nogą i rusza biodrem. Dookoła otacza ich grupa mniej doświadczonych, ale po godzinie wszystko się zmienia i na parkiet nie da się wcisnąć. Wydawać by się mogło, że opisujemy jakiś rodzinny piknik, ale przypominamy, że impreza zaczyna się o 22:30, więc z dziećmi Cię tam nie wpuszczą. To na pewno nasze ulubione imprezy w Atlancie. Kolektyw STLNDRMS i Empress Rah w każdy poniedziałek serwują lo-fi beats, łączą anime, taniec, hip hop i wiele więcej. Akurat w lutym byli świeżo po imprezach w Tokio, więc już wiemy skąd te azjatyckie kreskówki.

 Nie będziemy ukrywać, że kaca po imprezie nie było... dlatego najlepszą opcją w takim momencie (jak wszyscy wiemy) jest dobre jedzonko. Dlatego pozwól, że zabierzemy Cię na burgery do Grind House. Nowa miejscówka w ATL na pyszną szybką szamkę. Rozpisywać się nie będziemy zbyt długo na ten temat, bo z dobrym burgerem się nie dyskutuje - jego po prostu się zjada. Jedyne co możemy Ci polecić to ten zestaw: cheesburger, chedar, rukola, średnio wysmażona wołowina i pyszny sos blue cheese. Jest to zdecydowanie miejsce do odwiedzenia i spróbowania kilku pozycji z menu, jeśli tylko zdecydujesz się na odwiedziny krainy brzoskwinek.

Atlanta: najlepsza pizza i vintage shopy

Pora na spacer po Little Five Points - dzielnicy lumpeksów, sklepów z winylami i skejtów. Jeśli marzysz o idealnych kowbojkach albo vintage kurtce baseballówce ulubionej drużyny, super ostrym, szybkim rowerze albo może cruiserze, to na pewno wszystkie te rzeczy znajdziesz na L5P. Między szperaniem w płytach, a ciuchami polecamy wstąpić do Little 5 Points Pizza. Już zwalniamy i opisujemy wszystko po kolei.

Po pierwsze lumpeksy i vintage shopy. Ściana z butami-kowbojkami, oldschoolwe skóry z frędzlami, sukienki w kwiaty? Zapraszamy na zakupy do The Clothing Werehouse. Kujko zakupiła tam swoje szczęśliwe kowbojki, ale wybór nie był łatwy, bo ich ilość była przytłaczająca. Sklep znajduje się na przeciwko Little 5 pizza, a zaraz za nim ulokowana jest Psycho Sisters. Nie jest to klasyczny secondhand, bo
znajdziesz tam też "new stuff", ale jak sama nazwa sklepu wskazuje to między zwykłymi t-shirtami dostępne są obcisłe shorty w kolorowe, pstrokate wzory, topy w cekiny, lateksowe spodnie oraz dodatki, którymi zachwycona byłaby sama Betty Q, a część świecidełek to zapewne "must have" niejednej Drag Queen.

Gdy jednak streetwear, to zdecydowanie Twoja półka to zajdź do Rag-o-Rama. Nie nazwałybyśmy tego sklepem tylko wielką halą. Wieszaków tam jest chyba z 300, a czas, który możesz tam spędzić to spokojnie cały dzień, ale serio nigdzie do tej pory nie znalazłyśmy takich perełek. Od sieciówkowych basiców po mega wyszukane, wartościowe rzeczy, a to wszystko z drugiej ręki. Znajdziesz
tam buty, rękawiczki, skarpety, okulary, biżuterię, szlafrok, na który zachorowała Kujko, kiecki, kombinezony, kurtki, peruki... Dosłownie
wszystko to, co tylko byś chciała. Dodatkowo nie jest to miejsce, gdzie nie wiemy skąd te rzeczy się biorą. Ten secondhand to w pewnym sensie komis - każdy może tam zrzucić swoje ciuszki. Dodamy, że szukanie tam konkretnej rzeczy jest bardzo proste, ponieważ obsługa mega dba o rozmieszczenie wszystkiego w strategiczny i łatwy do znalezienia sposób.

Jak jesteśmy przy sklepach to grzechem by było nie wspomnieć o Wax'n'Facts. Bardziej znanym sklepem dla ogółu jest Criminal Records na tej samej ulicy, ale Wax'n'Facts go przebija. Otwarty nieprzerwanie od 1976 roku. Oprócz używanych kaset CD i wosków promuje też lokalne wydawnictwa. Co jednak wyróżnia go spośród wielu sklepów z winylami to wyśmienity stan używanych płyt, które w większości grają jak nowe. Wielu ATLiens robiło i robi tam zakupy, w tym jeden z najbardziej znanych, czyli Andre3000.

Oprócz sklepów z różnościami, ciuchami, rowerami na Little 5 Points możesz wskoczyć po tatuaż do Tattoo Southern Star, wpaść do sklepu z szerokim asortymentem CBD. Gdy jednak już będziesz miał dość spacerów i szperania to kolejną pozycją jedzeniową jest Little 5 Points Pizza. Znajduje się ona w centralnej części całej ulicy, z niej masz najlepszy widok na tętniące dookoła życie przy dźwiękach Outkastu. Pizza od ziomeczków to nic innego, jak amerykański sen, który zmieścił się w jednym kawałku. Prawdziwa, tłusta, chrupiąca na brzegach. Obowiązkowe miejsce dla każdego foodies!

Zostańmy jeszcze chwile przy temacie Little Five Points. Chcemy jeszcze przedstawić drogę do tego miejsca. Zatrzymałyśmy się przy Logan Street, a po Atlancie głównie przemieszczamy się rowerem albo Lyftem (odpowiednik polskiego Freenow). Komunikacja miejska nazywa się MARTA, z tym że tramwaj ma jedną linię. Nie oszukujmy się, miasto tego typu super eksploruje się pieszo, albo właśnie rowerem. Mimo że byłyśmy tam w lutym to pogoda była słoneczna, a temperatura pozwalała nam chodzić po prostu w bluzie. Miejscowi i tak mówili, że jest jest zimno, a dla nas to była wczesna wiosna. Dlatego rower to idealny wybór. Nie odbiegając od tematu - droga do Little Five Points z Logan Street będzie cudownym przeżyciem dla miłośników streetartu. W całym mieście da się zaobserwować ogrom graffiti, wrzut i tagów. Naszą ulubioną trasą była ta, podczas której przejeżdżałyśmy przez słynny Krog Street Tunel ze zbiorem sztuki ulicznej. Łączy on dzielnice Cabbagetown, Reynoldstown i Inman Park.

Fun fact: w październiku 2014 roku Atlanta Foundation for Public Spaces zaplanowała wydarzenie prywatne i tylko biletowane. Wydarzenie zostało odrzucone przez lokalne sąsiedztwo, ale miasto i tak zatwierdziło event, dając zielone światło organizatorom. Ruch ten zdenerwował mieszkańców, ponieważ jest to jedna z najczęściej używanych, najwygodniejszych tras łączących wcześniej wspomniane dzielnice. 22 października 2014 roku o godz. 22.00 100 protestujących zebrało się, aby pomalować cały tunel szarą farbą, czyniąc go pozbawionym sztuki, przez co organizator stracił swoją urokliwą lokacje na imprezę.

Nie schodząc z roweru, tylko twardo jadąc przez tęczowe pasy... Tak, tęczowe! Atlanta to jedno z najbardziej tolerancyjnych miejsc, w których miałyśmy okazję być. Praktycznie w każdym domu widać tęczową flagę. To w końcu w tym mieście Fab5 czyli Queer Eye nagrało swój pierwszy sezon kultowego już show o metamorfozach. Mijając tęczowe pasy Atlanty wjeżdżamy na Beltline.

Atlanta: trasa Beltline i Ponce

Znacie Highline w Nowym Jorku? Beltline jest dokładnie tym samym, ale jak dla nas bardziej urokliwym miejscem. Trasa starej linii kolejowej otacza Atlantę a deptak przechodzi przez piękne loftowe dzielnice, skateparki, kawiarnie i restauracje. Oczywiście jest też sporo streetartu. Jednym z ciekawszych miejsc na Beltline jest Ponce.

Ponce to dawny ratusz miasta, który później stał się więzieniem, a następnie czymś na wzór centrum handlowego. Chyba tak to można nazwać. Chociaż w środku nie znajdziesz sklepów jak w klasycznych galeriach handlowych, tylko małe lokalne sklepy. Na samym dole usytuowane są kawiarnie, fastfoody, a także knajpki. Na piętrze zatracić się można w mydełkach własnej roboty, ciuchach z eko bawełny, książkach i akcesoriach do domu i innych butikach. Co ciekawe, w tym miejscu znajdziesz też przedszkole dla zwierzaków! Znane nam są centra handlowe, gdzie można zostawić dzieci pod opieką na małym placu zabaw, a w Ponce dzieje się dokładnie to samo, ale pozostawić tam możesz swojego zwierzaka. Dodatkowo znajduję się tam duża przestrzeń biurowa oraz mieszkalna. W podwórzu oczywiście zielony skwer do chilloutu. Atlanta jest miejscem, które mega dba o swoje lokalne produkty i biznesy czy też o samą architekturę. Szybciej znajdziesz tutaj kawiarnie ziomeczków z ośki niż Starbucksa. Tak samo szybciej przerobią ratusz na więzienie czy odwrotnie niż wybudują kolejną nieruchomość.

Atlanda: Downtown, czyli World of Coca Cola, Walter's Clothing oraz...

Przenosimy się teraz do Downtown! Pierwszej lokalizacji chyba nie będzie trzeba za bardzo tłumaczyć. Jeśli zapytamy o napój, który najbardziej kojarzy się ze Stanami to będzie nim właśnie Coca-Cola. Ale dlaczego akurat Atlanta i muzeum? Odpowiedź jest prosta: to właśnie w Brzoskwinkowym Raju została sprzedana pierwsza butelka Coca-Coli. Przepis na tę ciemnobrązowy napój stworzył farmaceuta John Pemberton i początkowo miał on służyć jako lek wspomagający leczenie chorób nerwowych. Przez kolejne lata ten przysmak zdobywał coraz większą rzeszę fanów. To właśnie dla nich powstało miejsce o nazwie World of Coca Cola. Można tam zapoznać się z historią całego koncernu, zobaczyć jak powstaje napój i w jaki sposób reklamuje się Coca Cola na całym świecie, także w Polsce. Oczywiście, spotkasz tu także Świętego Mikołaja, który co roku, w grudniu wyrusza w podróż wielką, świąteczną ciężarówką.

Dodatkowo możesz zaopatrzyć się w gadżety z logiem Coca-Coli, a asortyment to jakieś milion rzeczy zaczynając od magnesów i breloków, kończąc na piżamach do spania, skarpetkach, przechodząc przez artykułu użytku codziennego. W jednym z działów sklepu natkniesz się nawet na przedmioty z recyklingu: pingwiny, misie, tacki i różności wykonane ze starych puszek czy butelek po napoju.

Miejsce numer dwa to Walter's Clothing, legendarny sklep z butami i ubraniami. Na tyle kultowy, że prawie każdy pamięta swój pierwszy raz tam na zakupach. Historia sklepu sięga lat 60. ubiegłego wieku, gdy Walter Strauss zakupił ziemię pod sklep w centrum Atlanty w czasie burzliwych przemian społecznych na południu Stanów Zjednoczonych. Walter, który uciekł do Ameryki przed Holocaustem, zatrudniał wyłącznie firmy lokalne, czym zyskał serca lokalnej społeczności. Zakupy tam przypominają trochę wyjście do restauracji, gdzie na wejściu otrzymujesz swojego "kelnera", a ten pomoże ci poruszać się po sklepie. Jest to też popularny hangout spot, spotkasz tam lokalnych raperów i sportowców.

Najlepsze zostawiamy na koniec! Czyli zielona noc w Atlancie, skończyła się wcześniej wspomnianym sprintem po lotnisku, mimo pewności, że czasu mamy co niemiara. Klasycznie zaczęłyśmy kolacją i pysznym drinkiem w Golden Eagle.

Położony w historycznym Reynoldstown, zaledwie 1,5 km na wschód od centrum Atlanty, wzdłuż malowniczego szlaku Beltline Eastside. Ta urocza dawna zajezdnia kolejowa stanowi tło egzotycznego ogrodu zatopionego w industrialnej przestrzeni ulicy. Wnętrze knajpy jest bardzo urokliwe - światła, materiały, cała przestrzeń tworzy cudowny klimat, nie mówiąc już o pysznych potrawach i koktajlach. Muzyka, która towarzyszy Ci przy kolacji leci ze starej szafy grającej, w której trzeba nakręcać taśmę szpulową. Barmani stają na wysokości zadania by Cię zadowolić perfekcyjnie przygotowanym drinkiem. Jeden z naszych ulubionych to ten na bazie ginu i underberga, lekko kwaśny z nutką ziół, obłed, który potrafi zamieszać w głowie. Dlatego więc ,żeby nie zatracić się w procentach proponujemy skosztować rissotto z pomidorami, albo bajeczne founde. Natomiast ,gdy chcesz zrelaksować się tylko przy drineczku to na maksa polecamy Ci zasiąść przy półokrągłym barze.

Golden Eagles otwarte jest od 17 do nocy, jest to zdecydowanie idealne miejsce na kolację z przyjaciółmi, albo by nowych przyjaciół poznać przy barze.

Po smacznej kolacji wybrałyśmy się na bluesowy koncert do Blind Willie’s, klubu liczącego sobie ponad 20 lat, gdzie bilety wahają się między 10 a 20 $, a koncerty odbywają się tam sześć razy w tygodniu, Dotarłyśmy tam na walentynki i akurat wtedy śpiewała Sandra Hall. Kobieta o nieziemskim głosie, mająca publikę w małym paluszku, a oprócz talentu wokalnego i charyzmy posiada ogromny poziom seksapilu. To było coś niesamowitego. Miałyśmy dreszcze, gdy śpiewała o kobiecości i pewności siebie.

Na zakończenie wieczoru wybrałyśmy się do Clermont’s. Clermont Lounge to pierwszy i najdłużej działający klub ze striptizem w Atlancie, otwarty w 1965 roku. Położony w piwnicy Clermont Motor Hotel w dzielnicy Poncey - Highland, Clermont przetrwał wiele prób zamknięcia przez urząd miasta Atlanta, a zyskał ogólnokrajową reputację dzięki kiczowatej atmosferze i niezwykłym tancerzom. Najstarsza kobieta, która rusza się do popowej muzyki ma ponad 70 lat! The Clermont "wystąpił" w odcinku "Insomniac" z Dave'em Attellem, a gwiazdy takie jak Marilyn Manson, Ashton Kutcher, Kid Rock, Steven Yeun, Lady Gaga, Eric Roberts, czy David Cross odwiedzili słynny Clermont w Atlancie. Jest to wyjątkowe miejsce chociażby dlatego, że spotkacie tam każdego. Od pary dziadków, którzy przyszli napić się piwa przy barze, przez mężczyzn w garniturach, po turystów, kończąc na lokalsach, którzy to miejsce traktują jako lokal na rozpoczęcie lub zakończenie wieczoru. Dodać trzeba, że w Clermont’s obowiązuje kategoryczny zakaz robienia zdjęć. Byłyśmy świadkiem szybkiej reakcji ochrony na sytuację, gdy grupa przyjaciół chciała uwiecznić wieczór na zdjęciu - niestety telefon został skonfiskowany, zdjęcie usunięte, a ludzie wyproszeni.

Tak wyglądał nasz pobyt w Atlancie, gdzie w międzyczasie zdążyłyśmy się pochorować i wyzdrowieć, prawie nie zdążyłyśmy na samolot i prawie miałyśmy atak serca, gdy wpadł w turbulencje. Mimo tego wszystkiego, jest to miasto, do którego jeszcze nie raz wrócimy.