1. CELIBAT ZWIĘKSZA OCHOTĘ NA SEKS

Jest dokładnie na odwrót. Jeśli przez miesiąc nie jesz czekolady, masz na nią mniejszą ochotę niż na początku diety, prawda? Z seksem jest tak samo. Gdy go uprawiasz, w organizmie wydziela się testosteron, który odpowiada za libido. Słowem, im więcej seksu uprawiasz, tym większą masz na niego ochotę. Najgorszy celibat to ten wymuszony. Lepiej więc nie stosuj go jako kary wobec swojego faceta. Możesz mieć z tego więcej szkody niż pożytku. Tym bardziej że mężczyźni regularnie uprawiający seks dłużej są sprawni erotycznie!

2.FACECI CIĄGLE MAJĄ OCHOTĘ NA SEKS

Zgadza się. Pod warunkiem że facet ma 17 lat i pierwszą dziewczynę. Wówczas jest gotowy do akcji 24 godziny na dobę, nawet we śnie. Ale kiedy pierwsze fascynacje miną, poziom hormonów się reguluje. Z reguły oznacza to koniec kariery seksmaszyny. Owszem, w czterech związkach na pięć to facet ma większe potrzeby erotyczne. Ale to nie oznacza, że możesz partnera traktować jak wibrator. A jeśli spróbujesz, przekonasz się, że aby go włączyć, trzeba nacisnąć więcej niż jeden guzik. Na dobry początek potrzebujesz jeszcze: czasu, nastroju i pożądania.

3. MĘŻCZYŹNI NIE MAJĄ WIELOKROTNYCH ORGAZMÓW

Kobieca zdolność do przeżywania wielokrotnych orgazmów jest większa, ale to nie oznacza, że mamy na nie monopol. Mężczyźni też mogą mieć więcej niż jeden szczytowy moment podczas stosunku. Ale wymaga to treningu i współpracy z partnerką. Jak trenować? Gdy twój ukochany będzie na skraju orgazmu, delikatnie ściśnij żołądź. Następnie przez chwilę pieść inne części -jego ciała, aby lekko zmniejszyć jego podniecenie, ale nie dopuścić do utraty erekcji. Wówczas możecie zaczynać od nowa. Nawet kilka razy. A finisz będzie niezwykły.

4.KOBIETY UPRAWIAJĄ SEKS TYLKO Z MIŁOŚCI

Tę bzdurę musieli wymyślić mężczyźni. Co gorsza, przez lata wszyscy w to wierzyli. Światło na sprawę rzuciły badania Cindy Meston i Davida Bussa. Ci psychologowie z University of Texas udowodnili, że kobiety i mężczyźni uprawiają seks przede wszystkim dla przyjemności. Oraz z 236 innych powodów. Jakich? Bo chcą mieć święty spokój, bo chcą dostać awans, bo chcą wywołać zazdrość u partnera, bo chcą podtrzymać związek. Zresztą sama dobrze wiesz, dlaczego uprawiasz seks. I to wcale nie oznacza, że te 236 powody są gorsze niż ten jeden.

5.SEKS MUSI BYĆ SPONTANICZNY

Seks nie spada nam z nieba. Najczęściej trzeba się nieźle naharować, żeby wylądować w łóżku. Najpierw należy znaleźć czas. Zarówno w twoim, jak i w jego grafiku. Potem to kwestia kreacji, depilacji, kolacji. Pożądanie wymaga pracy. Zwłaszcza jeśli jesteście razem długo. Nie ma co czekać, aż nastrój „sam się zrobi”, trzeba go stworzyć. Przekonanie, że dobry seks powinien być spontaniczny, jest naiwne i typowe dla autorek romansów, a nie kobiet, które mają cały świat na głowie. Wpisujesz seks do kalendarza? Świetnie! Oczekiwanie to ważny element budowania pożądania. Lepiej zrób miejsce w swoim terminarzu, zamiast narzekać, że nie masz czasu na seks!

6. BEZ PUNKTU G NIE MA ORGAZMU
„Ginekologicznym UFO” nazwał punkt G prof. Terence Hines z Pace University. Wszyscy go poszukują, ale nikt go nie widział. W naszej świadomości pojawił się w połowie lat 50. za sprawą ginekologa Ernsta Gräfenberga. W swoich badaniach wykazał, że w pochwie znajduje się wyjątkowo erogenna strefa, która odpowiednio pobudzana doprowadza do spektakularnych orgazmów. Co ciekawe, punkt G wcale nie jest współczesnym wynalazkiem. Pojawia się w literaturze wielu kultur. Jak pisze Zbigniew Wojtasiński, „Chińczycy nazywali go »czarną perłą«, Japończycy zaś »skórą dżdżownicy«”. Wzmianka o nim pojawia się też w Kamasutrze. Więc może jednak istnieje? A jeśli nie istnieje, to nie zapominajmy o wielu innych erogennych punktach na kobiecym ciele.

7. ROZMIAR MA ZNACZENIE

Tylko co drugi facet jest zadowolony z wielkości swojego członka. Dla porównania tylko 6 proc. kobiet chciałoby, aby penis ich partnera był większy. Facetom wydaje się, że głęboka penetracja dostarcza nam większej satysfakcji. Czas, by się dowiedzieli, że najwrażliwsze strefy to łechtaczka, srom i pierwsze 10 cm u wejścia pochwy. A z tym poradzi sobie każdy facet, bo przeciętny penis we wzwodzie ma 13-15 cm. Zdaniem profesora Lwa-Starowicza ważniejsza jest grubość. Grubszy członek pozwala na lepszą stymulację punktu G. Pod warunkiem, że ten faktycznie istnieje...

8. IM BLIŻSZY ZWIĄZEK, TYM LEPSZY SEKS

Jeśli bez przerwy jesteście z sobą i nie dajecie sobie odrobiny wolności, wasza miłość może zabić seks. „Pożądanie potrzebuje napięcia, tajemnicy”, pisze amerykańska terapeutka Esther Perel. Sztuka polega na tym, aby zachować równowagę między zespoleniem a niezależnością. Co zrobić, gdy nadmierne poczucie bezpieczeństwa i nuda wkradły się do sypialni? O ile w życiu codziennym stawianie na partnerstwo i porozumienie jest dobre, o tyle w łóżku można pozwolić sobie na niepoprawność polityczną. Na przykład fakt, że lubisz ulegać facetowi w łóżku, wcale nie oznacza, że zdradzasz feministyczne ideały. Zapomnijcie o tym, co się dzieje w „normalnym” życiu. W sypialni możecie robić, co chcecie.

9. MĘŻCZYŹNI WOLĄ BLONDYNKI
Ten mit sprawia, że mnóstwo kobiet co sześć tygodni ląduje u fryzjera, by rozjaśnić włosy. Dlaczego? Przecież nie ma badań, które dowodzą, że blondynki mają większe powodzenie. Jest tylko mit czarującej jasnowłosej uwodzicielki w typie Marilyn Monroe. Ale ten wymyśliły chyba same kobiety. Zaledwie 35 proc. amerykańskich mężczyzn przyznaje, ze woli blondynki. I nawet najbogatsi mężczyźni, którzy często widywani są w towarzystwie blond seksbomb, na żony wybierają brunetki. Rozsądne wytłumaczenie mają psychologowie ewolucyjni. Ich zdaniem blondynki budzą u mężczyzn opiekuńcze uczucia, bo wyglądają na bardziej bezbronne i dlatego wydają się łatwiejszym łupem. Ale tak naprawdę mężczyźni wolą kobiety seksowne i pewne siebie, a na to kolor włosów nie wpływa.

10. ORGAZM POCHWOWY JEST LEPSZY NIŻ ŁECHTACZKOWY

Właśnie dlatego nie lubię Freuda. To jemu zawdzięczamy idiotyczne przekonanie, że orgazm łechtaczkowy jest niedojrzały i kobiety muszą z niego wyrosnąć. Na szczęście szybko pojawiły się inne tezy. Już w w 1966 roku William Masters i Virginia Johnson udowodnili, że z fizjologicznego punktu widzenia wszystkie orgazmy są takie same. Mało tego. Uznali, że każdy orgazm jest łechtaczkowy. A to dlatego, że penis, wchodząc do pochwy, napiera na wargi sromowe i stymuluje łechtaczkę. Z kolei według badań Alfreda Kinseya tylko 30 proc. kobiet jest zdolnych do osiągnięcia orgazmu bez dodatkowej stymulacji. Trzeba zatem -poświęcić więcej uwagi łechtaczce. Jak? Przez edukowanie mężczyzn. Wielu nie wie, gdzie jej szukać ani co z nią zrobić. I podobnie jak Freud uważają, że orgazm łechtaczkowy nie jest prawdziwy.

Więcej mitów obala -Zbigniew Wojtasiński w książce „101 mitów o seksie”, Wydawnictwo Z/W, 39,90 zł

AUTOR: Aleksandra Kisiel