Anti-aging to już przeszłość

W 2020 roku mówi się o slow agingu i smart agingu (powolnym i sprytnym starzeniu). W kontrze do dominującego do tej pory trendu przeciwstarzeniowego najgorętsze marki kosmetyczne, jak Glossier czy Drunk Elephant, rezygnują ze straszenia nas zmarszczkami i skutkami grawitacji. Zamiast tego obiecują regenerację skóry i efekt glow, pożądany i twarzowy bez względu na wiek. Przekonują też, że piękna, zadbana skóra jest zarezerwowana nie tylko dla millennialsów, a zatrudnianie ich
w reklamach kremów do skóry dojrzałej to czysta hipokryzja.

Założycielka marki Drunk Elephant, Tiffany Masterson, mówi, że nie ma czegoś takiego jak „anti-aging”, bo starzenie dotyczy każdego. Redaktor naczelna amerykańskiego magazynu „Allure”, Michelle Lee, już samo sformułowanie „anti-aging” uznała za przejaw dyskryminacji i „ageizmu” i zakazała używania go na łamach pisma. Jako gwiazdę okładkową zaprosiła 73-letnią wówczas Helen Mirren, a we wstępniaku wystosowała apel do branży kosmetycznej. Jej zdaniem, by zmienić myślenie na temat starzenia, najpierw musimy zmienić narrację. Tak samo jak stało się to w przypadku „body positivity” (które doczekało się nawet polskiego synonimu „ciałopozytywności”). W dobie różnorodności kanonów piękna wydaje się, że nie ma już wstydliwych tematów. Przecież nawet celebryci publikują na Instagramie zdjęcia z widocznym trądzikiem, pociążowymi rozstępami czy cellulitem. Dlaczego więc wciąż mamy problem ze starzeniem i nie umiemy być bardziej #skinpositivite?

 

Piękno bez metryki

Na szczęście wiek i zmarszczki przestają być ostatnim tabu. Zwłaszcza że żyjemy coraz dłużej i równie długo chcemy wyglądać dobrze. Co wcale nie znaczy: o połowę młodziej. W świecie Instagrama, fake newsów i sztucznie wykreowanych autorytetów coraz bardziej tęsknimy za autentycznością.  Nadużywanie inwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej to dziś przejaw złego gustu i pozbawianie się mimiki i charakteru. „Chcę, by moje dzieci wiedziały, kiedy się cieszę, a kiedy jestem wściekła” – powiedziała w amerykańskim ELLE Julia Roberts. Nawet słynące z zamiłowania do igły Nicole Kidman i Brooke Shields przystopowały z botoksem i wypełniaczami. I wreszcie znów zaczęły przypominać siebie.

Sport dla skóry

Bo taki jest cel slow agingu. Nie chodzi tu o zabiegi z doskoku, odmładzanie na siłę i tylko tego, co widać. Liczy się holistyczne podejście, regularność i dobre nawyki. To cały styl życia: szyta na miarę pielęgnacja, dieta, świadoma mimika, a także dbanie o stan psychiczny i bycie w kontakcie z sobą. W filozofię smart agingu wpisują się też wszelkie manualne zabiegi i ćwiczenia. Spokojnie, nie musi to być wycisk jak na crossficie. Ale mięśnie na twarzy (od szyi w górę mamy ich ponad 80!) potrzebują treningu tak samo jak bicepsy. I to od ich pracy i kondycji w dużej mierze zależy, jak będziemy się starzeć.

– Wystarczą proste ćwiczenia, które poprawią napięcie skóry i odżywią tkanki, pobudzając ich ukrwienie. Gdy nabierzemy wprawy, można je robić przy okazji, np. jadąc samochodem czy oglądając film – mówi Marta Kucińska, która stworzyła autorską metodę holistycznego odmładzania Joga Piękna. Jej zdaniem dzięki ćwiczeniom można odmłodzić się od pięciu do nawet 10 lat! Pierwsze efekty w postaci bardziej rozluźnionej, zrelaksowanej twarzy i gładszej skóry są widoczne już po 1–2 tygodniach. Znaczącą różnicę zauważysz po 2–3 miesiącach. Podobnie w przypadku gimnastyki twarzy (tzw. face fitness), która bardziej przypomina regularny trening (zaczyna się od rozgrzewki, kolejny etap to wzmacnianie mięśni, a na koniec stretching). Ale na pocieszenie – rezultaty widać szybciej niż na ciele, bo mięśnie twarzy są mniejsze.

 

Kamień zamiast igły

Kluczem do sukcesu, tak samo jak na siłowni, jest jednak rutyna. Najlepiej ćwiczyć codziennie, choćby przez 5–10 minut. Czasem mięśnie są jednak tak spięte (wszystko przez stres), że trzeba zacząć od ich rozluźnienia. I tu świetnie sprawdzi się automasaż, najlepiej z użyciem oleju i zawsze po uprzednim dokładnym demakijażu. – Warto zaopatrzyć się w dobrej jakości olej, tłoczony na zimno, który dodatkowo odżywi skórę – radzi kosmetolożka i właścicielka sklepu z kosmetykami naturalnymi Warsztat Piękna, Anna Grela. I dodaje, że wykonywany prawidłowo i regularnie (2–3 razy w tygodniu) automasaż potrafi w widoczny sposób odmłodzić skórę. Rozluźnia mięśnie i pobudza krążenie. Dzięki temu skóra lepiej chłonie składniki aktywne z kosmetyków. – Dobrana do indywidualnych potrzeb technika masażu niweluje zastoje limfatyczne, które powodują obrzęki na twarzy i wokół oczu czy powstawanie bolących guzów na brodzie przed miesiączką. Jest to także świetna metoda gimnastyki naczyń krwionośnych na twarzy dla kobiet, które mają skórę wrażliwą. Delikatne rozgrzewanie tkanek głębokich stymuluje skórę do produkcji kolagenu i elastyny, co poprawia jej jędrność i gęstość – tłumaczy Anna Grela. Wsparciem przy automasażu mogą być gadżety: roller (np. jadeitowy lub z różowego kwarcu), płytka gua sha czy dla zaawansowanych bańka chińska.

Prosta sprawa

Pierwsze przykazanie młodości powinno jednak brzmieć: wyprostuj się. – Jeżeli często się garbimy, następuje przepchnięcie tkanek z tyłu głowy na dół. Wystarczy właściwa postawa i już wyglądamy młodziej – dodaje Marta Kucińska.

Radzi też przekonać się do spania w pozycji „na faraona”, bo leżąc na boku, rzeźbimy sobie lwią zmarszczkę. Żeby naturalnie ją wygładzić, warto delikatnie uciskać i naciągać skórę na czole albo po prostu unosić i opuszczać brwi. I jak najczęściej się śmiać. Bo śmiech, tak jak i płacz, najlepiej rozładowują emocje. A to właśnie ich odbiciem według holistycznej filozofii odmładzania jest nasza mimika, odpowiedzialna za większość zmarszczek. Lepiej więc, by te ostatnie były efektem śmiechu niż złości czy frustracji (jak groźna lwia bruzda na czole). Zwłaszcza że jak potwierdzają badania, osoby ze zmarszczkami wokół oczu są postrzegane jako bardziej szczere i szczęśliwsze. A przez to i piękniejsze.

 

Tekst: Marta Krupińska